Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Najlepsi w Polsce, za słabi na Europę

Najlepsi w Polsce, za słabi na Europę

Piłka nożna | 03 paździenika 2013 22:39 | Przemysław Drewniak
Legia zawiodła na całej linii. Porażka z Apollonem mocno komplikuje jej sytuację w grupie
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Legia zawiodła na całej linii. Porażka z Apollonem mocno komplikuje jej sytuację w grupie

Przystępując do meczu z Apollonem, Legia chciała przerwać serię pięciu meczów bez zwycięstwa w europejskich pucharach. Wydawało się, że nadarza się ku temu idealna okazja, bo zdobywca Pucharu Cypru to przecież nie ta klasa, co Steaua Bukareszt czy Lazio. Rzeczywistość brutalnie sprowadziła legionistów na ziemię. Apollon przy pustych trybunach wygrał w Warszawie 1:0, zostawiając mistrza Polski na dnie tabeli grupy J.


Nikt nie mówi tego głośno, ale dotychczasowymi występami w europejskich pucharach Legia ociera się o kompromitację. Jak to możliwe, że w ośmiu meczach mistrz Polski potrafił wygrywać jedynie z półamatorami z The New Saints? Pojedynki z Molde czy Steauą miały być dla Legii poligonem doświadczalnym, z którego drużyna Jana Urbana wyciągnie wnioski. Niestety, dwa przegrane spotkania w fazie grupowej Ligi Europy pokazują, że nauka poszła w las.


A zaczęło się – jak zwykle – dosyć obiecująco. Legia szybko osiągnęła przewagę i próbowała sforsować defensywnie ustawiony zespół Apollonu. Najwięcej zagrożenia na boisku siał Henrik Ojamaa. Estończyk brał udział niemal w każdej udanej akcji ofensywnej Legii pokazując, że nie jest piłkarzem jednowymiarowym. Kilka razy potrafił szarpnąć prawą stroną i dobrze dośrodkować w pole karne, jak również zejść do środka boiska, szukając kombinacyjnej gry lub decydując się na uderzenie z dystansu. Raz po jednej z takiej prób bramkarz gości, Isli Hidi popisał się efektowną interwencją, ale w pozostałych przypadkach pomocnikowi Legii brakowało skuteczności. Największym mankamentem w grze gospodarzy było zbyt powolne rozgrywanie piłki w środku pola i właściwie zupełnie niewidoczna lewa strona boiska. Michał Żyro i Jakub Wawrzyniak grali bardzo przewidywalnie i cypryjscy zawodnicy nie mieli problemów z powstrzymywaniem ich ataków.


Apollon swojej szansy w Warszawie upatrywał w kontratakach. Po jednym z nich Fotios Papoullis wpadł w pole karne i przewrócił się tuż przed interweniującym Wojciechem Skabą. Sędzia główny nie dopatrzył się przewinienia, ale po podpowiedzi od asystenta za bramką wskazał na wapno. Jak wykazały telewizyjne powtórki, golkiper Legii nawet nie dotknął Papoullisa, ale sprawiedliwość pozostała po stronie gospodarzy – Gaston Sangoy uderzył z jedenastu metrów fatalnie i piłka poszybowała kilka metrów nad poprzeczką.


Po zmianie stron Legia miała szybciej operować piłką w środku pola i jeszcze bardziej zepchnąć Cypryjczyków do obrony. Zamiast tego, nadziała się na kolejną kontrę i straciła bramkę. Katastrofalny błąd popełnił Żyro, który zaliczył stratę na własnej połowie, Roberto Garcia jednym podaniem znalazł Sangoy’a, a ten w sytuacji sam na sam ze Skabą zrehabilitował się za przestrzelonego karnego.


Chwilę później Legia miała swoje najlepsze w tym meczu kilka minut, ale znów zabrakło jej nieco szczęścia. Wydawało się, że gol dla gospodarzy jest tylko kwestią czasu, ale albo Dwaliszwili i Ojamaa minęli się z piłką, albo Żyro minimalnie się pomylił, a wprowadzony po przerwie Kucharczyk w idealnej sytuacji uderzył głową tak anemicznie, że nawet ucinając sobie drzemkę Hidi wybroniłby ten strzał. To był jednak tylko moment lepszej gry Legii, bo im bliżej 90. minuty, tym mniej pomysłów mieli gracze mistrza Polski.


W barwach Legii nie było ani jednego zawodnika, który byłby w stanie poderwać zespół do lepszej gry. Brylujący w pierwszej połowie Ojamaa po przerwie zupełnie zgasł i kiepsko współpracował z ustawionym tym razem na prawej obronie Rzeźniczakiem. Miroslav Radović od czasu do czasu błysnął udanym zagraniem, ale przez większość spotkania był schowany i nie kreował akcji swojego zespołu. Wydawało się, że pojedynek z Apollonem będzie idealnym spotkaniem dla Helio Pinto, który doskonale zna specyfikę cypryjskiego futbolu. Ale zarówno on, jak i Ivica Vrdoljak nie potwierdzili dobrej formy z ostatnich ligowych spotkań. Legia grała w środku pola zbyt wolno, by zaskoczyć dobrze zdyscyplinowany taktycznie Apollon. A o występie Wladimera Dwaliszwilego możemy powiedzieć w zasadzie tylko tyle, że trwał 90 minut. Bramkarza gości Gruzin postraszył w tym meczu tylko wyglądem.


Słabej postawy podopiecznych Jana Urbana nie można tłumaczyć brakiem Jakuba Koseckiego czy grobową ciszą, jaka płynęła z pustych trybun stadionu przy Łazienkowskiej. Dotychczasowe mecze Legii w europejskich pucharach pokazują, że drużyna mistrza Polski ma po prostu za mało jakości, by móc myśleć o czymś więcej niż faza grupowa Ligi Europy. Jedyną dobrą wiadomością dla Legii z czwartkowego wieczoru jest remis w Trabzonie, gdzie drużyna Adriana Mierzejewskiego (strzelił jednego gola) zremisowała z Lazio 3:3. By jednak awansować do następnej rundy, stołeczny zespół musi grać o dwa tempa szybciej, ze znacznie większym rozmachem. Ale skoro nie potrafi tego zrobić przeciwko Molde czy Apollonowi, to dlaczego miało by się to stać w starciach z silniejszymi Trabzonsporem i Lazio? Już się przyzwyczailiśmy, że logika - w przeciwieństwie do matematyki - nie lubi nam sprzyjać.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)