Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Mundial w Brazylii nie dla nas

Mundial w Brazylii nie dla nas

Piłka nożna | 11 paździenika 2013 23:43 | Damian Wiśniewski
Czy to już koniec tego pana w naszej reprezentacji?
Czy to już koniec tego pana w naszej reprezentacji?

 Jeśli ktoś jeszcze miał nadzieję na awans do przyszłorocznego mundialu, nawet po słabych wynikach naszej reprezentacji, to musi te marzenia odłożyć na półkę. W dzisiejszym meczu o wszystko (ileż my już takich meczów o wszystko przegrywaliśmy w ostatnich latach?), Polska uległa na wyjeździe Ukrainie 0:1.

 

Wstęp do tego artykułu miał wyglądać całkiem inaczej. Przed spotkaniem miałem nadzieję, że będę mógł zacząć od tego, że się udało. Że ograliśmy Ukraińców i do Londynu pojedziemy po coś więcej niż tylko walkę o honor. Rzeczywistość jak zwykle okazała się inna i brutalnie sprowadziła mnie i nas wszystkich pozostałych do końca wierzących (czytaj głupich) na ziemie.

 

Początek meczu, a w zasadzie nawet cała pierwsza połowa jednak tego nie zapowiadały. Od pierwszego gwizdka sędziego ze Szwecji na stadionie w Charkowie gospodarze zachowywali się jakby pomylili dyscypliny. Ostre wślizgi, dwie żółte kartki w trakcie zaledwie ośmiu minut miały zapewne przestraszyć Polaków i pokazać im miejsce w szyku. Tak się jednak nie stało i o dziwo podopieczni Waldemara Fornalika radzili sobie całkiem dobrze.

 

Powołanie Mariusza Lewandowskiego, które dla niektórych (a raczej dla większości) wydawało się być kompletnie niedorzecznym, okazało się małym strzałem w dziesiątkę. „Cycuś” świetnie operował piłką w środku pola, kapitalnie się ustawiał pod rywala, potrafił asekurować swoich kolegów z zespołu. Czuć było, że do naszej kadry doszła nowa jakość, której brakowało w poprzednich meczach, czy to eliminacyjnych, czy to towarzyskich.

 

Przez pierwsze trzy kwadranse trwała zażarta walka o każdą piłkę, jednak żadna ze stron na dobrą sprawę nie zagroziła drugiej. Ukraińcy oddali kilka strzałów, jednak Artur Boruc nie mógł czuć się w żaden sposób przepracowany. To samo jednak jego kolega po fachu, choć w tym przypadku z małym wyjątkiem, bo po jednej z akcji kibicom reprezentacji Polski mogły zadrżeć serca. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego głową uderzył Kamil Glik, jednak futbolówka została wybita z linii bramkowej.

 

Druga połowa przez długi okres czasu wyglądała tak, jak ta pierwsza. Ostra walka, jednak bez kreowania jakichś sytuacji bramkowych. Pewnym było to, iż drużyna która jako pierwsza trafi do bramki swojego rywala, wygra ten pojedynek. I na nasze nieszczęście tak się właśnie wydarzyło.

 

Napisałem wcześniej, że powołanie Mariusza Lewandowskiego, to był mały strzał w dziesiątkę. No właśnie, mały. W 64 minucie to właśnie on i Artur Jędrzejczyk nie zrobili chyba jednak wystarczająco dużo by zablokować dośrodkowanie Devicia (choć bardziej winiłbym tutaj Jędzę), które na gola zamienił przeciętny tego dnia Jarmolenko. Trudno jednak nie wspomnieć, o roli, jaką przy tym golu odegrał Grzegorz Wojtkowiak. Ustawiony na lewej stronie obrońca, kompletnie niepotrzebnie próbował przeciąć piłkę, do której nie miał prawa sięgnąć. W rezultacie tego wielbłąda, futbolówka trafiła pod nogi piłkarza trenera Formienki, a Boruc nie miał nic do powiedzenia.

 

Po tej sytuacji, mieliśmy jeszcze dwie kapitalne okazję do wyrównania. Najpierw po dośrodkowaniu z lewej strony w wykonaniu Mierzejewskiego, Robert Lewandowski po raz kolejny pokazał, że jego gra w klubie i reprezentacji to dwie, całkiem inne historie. Z bardzo bliskiej odległości, gwiazdor Borusii nie trafił głową w światło bramki. Oczywiście był kompletnie niepilnowany. Druga taka sytuacja miała miejsce chwilę później i skończyła się ona również uderzeniem niecelnym. Tym razem tym, który nie potrafił pokonać bramkarza był Sławek Peszko. Wprowadzony z ławki skrzydłowy uderzył jedynie w boczną siatkę.

 

Do ostatniego gwizdka sędziego rezultat nie uległ już jakiejkolwiek zmianie. Szkoda tego wyniku, tak dobrze grającej drużyny narodowej, tak zdyscyplinowanej taktyczne nie widziałem od meczu z Anglią w Warszawie. Niestety, zaważyły błędy indywidualne, których Ukraińcy nam nie podarowali. Kolejne mecze o stawkę już jesienią przyszłego roku, kiedy to wystartują eliminacje do mistrzostw Europy 2016. Z nowym selekcjonerem?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)