Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nie liczmy na cuda reprezentacji
Waldemar Fornalik ustawił drużynę zbyt defensywnie.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Waldemar Fornalik ustawił drużynę zbyt defensywnie.

Nie liczmy na cuda reprezentacji

Piłka nożna | 14 paździenika 2013 17:43 | Hubert Błaszczyk

Słowo cud przy reprezentacji Polski w piłce nożnej pojawia się w ostatnich latach niezwykle często. Teraz jednak w ustach piłkarzy mecz z Ukrainą był półfinałem, przed wielkim finałem, który mieli rozegrać z Anglią na legendarnym Wembley. Cudów, ani spektakularnego meczu w Londynie jednak nie będzie. Ukraińcy mieli w piątek jedną sytuację i ją wykorzystali. Czy nie miało być odwrotnie?


Taktyka Fornalika


No właśnie, miało być odwrotnie, bo na szaleńcze ataki nie mogliśmy liczyć. Waldemar Fornalik zagrał niezwykle defensywnie. Groteskowo wyglądało pierwsze 25 minut spotkania, kiedy atakowaliśmy trzema zawodnikami – Lewandowskim, Sobotą i Klichem, który tym razem miał wcielić się w rolę klasycznej dziesiątki. Taktyka była nawet logiczna, ale nie w tym położeniu reprezentacji Polski. Na Ukrainie trzeba było wygrać jak najwyżej, postawić wszystko na jedną kartę. Tymczasem selekcjoner ponownie okopał się, próbując na siłę udowodnić, że nie mamy słabej defensywy.


Trzeba było jednak zagrać tak jak w drugiej połowie z Danią. Trzech pomocników – Sobota, Klich i Zieliński świetnie ze sobą współpracowało, wypracowując dogodne sytuacje dla Roberta Lewandowskiego. Naszego napastnika wreszcie nie widzieliśmy na trzydziestym metrze od bramki rywala, holującego piłkę, tylko w polu karnym, tam gdzie jego miejsce.


Niestety, w Charkowie obraz gry był podobny do tego z poprzednich eliminacyjnych spotkań. W ataku bez ładu i składu. Czasami próbował szarpnąć Sobota, starał się Błaszczykowski, ale to było za mało. Zabrakło współpracy w pomocy, zupełnie w roli rozgrywającego nie radził sobie Klich. To jednak nie dziwi, bo nawet w Zwolle były gracz Cracovii coraz częściej nie gra tuż za plecami napastnika.


Ego Roberta Lewandowskiego


Z realizacją założeń taktycznych Fornalika było nie najgorzej. Pod względem wdrażania planu gry w życie ten mecz wyglądał dobrze. Oczywiście do straty bramki przez Polaków. Później na boisku mieliśmy już chaos. Nie był on jednak twórczy, bo nasi reprezentanci zachowywali się wielu sytuacjach nad wyraz nerwowo. Przodował w tym Robert Lewandowski, którego ego powoli przestaje przystawać do tej drużyny. Niezwykle wyrazisty był obrazek, kiedy Lewy uderzał z rzutu wolnego z około 19 metrów. To było miejsce, skąd powinien strzelać inny zawodnik. Napastnik Borussii Dortmund chciał się wyróżnić, zaistnieć, a że w kadrze mu się to nie udaje, to powoli zaczyna szukać wszystkich sposobów, by pokazać swoją wartość. Przestańmy go jednak usprawiedliwiać, bo skoro nie pomaga, to niech swoimi decyzjami przynajmniej nie przeszkadza. Jeśli wieszamy psy na Wojtkowiaku, który minął się z piłką i sprezentował bramkę Ukraińcom, to dlaczego mamy bronić Lewandowskiego? Zmarnował przecież świetną okazję do wyrównania.


Trochę realizmu


Znów przegraliśmy, znów się nie udało, znów rozczarowanie wśród społeczeństwa. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy. Polska plasuje się dopiero na 65. miejscu w rankingu FIFA. To miejsce nie wzięło się z kosmosu. To po prostu wyznacznik aktualnej klasy naszej reprezentacji. Nie należy tego jednak mylić z potencjałem, bo ten jest zdecydowanie większy. Powinniśmy jednak mieć na uwadze, że w historii futbolu było już zdecydowanie więcej zespołów, które miały indywidualności, a nie potrafiły stworzyć drużyny. Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie w Polsce. Tabela „polskiej grupy” dokładnie odzwierciedla realny układ sił, dlatego przyda się odrobina realizmu przed kolejnymi eliminacjami do Mistrzostw Europy. Mi wyszło to na dobre.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)