Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Matrix Waldemara Fornalika

Matrix Waldemara Fornalika

Piłka nożna | 15 paździenika 2013 04:14 | Jakub Kacprzak


Jestem po lekturze wywiadu, jaki Przemysław Iwańczyk przeprowadził z Waldemarem Fornalikiem, dla Gazety Wyborczej. Czytam i nie wierzę, że w tak jawny, chamski i głupi sposób, selekcjoner reprezentacji Polski kłamie w żywe oczy. Czytam i zastanawiam się w jakiej rzeczywistości pan Waldemar żyje. Bo nie jest normalnym, by po wygraniu w tych eliminacjach zaledwie trzech spotkań (dwóch z San Marino i jednego z Mołdawią) mówić takie rzeczy. Wygląda na to, że nasz trener wziął od Morfeusza nie tę pigułkę co trzeba. Bo zamiast przejrzeć na oczy i niczym Neo zbawić swój świat, biedaczek dostał halucynacji, jakby zjadł grzybki, które były dziwnego pochodzenia.


Zacznijmy od początku. Iwańczyk pyta Fornalika o jego nastrój. Selekcjoner odpowiada, że dobry nastrój dopisuje mu zawsze i że czuje się mniej obciążony presją. Chwila. Gość właśnie zawalił eliminacje do Mundialu, zdołał wygrać jedynie z amatorami z San Marino i niemal tak samo słabymi Mołdawianami, a humor u niego dobry? Wybaczcie, ale to jest kpina. To jest robienie z ludzi idiotów. To pokazuje, jak niepoważnie swój zawód Waldemar Fornalik traktuje. Dał pokaz tego, jak można mieć w dupie kibiców, ambicje i ogólnie wywalone na to, że miał pewne obowiązki do spełnienia. „Niektóre mecze, których nie wygraliśmy, też uważam za dobre”. Naprawdę? Panie Waldemarze, to tak na serio? Jako przykład podaje mecz, który akurat oglądałem na żywo ze stadionu, a więc warszawski remis z Czarnogórą. Oglądałem to spotkanie. Było to przyzwoite spotkanie, ale na pewno nie dobre. I tutaj pojawia się to, o czym już wielokrotnie wspominałem. Fornalik po prostu nie ma ambicji. Dla niego to, że udało się wygrać trzy mecze, zremisować dwukrotnie z Czarnogórcami i raz z Anglią, oraz przegrać „tylko” 0:1 z Ukrainą, to sukces. Wydaje mi się, że chyba pan Waldemar zapomniał o tym, że kadra i kwalifikacje do Mistrzostw Świata, to coś zupełnie innego niż klubowe rozgrywki. Wygląda to bowiem tak, że nasz selekcjoner cieszy się z tego, że się zdołał utrzymać. Że nie zajął ostatniego miejsca. Niestety panie Waldemarze, ale tutaj to wygląda nieco inaczej.


Czytam dalej. Przemek Iwańczyk pyta o liderów. Odpowiedź? „Niektórzy piłkarze starali się wywierać wpływ na kolegów”. Czyli, że liderów nie było. Fornalik tą odpowiedzią dał do zrozumienia, że kiepsko ze swej roli wywiązywał się Kuba Błaszczykowski, który przecież jako kapitan powinien zarządzać zespołem. Iwańczyk w następnym pytaniu stwierdza wpierw, że jego zdaniem kadra jednak liderów nie miała. Co robi Fornalik? Nie zaprzecza. Nie broni swoich. Choć później zaprzecza, jakoby kadrze brakowało charakteru. Smutne jest również to, że pan Waldemar sobie wymyśla dziwne rzeczy. Stwierdził, że wprowadził do kadry m.in. Bartosza Salamona, Pawła Wszołka i Arkadiusza Milika. Patrzę więc na to, ile zagrali i w jakich meczach. Salamon? Pięć występów. Od pierwszej minuty w spotkaniach o punkty, dwukrotnie przeciwko San Marino. Pozostałe trzy występy? 45 minut przeciwko Liechtensteinowi, 90 minut z Mołdawią i 4 minuty z Danią. Rzeczywiście ważny zawodnik! Wszołek? 6 występów. 45 minut z RPA, 62 z Anglią, 45 z Macedonią, 45 z Rumunią, 28 z Czarnogórą i 11 z San Marino. Milik? Także sześć występów. 32 minuty z RPA, 7 z Anglią, 7 z Urugwajem, 90 z Macedonią, 30 z Irlandią, 59 z San Marino. Ci trzej zawodnicy, zdobyli łącznie JEDNĄ bramkę, której autorem był Milik w towarzyskim meczu, przeciwko Macedonii. Fornalik wspomniał też o Grześku Krychowiaku, Kamilu Gliku, Piotrze Zielińskim i jak to ujął „czy ostatnio Mateusza Klicha”. Z tej grupy jedynie Krychowiak i Glik, są pewnymi punktami. Szkoda, że nie wspomniał o tym, że nie znalazł nikogo z polskiej ligi.


Rozśmieszyło mnie również stwierdzenie „Zagraliśmy kilka spotkań, po których można powiedzieć, że rokujemy. Wspomnę pierwszy mecz z Anglią, dalej mecze z Czarnogórą i Danią”. Na 17 spotkań, wymienił trzy. Z tych trzech, wygrane było jedno i to towarzyskie. Oczywiście Fornalik wzbrania się przed jakąkolwiek myślą o odejściu, czy dymisji. Słowa na „D” nie ma raczej w jego słowniku. W sumie za 150 tysięcy zł miesięcznie, też byłoby mi wygodniej zostać, nawet odwalając fuszerkę. Szkoda tylko, że Waldemar Fornalik uroił sobie, że on coś może zdziałać. Mówi, że pomimo przegranych eliminacji ma plan. Jaki? Przegrać kolejne eliminacje? Skoro ma plan, to dlaczego nie wprowadził go w życie, podczas walki o Mundial w Brazylii?! Twierdzi, że wydarzyło się wiele dobrego (chodziło mu zapewne o zwiedzenie Londynu, Dortmundu i comiesięczne przelewy w wysokości 150 tysięcy zł). Ostatnie pytanie Iwańczyka brzmiało: „Wierzy pan w to, że dalej poprowadzi kadrę?”. Odpowiedź okazała się smutna: „Wiem, że potrafię to robić i jestem przygotowany na dalszą pracę”. Przykre urojenie. Potrafi to robić? Mówi to człowiek, którego drużyna dała sobie strzelić bramkę San Marino, nie potrafiła wygrać z osłabioną brakiem największych gwiazd, Czarnogórą u siebie i w starciu z Mołdawią tylko zremisowała. Pięknie. Po prostu pięknie. Aż chce się zacytować tutaj tekst, który jest zamieszczony w obrazku, okraszającym ten felieton.


Na sam koniec. Waldemar Fornalik cierpi na schizofrenię. Mówi, że odbiera telefony i słyszy od ludzi, że w jego kadrze widać wiele pozytywów. Wygląda to identycznie jak w przypadku Smudy, który ogłaszał, że po Euro 2012, ludzie klepali go po plecach i gratulowali. Obu dopadła ta sama choroba. Leczenie potrzebne jest Fornalikowi od zaraz. Bo nie może być tak, że kadrę prowadzi człowiek bez ambicji. To już lepiej dajmy pracować małpie, której będziemy płacić bananami. Wynik będzie dokładnie ten sam.




Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)