Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Podsumowanie Waldemara Fornalika

Podsumowanie Waldemara Fornalika

Piłka nożna | 16 paździenika 2013 16:15 | Jakub Kacprzak

18 spotkań, z czego 10 o punkty w ramach eliminacji do Mundialu. Dostając posadę wartą 150 tysięcy zł miesięcznie, Waldemar Fornalik obiecywał zmianę stylu gry kadry, grę dwójką napastników i powołania dla tych, którzy są w najlepszej formie i grają regularnie. Miał do dyspozycji trzech finalistów Ligi Mistrzów, dwóch czołowych bramkarzy angielskiej Premier League, kapitana włoskiego Torino, regularnie grającego rozgrywającego Bordeaux, filar Stade Reims. Do tego na najważniejsze mecze, wybuch formy mieli Waldemar Sobota i Mateusz Klich. Narzędzia więc Fornalik miał. Problem w tym, że były trener Ruchu Chorzów zachowywał się w kadrze tak, jakby kazano mu nagle zarządzać centrum dowodzenia NASA.


Mołdawia, San Marino, Dania, Liechtenstein, Rumunia, Macedonia i RPA. Z ośmiu zwycięstw, zaledwie dwa odniesione w walce o punkty. Również dwie wygrane zanotowane przeciwko rywalom, którzy grali w krajowych składach. Jedyną drużyną, która jest wyżej od nas w rankingu FIFA, a więc Rumunią, wygraliśmy właśnie wtedy, gdy obie kadry złożone były z piłkarzy, którzy grają w rodzimych ligach. Nasza reprezentacja znajduje się na chwilę obecną, na 65.miejscu w rankingu FIFA. Grozi nam, że w eliminacjach do Euro 2016 będziemy losowani dopiero z 4 koszyka. W 10 meczach eliminacyjnych do Mistrzostw Świata, nasz bilans to 3 zwycięstwa, 4 remisy i 3 porażki. 13 punktów. Z czego aż 10 zdobytych na San Marino i Mołdawii. Gdy walczyliśmy o Mundial w RPA, podopieczni Leo Beenhakkera (a potem na dwa ostatnie mecze Stefana Majewskiego) uciułali o dwa oczka mniej. Wygrali wtedy tylko z San Marino i Czechami. Jednak wszyscy pamiętają jaka atmosfera panowała wokół Holenderskiego szkoleniowca. Szukając różnic, szybko i tak je znajdziemy. 10:0 z San Marino u siebie i wygrana z Czechami. W obecnych eliminacjach nasz bilans przeciwko najsłabszej drużynie świata to 10 strzelonych bramek i... 1 stracona. Tak. Daliśmy amatorom strzelić sobie bramkę, która była ich jedyną w tych kwalifikacjach, oraz pierwszą od pięciu lat.


Patrząc na to, jak spisywali się poprzednicy Waldemara Fornalika (nie licząc Franciszka Smudy, który nie grał o punkty w eliminacjach), widać gołym okiem, że były selekcjoner, wypadł bardzo słabo. Jerzy Engel prowadząc kadrę w 29 spotkaniach (10 w eliminacjach, 3 na MŚ i 16 towarzyskich) uzyskał bilans 12-8-8. W spotkaniach o punkty zdobył ich 24. Awansował na Mundial. Pod wodzą Pawła Janasa, reprezentacja rozegrała 51 spotkań (16 w eliminacjach, 3 na MŚ i 32 towarzyskie). Bilans? 31-6-14. 37 zdobytych punktów w ramach eliminacji i samego Mundialu. Ostatnim przed Fornalikiem selekcjonerem, który walczył o awans do dużej imprezy, był wspomniany już Beenhakker. Jego bilans w 47 spotkaniach: 22-13-12. W 25 meczach o punkty, uzyskał 36 oczek. Trzeba też pamiętać, że każdy z poprzedników miał pojedyncze sukcesy, w grze z poważniejszymi rywalami. Engel wygrywał z Ukrainą, Norwegią i USA, Janas z Włochami, Chorwacją, a Beenhakker z Portugalią i Czechami. Fornalik za największy sukces może uznać remis 1:1 z Anglią.


Fornalik bił także rekordy, jeśli chodzi o liczbę powołanych piłkarzy. Łącznie było ich 64. Tylko 4 nie wystąpiło choćby przez minutę. 60 graczy w 18 spotkaniach. Sprawdzonych zostało 7 bramkarzy (z czego trzech w samych eliminacjach), 20 obrońców (z czego 12 w meczach o punkty), 27 pomocników i 9 napastników. Na liście można znaleźć takie „tuzy” polskiego futbolu jak Łukasz Teodorczyk, Mariusz Stępiński, Marcin Robak, Łukasz Trałka, Szymon Pawłowski, Tomasz Kupisz, Janusz Gol, Bartosz Rymaniak czy Adam Danch. Śmieszne były ostatnie powołania dla Brożka (przed pierwszym powołaniem od Fornalika miał w całym roku mniej strzelonych goli niż Robert Lewandowski w jednym spotkaniu przeciwko Realowi Madryt) czy dla Wasilewskiego. Regularnie powoływany był Bartosz Salamon, który od 9 miesięcy nie zagrał ani jednego ligowego spotkania.


Nie zmienił też Fornalik taktyki. Dwójką napastników zagrał przez 45 minut z Estonią i RPA, a także przez 90 w spotkaniu z San Marino. Kadra nie umiała płynnie przechodzić z obrony do ataku, zostawiała mnóstwo miejsca rywalom. Brakowało przekazywania krycia w obronie, nie istniało odpowiednie krycie przy stałych fragmentach gry. Fornalik nie zmienił także typowego od czasów Smudy, nastawienia do ataku. W większości przypadków, znów wszystko zależało od Błaszczykowskiego i Lewandowskiego. Bardzo rzadko bywały sytuacje, że przy ofensywnej akcji biało-czerwonych, w obrębie pola karnego rywali znajdowało się więcej, niż 3-4 naszych piłkarzy. Odkąd z kadrą pożegnał się Obraniak, nie istniały stałe fragmenty gry. Jeden gol bezpośrednio z rzutu wolnego przeciwko San Marino, chluby nie przynosi. Zresztą braki w swym fachu, pan Waldemar pokazywał nader często. Przede wszystkim, zabrakło stabilizacji w składzie. Od dawna wiadomo, że ofensywa wygrywa pojedyncze mecze, ale to obrona zdobywa mistrzostwa. My obrony nie mieliśmy. Na 10 spotkań w eliminacjach, Fornalik wystawił 8 różnych linii defensywy. Inauguracyjny mecz z Czarnogórą czwórkę w obronie tworzyli Piszczek, Wasilewski, Glik i Wawrzyniak. Ostatni mecz z Anglią grali Celeban, Jędrzejczyk, Glik i Wojtkowiak. Oczywiście należy zrozumieć, że kontuzja Piszczka i brak regularnych występów w Anderlechcie, a potem przez długi czas brak klubu u Wasilewskiego, miał na to wpływ, ale mówimy o dwóch graczach. Fornalik powinien mieć dla nich zastępstwo. Tymczasem mieszał on składem strasznie. Co dziwne, potem narzekał, że brak jego podopiecznym stabilizacji. Że ma za mało czasu, że kontuzje, że brak zgrania. Nie widział w tym swojej winy.

Mieszał także w pomocy. Jako klasyczną dziesiątkę w eliminacjach tworzyli Obraniak, Mierzejewski, Majewski, Zieliński i Klich. Defensywnymi pomocnikami byli Polański, Krychowiak, Borysiuk, Mariusz Lewandowski, Rafał Murawski i Daniel Łukasik. Przyjrzyjmy się temu dokładnie. Jeśli oddzielilibyśmy przez całą długość murawy środkowy sektor, to zobaczylibyśmy jak wielka była skala chaosu, którą wprowadził Fornalik. Sześć różnych par na środku obrony, sześć różnych par na pozycjach defensywnych pomocników. Plus pięć różnych „dziesiątek”. Zmiany były również w bramce. Zaczynał Tytoń, potem był Boruc, a z Anglią zagrał Szczęsny. Warto zaznaczyć, że żaden z kadrowiczów nie zagrał we wszystkich 10 spotkaniach. Rotacja dobra jest w klubie, gdzie pracuje się dzień w dzień, z tymi samymi postaciami. W kadrze należy wybrać najlepszych, ustawić tak, by wykorzystać ich umiejętności do perfekcji i zmobilizować. Fornalik nie potrafił wykonać żadnej z tej czynności. Na zakończenie wątku o chaosie w powołaniach i wystawianiu składu, warto spojrzeć na jeszcze jedną rzecz. Patrząc na najlepsze kluby i reprezentacje na świecie zastanawiamy się, dlaczego są tak dobrzy. Dlaczego Hiszpanie i Niemcy tak dominują. Odpowiedź jest banalnie prosta. Zgranie. Tak. Właśnie to. Hiszpania swój skład opiera głównie na graczach Barcelony i Realu Madryt (Casillas, Alba, Ramos, Pique, Busquets, Xavi, Iniesta, Xabi Alonso, Pedro). Reprezentacja Niemiec to niemal kopia Bayernu Monachium (Neuer, Lahm, Boateng, Schweinsteiger, Kross, Muller).Patrzymy na naszą kadrę i co widzimy? Ostatni mecz, patrząc na nazwy klubów naszych piłkarzy, wyglądał następująco: Arsenal Londyn – TSV 1860 Monachium, Torino, Krasnodar, Vaslui – Borussia Dortmund, Stade Reims, Sewastopol, Trabzonspor, Club Brugge – Borussia Dortmund. Po jednym zawodniku z Anglii, Włoch, Ukrainy, Rumunii, Turcji, Belgii, Rosji, Francji i trzech z Niemiec. Zaledwie dwóch piłkarzy gra ze sobą na co dzień w klubie. Dodatkowo mamy podstawową jedenastkę rozrzuconą po całej Europie. Jak oni mają być zgrani?


Zaledwie w dwóch meczach (z Mołdawią i San Marino) nie straciliśmy bramki. Nie potrafiliśmy ich strzelić także w dwóch. Wciąż problemem jest to, że fatalną skuteczność ma Robert Lewandowski, który z piłkarskiej bestii, w kadrze zmienia się w potulnego, bezbronnego baranka. Traci też Błaszczykowski, który na długie momenty w meczach znika. Brakuje biało-czerwonym płynności. Są jedynie zrywy. Widać brak dbania o szczegóły. Łatwo oddajemy piłkę, szybko ją wybijemy na oślep. Przegrywamy przebitki, nie wykorzystujemy sytuacji, które się nadarzają. Widać także brak charakteru.


Czy są plusy kadencji Waldemara Fornalika? Tak. Przywrócił kadrze Artura Boruca. Nie patrzył na przeszłość piłkarzy i chwała mu za to. Nie bał się wprowadzić Zielińskiego i Krychowiaka. Nie kłócił się i nie obrażał na piłkarzy, jak miał to w zwyczaju robić Smuda. Poza małą aferą z Obraniakiem, w kadrze panował spokój, co należy uznać za duży plus.


Niestety lista dobrych rzeczy się skończyła. Na siłę nie można wymyślać pozytywów. Negatywów było dużo więcej. Zbyt mocny wpływ mediów na powołania, wprowadzanie chaosu, brak pomysłu na grę, zero stylu. Źle to wyglądało. Jak więc najlepiej podsumować pracę Waldemara Fornalika? Chyba stwierdzeniem, że 13 zdobytych przez niego punktów było wartych ponad 2,2 mln zł. PZPN zrobiło interes życia.



Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)