Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraklasa wraca z przytupem. Dziesięć goli na otwarcie kolejki!

Ekstraklasa wraca z przytupem. Dziesięć goli na otwarcie kolejki!

Piłka nożna | 18 paździenika 2013 23:50 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Śląska nie dowierzali. Górnik w 70 sekund ograbił ich z trzech punktów!
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Piłkarze Śląska nie dowierzali. Górnik w 70 sekund ograbił ich z trzech punktów!

Taką Ekstraklasę chcemy oglądać jak najczęściej. Dziesięć goli w dwóch meczach to wynik, którym nie wzgardziliby nawet kibice Bundesligi! W piątkowych spotkaniach Korona Kielce zdecydowanie wygrała u siebie z Jagiellonią Białystok, a Górnik Zabrze w niezwykle dramatycznych okolicznościach pokonał Śląsk Wrocław. Zabrzanie sięgnęli po trzy punkty, choć jeszcze w 90. minucie... przegrywali!


Korona Kielce 4-1 Jagiellonia Białystok
Trytko 39’, 54’, Pyłypczuk 60’, Kiełb 82’ (k.) - Plizga 37’


Jeszcze niedawno część ekspertów i dziennikarzy nie pozostawiała suchej nitki na hiszpańskim szkoleniowcu Korony. Jose Rojo Martinie wytykano problemy z komunikacją, niejasne decyzje i totalną dezorganizację taktyczną. Ciekawe, co jego krytycy mają do powiedzenia po piątkowym meczu z Jagiellonią. Drużyna z Kielc niespodziewanie wysoko pokonała u siebie białostoczan i podtrzymała serię czterech kolejnych spotkań bez porażki.


Aż dwanaście kolejek musiano czekać w Kielcach na przełamanie któregoś z napastników. Daniela Gołębiewskiego, Przemysława Trytkę czy Karola Angielskiego wyręczali jak dotąd obrońcy i piłkarze z drugiej linii. Jeszcze niedawno wielu żartowało, że niemoc przełamie Maciej Korzym, który od początku sezonu częściej niż na boisku przebywał w sali rehabilitacyjnej. Niewiele ku temu zabrakło, bo ulubieniec kibiców Korony powrócił do gry w ekstraklasie pod koniec meczu, gdy wszedł z ławki rezerwowych. Przemysław Trytko najwyraźniej uznał, że to już ostatni moment na wywalczenie sobie miejsca w wyjściowej jedenastce i w piątek dwukrotnie pokonał Jakuba Słowika. Najpierw były zawodnik Arki Gdynia skorzystał z prezentu bramkarza Jagiellonii. Po zbyt głębokim dośrodkowaniu Tomasza Lisowskiego Słowik wypuścił piłkę z rąk, a ta trafiła prosto pod nogi nadbiegającego napastnika kielczan, który wpakował ją do siatki. Jeśli ktoś po meczu zarzuci Trytce, że ten gol był wyłącznie dziełem przypadku, nie będzie mógł tego powiedzieć o jego drugim trafieniu. Wtedy to gracz gospodarzy doskonale wyszedł do piłki zagrywanej przez Serhija Pyłypczuka i ładnym, technicznym uderzeniem z pierwszej piłki w długi róg dał prowadzenie swojej drużynie. Dla Trytki były to pierwsze gole w ekstraklasie od 2011 roku, gdy jeszcze w barwach Polonii Bytom trafił do siatki… na Arenie Kielc.


Obie bramki dla Korony padły w bardzo ważnych momentach, bo pod koniec pierwszej i na początku drugiej połowy to Jagiellonia była stroną przeważającą. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, a ich najgroźniejszą bronią były prostopadłe piłki za plecy obrońców. Po jednym z takich zagrań gola strzelił Dawid Plizga, wykorzystując doskonałe zagranie z głębi pola Daniego Quintany. Jednak gdy gospodarze objęli prowadzenie, znacznie łatwiej było im bronić dostępu do własnej bramki i gościom z ogromnym trudem przychodziło stwarzanie zagrożenia pod bramką Małkowskiego.


Kolejne błędy popełniała zaś defensywa gości. Trzecią bramkę dla Korony zdobył Pyłypczuk, wykorzystując błąd w kryciu i mierzone dośrodkowanie na długi słupek Pawła Golańskiego. Wynik spotkania ustalił z rzutu karnego Jacek Kiełb chwilę po tym, jak z boiska za faul na Gołębiewskim wyleciał Słowik.


Po żadnej ze zdobytych bramek owacja kibiców gospodarzy nie była jednak tak głośna, jak ta z 83. minuty meczu. Wtedy to na boisku pojawił się Korzym, który złamał nogę 19 maja w spotkaniu z… Jagiellonią. Najlepszy strzelec drużyny z ubiegłego sezonu wraca do gry w idealnym momencie – Korona pod wodzą Pachety w końcu wygląda na solidny, zdyscyplinowany taktycznie zespół, a atmosfera w szatni jest dużo lepsza niż po odejściu Leszka Ojrzyńskiego. Wygląda na to, że po gwałtownej burzy niebo nad Ściegiennego powoli się rozpogadza.


Górnik Zabrze 3-2 Śląsk Wrocław
Sobolewski 50’, Iwan 90’, Nakoulma 90’ - Paixao 20’, 33’


Jeśli Adam Nawałka zabierze ze sobą do reprezentacji dramaturgię z meczów Górnika Zabrze, nie mamy nic przeciwko jego kandydaturze. Inne zdanie mają na ten temat z pewnością kibice zabrzańskiej drużyny, która po raz kolejny w niesamowitych okolicznościach zwyciężyła przed własną publicznością i awansowała na pozycję lidera, gdzie pozostanie przynajmniej do niedzieli.


Pierwsza połowa absolutnie nie wskazywała na to, że Śląsk jest drużyną, która może wyjechać z Górnego Śląska z pustymi rękoma. Podopieczni Stanislava Levego przeważali, osiągnęli dominację w środku pola i płynnie rozgrywali piłkę na połowie rywali. Rozgrywali najlepsze zawody od sierpniowych meczów w Lidze Europy z Brugią, gdy w efektownym stylu wyeliminowali wyżej notowanego rywala. W meczu z Górnikiem wrocławianie także nie byli w roli faworyta, ale już do przerwy prowadzili dwoma bramkami. Pavelsa Steinborsa dwukrotnie pokonał Marco Paixao. Najpierw Portugalczyk skierował piłkę do siatki głową, a kilkanaście minut później pięknym, technicznym strzałem wygrał pojedynek sam na sam z łotewskim bramkarzem gospodarzy. W obu sytuacjach asysty zaliczył Tomasz Hołota, który znów wystąpił w roli skrzydłowego, choć bardzo często schodził do środka pola.


Prowadzenie Śląska powinno być jednak wyższe. Jeszcze przy bezbramkowym remisie Sebastian Mila oddał strzał głową z bliskiej odległości od bramki, ale wspaniałą interwencją popisał się Steinbors. Pod koniec pierwszej połowy jeszcze lepszą okazję miał Hołota, ale mając przed sobą tylko golkipera Górnika, uderzył niecelnie.


W szatni trener Adam Nawałka w jakiś sposób trafił do głów swoich piłkarzy, bo ci po przerwie prezentowali się zdecydowanie lepiej. Wydawało się, że zawodnicy obu drużyn zamienili się koszulkami, bo to Górnik przeważał i był zespołem lepszym. Już w 50. minucie kontaktową bramkę po rzucie rożnym zdobył strzałem z półobrotu Radosław Sobolewski. Później świetną okazję na wyrównanie po prostopadłym podaniu Łukasza Madeja miał Prejuce Nakoulma, ale zamiast podawać wzdłuż bramki do świetnie ustawionych partnerów, zdecydował się na strzał i niezłym refleksem popisał się Rafał Gikiewicz.


Górnik starał się napierać, ale grający mądrze taktycznie Śląsk utrzymywał się na prowadzeniu i wydawało się, że dowiezie korzystny wynik do końca. Szczególnie, że kolejne błędy popełniała obrona gospodarzy i wrocławianie znów mieli stuprocentowe okazje do zdobycia gola. Mecz mogli "zabić" Hołota i Paixao, ale w sytuacjach sam na sam pierwszy trafił głową wprost w Steinborsa, a drugi strzelił obok słupka.


Chwilę później ostatnią szarżę wykonali gospodarze. Gdy rozpoczynała się 90. minuta, wciąż jeszcze przegrywali, ale to wcale nie odebrało im chęci do walki. Najpierw kluczowym odbiorem w środku pola popisał się Sobolewski, piłka trafiła do rezerwowego Bartosza Iwana, a ten dał wyrównanie swojej drużynie. Chwilę później kolejny błąd popełniła obrona Śląska. Wystarczyło, by pressingiem nacisnął Mateusz Zachara, by gracze gości całkowicie się pogubili i właściwie oddali piłkę pod nogi Nakoulmy. Reprezentant Burkina Faso nie zmarnował prezentu - płaskim strzałem pokonał Gikiewicza i zapewnił trzy punkty swojej drużynie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)