Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Trenerski rollercoaster w Polsce

Trenerski rollercoaster w Polsce

Piłka nożna | 22 paździenika 2013 15:20 | Jakub Kacprzak

Od dawna w Polsce przyjęła się reguła, że jeśli zespołowi nie idzie, to należy zmienić trenera. Nie ważne, czy zarząd dał pieniądze na transfery, czy sprzedał czołowych piłkarzy czym rozwalił trzon zespołu. Winny jest zawsze trener. Czekamy już niemal dwie dekady na polski klub w Lidze Mistrzów, w Lidze Europy też nie idzie nam wybitnie dobrze. Należy sobie zadać pytanie: dlaczego? Czy rzeczywiście wszystkiemu winien jest tylko szkoleniowiec?


Liczba ta jest zatrważająca, ale w tym sezonie (a przecież za nami dopiero 12 kolejek!) zwolniono już pięciu trenerów. Co ciekawe na te pięć przypadków, cztery dotyczą zespołów, które zajmują obecnie ostatnie miejsca w tabeli. Podbeskidzie wymieniło Czesława Michniewicza na Leszka Ojrzyńskiego, Widzew Radosława Mroczkowskiego na Rafała Pawlaka, Zagłębie Lubin najpierw zrezygnowało z Pavela Hapala, by przez 2 miesiące dać prowadzić zespół Adamowi Buczkowi, którego następnie zastąpił Orest Lenczyk. Korona Kielce sensacyjnie podziękowała Leszkowi Ojrzyńskiemu i wzięła Hiszpana – Juana Jose Rojo Martina. Dziewiąty obecnie Ruch Chorzów zrezygnował z Jacka Zielińskiego i zatrudnił Jana Kociana.


Jednak nie ta statystyka pokazuje, jak częste są zmiany. Sezon 2012/2013: 10 nowych trenerów. 11/12: 17. 10/11: 16. 09/10: 16. 08/09: 16. 07/08: 11. 06/07: 15. 05/06: 22. 04/05: 10. 03/04: 12. W przeciągu dziesięciu minionych sezonów doszło do... 145 zmian. Nie, to nie jest żart. 145 zmian. Tu już należy mówić o patologii. Władze klubu żądają wyników, a same strzelają sobie samobója. Nie da się zrobić z drużyną wyniku, jeśli czasu na pracę ma się tak niewiele. Każdy chciałby sukcesów na miarę Manchesteru United i talentu jak Sir Alex Ferguson na trenerskim stanowisku. Szkoda tylko, że mało kto pamięta, iż szkocka legenda czekała siedem lat, na swoje pierwsze mistrzostwo Anglii z Czerwonymi Diabłami. U nas wciąż jednak tkwi przekonanie, że jak nie idzie, to zmiana trenera pomoże. Przez te 10 sezonów w naszej Ekstraklasie, tylko jeden trener dwa razy zdobył mistrzostwo. Był to... Maciej Skorża, który z Wisłą Kraków triumfował dwa razy z rzędu, w sezonach 07/08 i 08/09.


Teraz porównajmy to sobie z innymi europejskimi ligami, w których gra także 16 zespołów. Mamy trzy takie kraje: Portugalię, Rosję i Ukrainę. W każdej z tych nacji są zespoły, które co roku grają w Lidze Mistrzów i biją się o triumf w Lidze Europy. W Rosji – 95 zmian. Na Ukrainie – 135. W Portugalii 190. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak często trenerów zmieniały mistrzowskie zespoły. W Polsce pod uwagę weźmiemy Wisłę Kraków i Legię Warszawa, które mają najwięcej pierwszych miejsc, w ostatniej dekadzie. Z Rosji CSKA Moskwa i Zenit Sankt Petersburg. Z Ukrainy Dynamo Kijów i Szachtar Donieck, a z Portugalii FC Porto i Benfice Lizbona. Zacznijmy od rodzimego podwórka. Biała Gwiazda od 2003 roku zmieniała szkoleniowców 16 razy. Legia 11. Dla porównania. CSKA zmieniało w tym samym okresie tylko 6 razy trenera. Zenit 4. Dynamo Kijów 11. Szachtar zaledwie TRZYKROTNIE!. Porto czyniło to 9 razy, a Benfica 8.


Stabilizacja. Tego brakuje polskim klubom. Najdłużej pracującym trenerem w Ekstraklasie, jest obecnie Adam Nawałka. Siedzi w Górniku nieco ponad trzy lata. Jak na warunki najlepszych europejskich klubów, niezbyt długo. Ostatnio ciekawej wypowiedzi udzielił Michał Probierz. Stwierdził, że w naszym kraju trenerów traktuje się jak debili. Jest w tym wiele prawdy. Najłatwiej jest winę zrzucić na nich. Ale co ma zrobić trener, jeśli w trakcie sezonu jest trzecim/czwartym szkoleniowcem w zespole? Powtarzam raz jeszcze. To nie piłkarze czy trenerzy są winni temu, że mamy taki chaos. To ludzie, którzy rządzą klubami powinni zostać przeanalizowani. Za prezesury biorą się osoby, które nie mają pojęcia o profesjonalnym sporcie. Tacy ludzie szkodzą polskiej piłce.


Warto też zwrócić uwagę na kolejną rzecz. Małą ilość szkoleniowców w naszym kraju. Trudno się dziwić, że nie mamy zbyt wielu fachowców na poziomie. Niestety kursy są tak stworzone, że już zrobienie papierów na zwykłego instruktora jest kłopotliwe. Zajęcia trwają od poniedziałku do piątku po kilka godzin dziennie. Nie ma więc szans pogodzić tego, z normalną pracą. Do tego jeszcze należy dodać, że taki kurs trwa pół roku. Na to, by przez pół roku nie chodzić do pracy i normalnie sobie żyć, stać tylko nielicznych (lub tych, którzy mają bogate żony/rodziców). A przecież nie ma pewności, że takowy kurs zostanie nam zaliczony. No i najważniejsze. Sam kurs instruktora nie upoważnia nas do tego, by pracować z seniorami. A więc trzeba przejść kolejne kursy. I nagle się okazuje, że zanim będziemy mogli spróbować sił w profesjonalnym klubie, minie kilka ładnych lat. Brakuje też dokładnego planu tego, jak trenerzy mają być szkoleni. Nie ma czegoś takiego jak „polska myśl szkoleniowa”.

Trudno o znalezienie pozytywów w naszej rodzimej piłce. Bardzo słaby system szkolenia młodzieży, trenerzy zmieniani są co chwilę. Brak stabilizacji doskwiera niemal każdej drużynie. Pytanie tylko... czy jest szansa,że coś się zmieni?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)