Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Borussia wygrywa na Emirates, Lewandowski ze zwycięską bramką

Borussia wygrywa na Emirates, Lewandowski ze zwycięską bramką

Piłka nożna | 22 paździenika 2013 23:58 | Michał Kozera

fot. benemlu/flickr.com

Bardzo dobry mecz zgotowali nam Arsenal Londyn i Borussia Dortmund na Emirates Stadium. Kolejny dobry występ zapisać może sobie Robert Lewandowski, którego druga bramka ustaliła wynik, a wcześniej wykonał decydujące podanie przy pierwszym trafieniu. Dobry mecz rozegrał również Szczęsny, mimo dwóch straconych goli. Jednak gdzie są dobre oceny, tam też są złe.

 

Pierwsze dziesięć minut nie porwało. Być może dlatego, że przy piłce była wyłącznie Borussia i być może dlatego, że mimo to prawdziwego zagrożenia pod bramką Arsenalu nie stworzyła. A szkoda, bo piłka po polu karnym Szczęsnego zdążyła znaleźć się kilka razy, za każdym razem jednak lądowała albo na aucie, albo wracała na środek boiska. I za każdym razem dość szybko trafiała pod nogi graczy Borussi. Arsenal miał problemy z wykreowaniem akcji, chociaż przy piłce dostał swoje pięć minut. Na więcej nie pozwolili goście – zniecierpliwił się Reus, zabrał piłkę Ramseyowi, ta trafiła pod nogi Lewego i, niemal natychmiast, do Mchitariana który władował zza pola karnego piłkę do bramki Szczęsnego.


 

 

Arsenalowi ta bramka wyraźnie podziałała na ambicje, co jednak z tego, jeśli skrzydła nie pracowały. Najlepszym tego przykładem był Gibbs posyłający długie dośrodkowanie… gdzieś w górne rzędy trybun. Obudził się natomiast Giroud, który wywalczył piłkę na prawym skrzydle i popędził z nią do linii końcowej. Tam na jego nieszczęście nadbiegał Hummels, który postanowił najechać na nogi rywala jak kibice Górnika na stolicę. Gorzej jednak, że wszystko widział sędzia, a w zasadzie trzech, więc żółta kartka była wyłącznie formalnością. Francuz mógł jednak z nawiązką odegrać się na Borussi, zdobywając bramkę po fatalnym błędzie Suboticia. Piłkę z prawego skrzydła dogrywał Sagna i nie byłaby ona specjalnie groźna, gdyby trafiła w ręce nadbiegającego Weidenfellera. Kluczową rolę zdecydował się odegrać jednak Subotić, który uprzedził swojego bramkarza i strącił piłkę… pod nogi Giroud i wyrównanie stało się faktem.

 

 

Druga połowa nie zmieniła zbyt wiele obrazu spotkania – piłka nadal chodziła od jednego pola karnego do drugiego, jednak nadal bez poważnych akcji. Po 5 minutach nieco sfrustrować mógł się Mchitarian, bo zaatakował w środku pola Rosickiego, powalając na ziemię niemal bez powodu. Piłki nie zdobył, ale nacieszyć mógł się żółtym kartonikiem. Kolejna kartka zostaje pokazana 14 minut później i to dla Roberta Lewandowskiego, który skacząc do główki zahaczył łokciem o twarz Koscielnego – na tyle mocno, by zostać ukaranym.


W 66 minucie wrzawa na trybunach mogłaby śmiało oznaczać bramkę i wszystko by się zgadzało, gdyby nie przedzierający się przez harmider kibiców Arsenalu gwizdek sędziego, sygnalizujący wcześniejszy faul. Gospodarze mogli odkuć się dwie minuty później, ale skończyło się o 10 centymetrów za wysoko, bo na poprzeczce i aucie bramkowym. A sprawcą zamieszania obwołać mógł się Oezil. Jurgen Klopp prawdopodobnie nauczył nowych sztuczek swoich zawodników, bo na sędziego nakrzyczał Bender, za co zobaczył żółtko. Mogłoby się wydawać, że bez trenera przy linii bocznej jedenastka Dortmundu daje się przycisnąć rywalowi. Liczby nie pokazują jak bardzo – 55% posiadania piłki dla Arsenalu podczas całego meczu, jednak 70% podczas ostatnich 10 minut.

 

Goście jednak mają plan i tym planem jest gra z kontry. Lewą stroną rusza Grosskreutz i dogrywa w pole karne. Piłka leci długo, bo na długi słupek, gdzie już czeka Lewandowski i potężną torpedą ładuje ją do siatki dając przyjezdnym prowadzenie w 82 minucie. Arsenal zaczyna grać ostrzej i nic dziwnego, bo na wyrównanie mają mało czasu. Póki co jednak jedyną oznaką mobilizacji Kanonierów jest żółta kartka po dość nieładnym wślizgu Oezila na Hummelsie. Pomocnik wydaje się nie czuć strachu przed nikim, bo mierzy gniewnym wzrokiem zgromadzonych wokół.

 


I to było na tyle, bo do końca meczu nie wydarzyło się już nic, co zmienić mogłoby wynik i Borussia wraca do Dortmundu mając 3 punkty więcej w tabeli. Arsenal może sobie pluć w brodę, bo był uważany (nieco nieśmiało, ale jednak) za faworyta spotkania, na co wpływ bez wątpienia miało bycie gospodarzem. Na jego nieszczęście, w pierwszej połowie zwłaszcza pomysłu na grę nie było praktycznie wcale, a gra ofensywy przez pierwsze 20 minut było co najmniej… drewniana. Borussia może się pochwalić natomiast tym, że poza wybrykiem Suboticia nie miała sobie wiele do zarzucenia i na zwycięstwo zasłużyła. W końcu jest finalistą poprzedniej edycji.

 

Bramki:
Giroud (41) - Mchitarian (16), Lewandowski (82).
Kartki:
Rosicky, Oezil - Hummels, Lewandowski, Bender.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)