Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Goodbye Europo

Goodbye Europo

Piłka nożna | 24 paździenika 2013 21:17 | Damian Wiśniewski

Miało być pięknie, skończyło się jak zawsze, Legia Warszawa żegna się z rozgrywkami Ligi Europy. Dziś mistrzowie Polski przegrali kolejny mecz fazy grupowej tych rozgrywek, tym razem z tureckim Trabzonsporem, na jego własnym stadionie 0:2.


Planem minimum przed wyjazdem do Turcji było bez wątpienia wywiezienie z tego terenu przynajmniej remisu, jednak już pierwsze dziesięć minut tego pojedynku pokazało, iż ten plan jest praktycznie nie do spełnienia. Zanim warszawianie zdołali zagrozić w jakiś sposób swojemu rywalowi, ba zanim oddali jakikolwiek strzał na jego bramkę, było już 1:0. W siódmej minucie fatalny błąd w środku pola popełnił Jodłowiec, który jak dziecko dał się ograć Maloudzie, ten zagrał na skrzydło, z którego poszło dośrodkowanie w pole karne. Tam śmieszna wręcz bierność defensorów Legii, którzy mimo przewagi w szesnastce, dopuścili do strzału i w jego następstwie gola, którego zdobył Janko.

 

Legia przez długi czas nie potrafiła odpowiedzieć, jednak kiedy wydawać by się mogło, że łapie wiatr w skrzydła, to sprawy w swoje ręce wziął rosyjski arbiter, Władisław Bezborodow. Najpierw zauważył ewidentnego uderzenia łokciem w twarz Kuby Koseckiego, a następnie nie podyktował jeszcze bardziej pewnego rzutu karnego za faul na Łukaszu Broziu.

 

Do przerwy wynik się już nie zmienił, a po wznowieniu gry wszyscy oczekiwaliśmy ujrzeć zupełni inny obraz boiskowych wydarzeń. I faktycznie, mistrzowie Polski ruszyli na rywala, jednak nie wynikła z tego żadna sytuacja podbramkowa. Słabo grali skrzydłowi Kosecki i Ojaama, słabo w środku pola radził sobie Helio Pinto.

 

Pierwsza jakakolwiek sytuacja miała jednak dopiero miejsce w 74 minucie. Sprzed pola karnego uderzał wtedy właśnie pomocnik z Estonii, jednak dobrze spisał się bramkarz gospodarzy. Cztery minuty potem musiało być 1:1.

 

Najpierw z czterech metrów trafić nie potrafił Jodłowiec, a po dobitce Dominik Furman. Obie te stuprocentowe sytuacje kapitalnie wybronił Kivrak.

 

Niewykorzystane sytuacje się mszczą i już po dosłownie chwili gospodarze podwoili swoje prowadzenie. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Adin, w polu karnym nikt nie przeciął futbolówki, a w niezrozumiały dla mnie sposób, Wojtek Skaba wpuścił ją do bramki.

 

Taki rezultat utrzymał się już do samego końca. Może Legii zabrakło trochę szczęścia, może przeszkodził arbiter, ale moim zdaniem przede wszystkim zabrakło jej umiejętności. Stołeczna drużyna przegrała trzeci mecz z rzędu w tych rozgrywkach i zostały jej tylko matematyczne (czytaj iluzoryczne) szanse na wyjście z grupy. Zero punktów, zero strzelonych goli, cztery stracone. Jedyny zespół jaki mistrz Polski w tym sezonie potrafił pokonać w europejskich pucharach, to amatorzy z The New Saints.

 

Więcej chyba dodawać nie trzeba.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)