Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Polskie Gran Derbi na remis

Polskie Gran Derbi na remis

Piłka nożna | 27 paździenika 2013 21:18 | Damian Wiśniewski

fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news

 Remisem 1:1 zakończyło się spotkanie, które elektryzowało całą piłkarską Polskę. Po pierwszej, dość drętwej połowie, w trakcie drugich 45 minut piłkarze Lecha i Legii zaprezentowali nam naprawdę dobre granie, zakończone zasłużonym podziałem punktów.

 

Początek spotkania i na dobrą sprawę całe pierwsze trzy kwadranse przebiegły pod przewagą podopiecznych Mariusza Rumaka. To właśnie oni niemal zupełnie zdominowali środek pola, w którym błyszczeli Łukasz Trałka i Mariusz Murawski.

 

Przejęcie kontroli nad środkową strefą boiskową skutkować oczywiście powinno stwarzaniem wielu sytuacji bramkowych i Lech kilka takowych sobie wykreował, pierwszą z nich już w czwartej minucie gry. Hamalainen zagrał piłkę do Lovrenciscsa, jednak Węgier źle ją przyjął i nie zauważył wychodzącego na świetną pozycję Szymona Pawłowskiego.

 

Siedem minut potem mieliśmy ogromny kocioł w polu karnym Wojciecha Skaby. Po dośrodkowaniu w szesnastkę z rzutu rożnego, piłka spadła pod nogi ustawionego dalej od bramki Pawłowskiego. Jego uderzenie odbił goalkeeper Legii, a dobitka Trałki była już niecelna.

 

Jeszcze bliżej gola było chwilę później, gdy futbolówkę z rzutu wolnego uderzył Douglas, jednak odbiła się ona tylko od słupka. Już na samym początku wicemistrzowie Polski stworzyli sobie parę naprawdę dogodnych sytuacji do objęcia prowadzenia.

 

W 24 minucie, Jan Urban musiał dokonać pierwszej, wymuszonej zmiany. Głowami zderzyli się Kuba Kosecki i Łukasz Broź, w wyniku czego drugi z nich został odwieziony karetką do szpitala.

 

Później tempo gry nieco nam wyhamowało. Żaden z zespołów nie potrafił jakoś mocno zagrozić rywalowi, co nie znaczy, że na boisku nie było gorąco. W 39 minucie spotkania Łukasz Trałka bardzo ostrym wślizgiem zaatakował Koseckiego i otrzymał żółty kartkonik. Na moje oko gdyby arbiter wyjął kartkę koloru czerwonego, to błędu by nie popełnił.

 

Do przerwy nie wydarzyło się już raczej nic godnego uwagi. Po świetnym początku w wykonaniu gospodarzy, mecz zwolnił i więcej było walki w środku pola, niż kreowania sytuacji bramkowych.

 

Po wznowieniu gry byliśmy już jednak świadkami widowiska stojącego na bardzo wysokim poziomie. Nieco lepiej w drugą połowę weszli goście, gdyż to oni już w 47 minucie wyszli na prowadzenie. W pole karne z rzutu wolnego dośrodkował Dominik Furman i po ogromnym zamieszaniu, znalazła się ona w posiadaniu Tomasza Jodłowca. Były piłkarz chociażby Śląska Wrocław nie miał większych kłopotów z umieszczeniem jej w bramce Macieja Gostomskiego.

 

Na odpowiedź Kolejorza nie musieliśmy wcale długo czekać, już trzy minuty potem kapitalną akcję przeprowadził Gergo Lovrencsics. Węgier najpierw ośmieszył w polu karnym obrońcę rywala, Jakuba Rzeźniczaka, a następnie świetnym strzałem nie dał szans Wojciechowi Skabie.

 

Jeśli ktoś myślał, że po tym zdarzeniu nastąpi okres dużo słabszej gry Legii, to był w dużym błędzie. Drużyna ze stolicy od tego momentu zdominowała gospodarzy i stworzyła sobie sporo fantastycznych sytuacji do ponownego objęcia prowadzenia.

 

Najpierw w 56 minucie bardzo dobre podanie z głębi pola dostał Dwaliszwili, jednak Gruzin prawdopodobnie spodziewał się odgwizdania spalonego (którego nie było) i zmarnował pojedynek sam na sam.

 

Już minutę później mieliśmy kolejną świetną okazję dla przyjezdnych. Po ładnej wymianie podań i świetnym wejściu w pole karne, niemal oko w oko z Gostomskim stanął Tomasz Brzyski. Lewy obrońca nie trafił nawet w światło bramki. Jak sam w pomeczowym wywiadzie powiedział popełnił błąd uderzając wewnętrzną częścią stopy. Gdyby strzelił prostym podbiciem, po długi rogu, to pewnie oglądalibyśmy gola.

 

Minuta 58 i fantastyczna odpowiedź Lecha. Wojciech Skaba znów jednak stał na posterunku i dzięki swojemu świetnemu zachowaniu, nie dał się pokonać Łukaszowi Teodorczykowi.

 

Następnie mieliśmy okres przewagi Legii, która lepiej operowała piłką i siedziała na połowie poznaniaków. Kolejna wyśmienita okazja miała miejsce w 65 minucie, kiedy sam na sam z bramkarzem wyszedł Ojaama, ale Estończyk nie dał rady wygrać tego pojedynku, świetnie spisał się Maciek Gostomski.

 

Lech starał się kontrować i zrobiło nam się fantastyczne widowisko, akcja toczyło się to raz pod jedną, to raz pod drugą bramką. Pod koniec spotkania w słupek trafił nawet Ivica Vrdoljak, jednak nawet gdyby piłka wpadła do bramki, to gol nie mógłby zostać uznany. Chorwat w momencie dośrodkowywania z rzutu wolnego znajdował się na pozycji spalonej.

 

Do ostatniego gwizdka żadna bramka już nie padła, ale każdy kto zdecydował się na oglądanie tego meczu, nie ma prawa żałować podjętej decyzji. Obejrzeliśmy kawał naprawdę dobrego futbolu i tylko zostaje mieć nadzieję na więcej takich pojedynków w naszej lidze.

 

Lech Poznań – Legia Warszawa 1:1 (0:0)
0:1 Jodłowiec
1:1 Lovrencsics

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)