Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zawisza w natarciu. Legia przegrywa z beniaminkiem!

Zawisza w natarciu. Legia przegrywa z beniaminkiem!

Piłka nożna | 31 paździenika 2013 00:10 | Przemysław Drewniak
Zawisza zasłużenie wygrał z mistrzem Polski
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Zawisza zasłużenie wygrał z mistrzem Polski

Na kolejne pozytywnie zaskoczenie tego sezonu w Ekstraklasie wyrastają beniaminkowie. Cracovia imponuje swoją grą już od dłuższego czasu, ale ostatnio kroku nie odstępuje jej również Zawisza. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza mają na rozkładzie już Wisłę i Śląsk, a w środę do tego grona mogli doliczyć kolejną wielką firmę, warszawską Legię. Zespół z Bydgoszczy niespodziewanie pokonał u siebie mistrza Polski 3:1, inkasując komplet punktów już w czwartym kolejnym meczu.


Korona Kielce 1-4 Ruch Chorzów


W swoim środowym wydaniu „Przegląd Sportowy” napisał, że słabo spisujący się w tym sezonie Łukasz Janoszka nie jest przy Cichej cenionym zawodnikiem i klub wkrótce zaproponuje mi podpisanie kontraktu na znacznie gorszych warunkach, niż dotychczasowych. Po meczu w Kielcach działacze Ruchu będą jednak musieli mocno przemyśleć swoją decyzję. Janoszka rozegrał przeciwko Koronie jeden z najlepszych meczów w Ekstraklasie, strzelił hattricka i pokazał, że w negocjacjach nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.


O dziwo, dla Janoszki nie był to pierwszy taki wyczyn w seniorskiej piłce. W kwietniu 2010 roku także strzelił trzy bramki, a Ruch wygrał u siebie z Odrą Wodzisław 3:2. Sezon 2009/2010 był zresztą najlepszym w jego wykonaniu. W trzech następnych zaliczył już zaledwie dziewięć trafień, a odkąd z klubu odszedł Waldemar Fornalik, nie zawsze był pewien miejsca w podstawowym składzie. W meczu z Koroną wychodziło mu jednak wszystko. Janoszka oddał na bramkę Małkowskiego trzy celne strzały i za każdym razem piłka lądowała w siatce.


Pomocnik ze stuprocentową skutecznością kończył akcję kolegów, którzy w Kielcach rozegrali kolejny świetny mecz pod wodzą Jana Kociana. Ruch przeważał od pierwszej do ostatniej minuty, grając dokładniej, dojrzalej i szybciej od swoich rywali. A gdyby w niektórych sytuacjach więcej zimnej krwi zachowali Bartłomiej Babiarz czy Mateusz Kwiatkowski, zwycięstwo chorzowian mogłoby być jeszcze bardziej okazałe.


Kibice Korony mieli prawo do ogromnego rozczarowania postawą swojej drużyny. Wydawało się, że w ostatnich tygodniach forma zespołu Jose Rojo Martina jest coraz lepsza, ale w środę kielczanie znów zagrali tak, jak w pierwszych spotkaniach pod wodzą hiszpańskiego szkoleniowca: chaotycznie, słabo, bez koncepcji. Gol na 1:0 był jedynie efektem indywidualnego błysku Michała Janoty i Przemysława Trytki. Pomocnik świetnie zacentrował piłkę w pole karne, a Trytko strzałem bez przyjęcia (podobnie jak w spotkaniu z Jagiellonią) zaskoczył bramkarza rywali. Chwilę później napastnik Korony musiał jednak opuścić boisko z powodu kontuzji, a zastąpił go Maciej Korzym. Nawet on nie potrafił tego dnia poderwać do walki złocisto-krwistych.


W końcówce Korona była bliska złapania kontaktu, bo w słupek trafił Pavol Stano. Frustracja kielczan rosła z minuty na minutę, czego efektem była czerwona kartka dla Vanji Markovicia, który w chamski sposób kopnął jednego z rywali. Gospodarzy dobił Grzegorz Kuświk, strzelając swoją trzecią bramkę w tym sezonie.


Zagłębie Lubin 1-3 Lechia Gdańsk


Podobnie jak fani z Kielc musieli się w środę poczuć kibice Zagłębia. Efektowne zwycięstwo nad Widzewem Łódź można było potraktować jako znak poprawy gry drużyny pod wodzą Oresta Lenczyka. Efekt nowej miotły działał jednak bardzo krótko, bo lubinianie znów prezentują się bardzo słabo. Tym razem ulegli przed własną publicznością Lechii Gdańsk, która wcale nie musiała się wysilać, by wywieźć z Dolnego Śląska komplet punktów.


Bohaterem zespołu Michała Probierza nieoczekiwanie został Przemysław Frankowski. 18-letni skrzydłowy otworzył wynik meczu w 19. minucie, a także asystował przy drugim trafieniu dla Lechii, gdy precyzyjnie dograł przed bramkę do Piotra Grzelczaka. Wprowadzonemu na boisko w drugiej połowie pomocnikowi nie pozostało w tej sytuacji nic innego, jak dostawić nogę i wpakować piłkę do bramki Zagłębia. Tomasz Ptak, który zastąpił między słupkami Michała Gliwę, był w obu przypadkach bezradny.


Wzorem poprzednich spotkań, piłkarze gospodarzy zaczęli grać w piłkę dopiero wówczas, gdy rywale postawili ich pod ścianą. Tak było między innymi we wspomnianym spotkaniu z Widzewem, gdy to łodzianie jako pierwsi strzelili bramkę, ale ostatecznie „Miedziowi” ruszyli do ataku i wygrali 3:1. Teraz też byli bliscy odrobienia strat. Znak do ataku dał David Abwo, który po podaniu Papadopulosa z bliskiej odległości skierował piłkę do bramki. Kilka minut później przed doskonałą okazją stanął Deniss Rakels, ale reprezentant łotewskiej młodzieżówki w jednej akcji dwukrotnie przegrał pojedynek z Mateuszem Bąkiem. Bramkarz Lechii w kolejnym meczu potwierdził, że jest w świetnej dyspozycji.


Goście sprawili sobie nerwówkę na własne życzenie, ale już w doliczonym czasie gry opanowali sytuację. Sprytnym dryblingiem w prawym sektorze boiska popisał się Deleu, który wywiódł w pole czterech zawodników Zagłębia, otworzył drogę do bramki Pawłowi Buzale, a rezerwowy gdańszczan z łatwością pokonał Ptaka i ustalił wynik meczu na 3:1.


Dzięki wygranej w Lubinie, w Gdańsku mogą powoli mówić o zażegnaniu kryzysu. Lechia umocniła się w środku tabeli, podczas gdy Zagłębie nadal ma na swoim koncie zaledwie 12 punktów i znajduje się tuż nad strefą spadkową.


Zawisza Bydgoszcz 3-1 Legia Warszawa


Gdyby w środowy wieczór stadion w Bydgoszczy odwiedził turysta z dalekiego kraju i miał wskazać drużynę, która jest ligowym liderem i obrońcą mistrzowskiego tytułu, na pewno nie wybrałby jedenastki ze stolicy. Na boisku beniaminka Legia spisała się bardzo słabo, sama strzelała sobie bramki i zasłużenie przegrała trzeci raz w tym sezonie.


Napastnik Zawiszy, Vahan Gevorgyan, musiał czuć się w meczu z Legią tak, jakby wygrał dwa losy na loterii. Takie prezenty sprawili mu bowiem Jakub Rzeźniczak i Wojciech Skaba. W 7. minucie Gevorgyan jak na podwórku przepchnął stopera „Wojskowych”, który w fatalny sposób stracił piłkę i stworzył rywalowi okazję do pojedynku sam na sam. Ten jej nie zmarnował i Zawisza w niespodziewany sposób objął prowadzenie.


Jeszcze łatwiejsze zadanie ormianin z polskim paszportem miał na początku drugiej połowy. W pozornie niegroźnej sytuacji Wawrzyniak wycofał piłkę do Skaby, a golkiper Legii kopnął piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika bydgoszczan. Gevorgyan bez trudu go wyprzedził i strzelił swoją trzecią bramkę w drugim kolejnym meczu. Druga bramka była dla gospodarzy kluczowym momentem spotkania. Od tamtej pory Zawisza spokojnie kontrolował przebieg gry, potrafiąc wyprowadzić też kilka groźnych ataków. Po jednym z nich wynik spotkania ustalił Luis Carlos, który wykorzystał świetnie dośrodkowanie z prawej strony Igora Lewczuka.


Pierwsza połowa nie zapowiadała takiego przebiegu zdarzeń. Mimo tego, że to Zawisza jako pierwszy strzelił bramkę, Legia częściej utrzymywała się przy piłce i spokojnie budowała swoje akcje. Okazji podbramkowych w wykonaniu warszawian było jednak w tym meczu jak na lekarstwo. W ataku zupełnie bezproduktywny był Wladimer Dwaliszwili, podobnie jak biegający na prawym skrzydle Michał Kucharczyk. W środku Legii brakowało kreatywności Miroslava Radovicia, choć kilka przebłysków miał Helio Pinto. Jeden z nich dał gościom wyrównanie. Pinto świetnie uderzył z rzutu wolnego, a ze spadającą tuż przy słupku piłką nie poradził sobie Wojciech Kaczmarek.


Gdy na początku drugiej połowy Zawisza objął prowadzenie, Legia zrobiła zdecydowanie zbyt mało, by odrobić straty. Przez całe 45 minut jedyną groźną akcją był 40-metrowy rajd Henrika Ojamy, zakończony zresztą niecelnym strzałem. W Bydgoszczy podopieczni Jana Urbana uderzali w światło bramki jedynie trzy razy. Jak na mistrza Polski grającego na boisku beniaminka, jest to liczba kompromitująca.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)