Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Arsenal wygrywa z Liverpoolem, Kanonierzy nadal liderem!

Arsenal wygrywa z Liverpoolem, Kanonierzy nadal liderem!

Piłka nożna | 02 listopada 2013 21:52 | Michał Kozera

fot. Ronnie Macdonald / flickr.com

Arsenal Londyn jak przystało na lidera – pewnie pokonał Liverpool na Emirates Stadium. Bardzo dobre spotkanie zanotował Wojciech Szczęsny, notując kilka istotnych interwencji, a dwie bramki zapewnili Kanonierom Santi Cazorla oraz Aaron Ramsey. Klub z Londynu ma obecnie z 25 punktami na koncie 5 przewagi na drugą w tabeli Cheslea.

 

Chociaż pierwsze kilkanaście minut spotkania nudzić nie mogło nikogo, to dopiero w 19 minucie zaczął się show. Pierwszoplanowym aktorem okazał się być Santi Cazorla, który w dwóch aktach rozprawił się z obroną Liverpoolu. Najpierw Hiszpan niesamowicie uderzył głową trafiając w słupek i natychmiast poprawił, tym razem prosto do bramki. Zaskoczenie mogło być uzasadnione – pomocnik Kanonierów zdobył swojego pierwszego gola w sezonie, a pierwszego gola w meczu nie zapisze sobie ani Super Suarez, ani Super Sturrigde.

 

Niesiony świetnym początkiem meczu Arsenal nie zwalniał tempa, ale stracona bramka w hicie to nie jest coś, co tak po prostu przyjmie do wiadomości Luis Suarez. By powstrzymać Urugwajczyka w 25 minucie do faulu musiał się uciec Sagna, ratującym tym samym Szczęsnego przed dość potężną kontrą. Przykro poczuł się pewnie również sam poszkodowany, który nie mógł natychmiast wznowić gdy i zwieńczyć dzieła – Rowan Atkinson chciał ukarać jeszcze obrońcę gospodarzy. Parę minut później sam Sagna mógł poczuć się podobnie, gdy Cissokho wślizgiem w nogi nie daje mu dokończyć rajdu skrzydłem.


Przewagę z pierwszej połowy Arsenal obrazuje świetnym rozgrywaniem akcji – podczas gdy Liverpool pędzi w z kontrą i nie uznaje sekundy przestoju, The Gunners wolą rozpoznać teren i poszanować piłkę, wcale jednak nie zanudzając przy tym kibiców. Co przyniosła zatem pierwsza połowa? Bramkę Cazorli jako jedną z 3 celnych strzałów na bramkę przy tylko jednej ze strony Liverpoolu. Ci mogliby pogrozić palcem 3 razy więcej, bo tyle razy kończyli akcję na spalonym. Ich szybkie akcje dały tylko 40% posiadania piłki do 60% rywala.

 

Ofensywnie chce zacząć połowę Brendan Rodgers – Cissokho dostaje wolne, a zmienia go powracający Coutinho. To powinno zmotywować atak The Reds i wizualnie odnosi skutek, bo to Arsenal zostaje teraz przyparty do ściany. Wszystkie starania przestają powoli tracić na znaczeniu w 55 minucie, kiedy sam na sam z bramkarzem staje Giroud. Francuz okazuje jednak litość i mimo dobrze zapowiadającego się lobu, pudłuje. Łaskawość okazuje się nie mieć granic 2 minuty później, gdy napastnik pakuje nogę między dwójkę obrońców i czubkiem uderza wprost do rąk Mignoleta.

 

O wiele więcej do powiedzenia chce mieć Walijski Książe – Aaron Ramsey otrzymuje od Oezila piłkę na środek pola, którą uderza w powietrzu, uderza fałszem i uderza skutecznie. A piłka leci w sposób nie dający szans Mignoletowi, bo tuż pod poprzeczką i na 2:0 dla gospodarzy i niekwestionowanych liderów Premier League po 10 kolejkach.

 

Liverpool nie miał wielu więcej szans. Raz nie trafił Suarez, kiedy strzałem zabrał piłkę Sturrigde’owi, jednak znacznie więcej potencjalnych zagrożeń bronił Szczęsny. Dwukrotnie popisał się wyjściem do piłki, zabierając ją spod nóg ruszających rywali. Szanse na wykazanie się dawali obrońcy Kanonierów, kiedy piłkę zabiera im Suarez i zbiega z prawego skrzydła na samotną potyczkę z polskim bramkarzem. Pudłuje, a będący po drugiej strony bramki jego angielski partner z napadu dość wymownie sygnalizuje mu, że wcale nie musiała to być akcja jeden na jeden. Na koniec, by dokończyć dzieła i podsumować przewagę Arsenalu, klub wykonuje piękną klepę, którą strzałem wprost w bramkarza kończy Oezil. Podobnie robi sędzia, który po chwili gwizdkiem kończy spotkanie, finalizując starania piłkarzy z The Emirates o 5 punktów przewagi nad drugą w tabeli Chelsea Londyn. Starania jak najbardziej słuszne i godne podziwu, co pokazują statystyki – 7 do 4 strzałów w bramkę po stronie Arsenalu i 54% posiadania piłki Kanonierów.

 

Listopad miał być fatalnym miesiącem dla Arsenalu, tymczasem początek miesiąca to ogromny plus dla graczy z Londynu. Zwycięstwo nad Liverpoolem to idealny start trudnej części sezonu, w której czeka na nich rewanż z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, a następnie ligowe spotkania z Manchesterem United oraz Southampton. Przed Liveproolem zadanie o wiele łatwiejsze, bo tylko ligowe: Fulham, Everton i Hull.

 

Bramki:
Cazorla (19.), Ramsey (59.)

Kartki:
Sagna, Jenkinson - Cissokho

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)