Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Widziane z Poznania: nie zawiedli tylko kibice

Widziane z Poznania: nie zawiedli tylko kibice

Piłka nożna | 20 listopada 2013 17:56 | Przemysław Drewniak
W starciach z Irlandczykami Jakub Błaszczykowski był często bezsilny
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
W starciach z Irlandczykami Jakub Błaszczykowski był często bezsilny

Podobnie jak ponad 30 tysięcy polskich kibiców, do Poznania wybierałem się pełen obaw o grę reprezentacji i o wynik spotkania z Irlandią. Po absolutnej kompromitacji w meczu ze Słowacją następna porażka już na starcie mogła przysporzyć ogromnych kłopotów Adamowi Nawałce. Rywal okazał się zaskakująco słaby i nie miał prawa skrzywdzić biało-czerwonych, ale Polacy mieli po swojej stronie zbyt mało argumentów, by to wykorzystać. W efekcie w Poznaniu obejrzeliśmy spotkanie, które przejdzie do historii bez większego echa.


Ciężko powiedzieć, by wczorajszy wieczór przyniósł nam jakieś nowe, konstruktywne wnioski na temat przyszłości drużyny Adama Nawałki. Widzieliśmy raczej to, z czym mieliśmy do czynienia przez cały rok pod wodzą Waldemara Fornalika. Znów najlepszy na boisku był Jakub Błaszczykowski, który biegał, szarpał, walczył, ale niewiele z tego wynikało. Rozgrywający swój 60. mecz z orzełkiem na piersi Robert Lewandowski równał raczej do swoich poprzednich występów, a do wybitności było mu daleko. Specjalnie nie wyróżnili się też zawodnicy należący do „nowego rozdania”, choć nie oznacza to, że żaden z nich nie wykorzystał swojej szansy.


Największy pozytyw – kibice


Dla kibica polskiej reprezentacji ostatnie dni były dosyć burzliwe. Entuzjazm i nadzieja przed debiutem Nawałki szybko zamieniły się w gwizdy i rozczarowanie, gdy we Wrocławiu piłkarze skompromitowali się po raz kolejny na przestrzeni ostatnich miesięcy. Negatywne nastroje podburzył dodatkowo Mateusz Klich, obrażając 40 tysięcy widzów meczu ze Słowacją, krytykując ich zachowanie i nazywając „januszami”. W tle tych wydarzeń było do rozegrania jeszcze spotkanie z Irlandią i spodziewałem się, że atmosfera na trybunach w Poznaniu może być ospała, czy wręcz nieprzyjemna. Już przed pierwszym gwizdkiem przewidywania te zostały mocno zweryfikowane. Gdy przy podawaniu składów spiker wyczytał nazwiska dwóch największych gwiazd polskiej drużyny, owacjom nie było końca. Również podczas spotkania fani nie okazywali żadnych negatywnych emocji, dopingując piłkarzy niemal do samego końca. Gwizdy po końcowym gwizdku oczywiście były, ale trudno, żeby kibice brawami żegnali zawodników po bezbramkowym remisie u siebie z bardzo przeciętnym zespołem, jakim okazali się Irlandczycy.


Irlandia mocna tylko u siebie


Podopieczni Martina O’Neilla okazali się dużo słabszym przeciwnikiem, niż reprezentacja Słowacji. Oglądając ich poczynania w Poznaniu, ciężko było zrozumieć, jakim prawem kilka miesięcy wcześniej Polacy przegrali w Dublinie 0:2. Irlandczycy to zresztą drużyna własnego boiska. U siebie potrafią narzucić rywalom swój agresywny styl gry, dzięki czemu kilka dni wcześniej bez trudu pokonali Łotwę 3:0. Na wyjazdach grają z kolei najprostszymi środkami, chcąc przede wszystkim nie stracić bramki, co doskonale było widać we wtorek przy Bułgarskiej. Gra Zielonych wyglądała momentami w miarę dobrze jeszcze w pierwszej połowie, gdy na boisku przebywał skrzydłowy Aiden McGeady. To on był najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem swojej drużyny, a gdy po godzinie gry zmienił go James McClean, aktywność drugiej linii reprezentacji Irlandii gwałtownie spadła. W prywatnych rozmowach irlandzcy dziennikarze przyznawali, że spodziewali się słabszej gry drużyny O’Neilla, który prowadził reprezentację dopiero po raz drugi. Podobnie jak Nawałka, jest on na etapie poznawania nowego zespołu. W Poznaniu było też wyraźnie widać, jak wiele jakości w ataku daje Irlandii Robbie Keane. Najlepszy strzelec w historii reprezentacji Zielonych tym razem rozpoczął mecz na ławce rezerwowych i pozostał na niej aż do końcowego gwizdka.


Nie zawiedli za to irlandzcy kibice, którzy w Poznaniu zjawili się w znacznie skromniejszej grupie niż podczas EURO 2012, ale znów dopingowali swój zespół przez całe spotkanie. Wydawało się, że we wtorek na ulicach Poznania było ich znacznie więcej, niż na stadionie. To dlatego, że wielu z nich zdecydowało się na wyjazd w ostatniej chwili i wykupiło bilety na miejsca zajmowane przez fanów biało-czerwonych.


Błaszczykowski za Lewandowskim? To przecież skrzydłowy!


Od początku byłem sceptycznie nastawiony do pomysłu ustawiania Jakuba Błaszczykowskiego w roli klasycznej „dziesiątki”, tuż za plecami Roberta Lewandowskiego. Szykowany do gry na tej pozycji Adrian Mierzejewski ze Słowacją jednak zawiódł i Adam Nawałka zdecydował się na przesunięcie skrzydłowego Borussii na pozycję rozgrywającego. Efekty tej roszady były nijakie. W pojedynkę Błaszczykowski nie potrafił sobie wypracować przestrzeni przed polem karnym Irlandczyków i za każdym razem, gdy otrzymał piłkę, wokół niego było już kilku rywali. Co ciekawe, najwięcej zagrożenia „Kuba” stwarzał po zejściu na swoją optymalną pozycję. Wydaje się, że przesuwanie go na środek pomocy nie będzie dla reprezentacji niczym więcej, niż wariantem awaryjnym, tymczasowym. Kapitan musi grać na skrzydle choćby dlatego, że na jego pozycji reprezentacja nie ma wartościowych zastępców. W Poznaniu z pewnością nie był nim Piotr Ćwielong.


Selekcja negatywna – kogo skreślić?


Pomocnik VfL Bochum jest jednym z tych, którzy w listopadowych meczach zaprzepaścili swoją szansę na zaistnienie w reprezentacji. Przeciwko Irlandii zagrał bardzo słabo. Nie można było mu odmówić ambicji i zaangażowania, ale umiejętności już niestety tak. W podobnym tonie można ocenić występ Michała Pazdana, który częściej wyróżniał się brutalnymi zagraniami w środku pola, niż mądrym ustawieniem i skutecznymi odbiorami.


Niewyraźne były z kolei występy dwóch bocznych obrońców – Piotra Celebana i Adama Marciniaka. Chyba nie chcąc powtórzyć losu swoich poprzedników z meczu ze Słowacją, Rafała Kosznika i Pawła Olkowskiego, żaden z nich nie włączał się często w akcje ofensywne. Współpraca ze skrzydłowymi w ich wykonaniu właściwie nie istniała. Obaj ustrzegli się rażących błędów, ale na tle słabych Irlandczyków nie udowodnili, że są w stanie dać nową jakość reprezentacji.


Zasłużyli na kolejne szanse


Jest jednak grupa zawodników, dla których przygoda z reprezentacją nie powinna skończyć się na krótkim, listopadowym epizodzie. Zarówno przeciwko Słowacji, jak i Irlandii, z dobrej strony zaprezentował się Tomasz Jodłowiec. Piłkarz Legii prezentuje się obecnie lepiej niż Grzegorz Krychowiak i jest jednym z nielicznych defensywnych pomocników w Polsce, który potrafi zagrać do przodu. „Jodła” w obu meczach imponował przede wszystkim spokojem i dobrymi warunkami fizycznymi – w Poznaniu odbijali się od niego nawet Irlandczycy, znani przecież z twardej gry ciałem.


Ciekawie zaprezentował się też Marcin Kowalczyk. Stoper potrafiący wyprowadzić piłkę do przodu jest na polskim rynku towarem deficytowym, a właśnie takim zawodnikiem jest gracz Wołgi Niżni Nowogród. Przeciwko Irlandii zagrał poprawnie, dobrze się ustawiał, choć rywale rzadko zmuszali go do wysiłku. Kowalczyk powinien otrzymać szansę w marcu, gdy Polska zagra w Warszawie z Rosją. Sprawdzian na tle silniejszego rywala będzie dla niego znacznie bardziej miarodajny.


Nawałka nie powinien też rezygnować z Krzysztofa Mączyńskiego. Debiutujący w reprezentacji piłkarz Górnika Zabrze nie „spalił” się, rozegrał przyzwoite zawody i całkiem nieźle wykonywał stałe fragmenty gry. Wydaje się, że mimo 26 lat Mączyński wciąż może się rozwinąć i ma szansę stać się ciekawą alternatywą na pozycji defensywnego pomocnika.


Największym plusem wtorkowego meczu z Irlandią pozostanie chyba fakt, iż dla reprezentacji był to już ostatni występ w tym roku kalendarzowym. Roku, który jest dla polskiej drużyny narodowej czasem straconym. Spotkanie w Poznaniu nie dało nam jasnych przesłanek ku temu, by w najbliższych miesiącach miało się to odmienić.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)