Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekspertów sen o hegemonii Legii

Ekspertów sen o hegemonii Legii

Piłka nożna | 08 grudnia 2013 23:29 | Hubert Błaszczyk
Ivica Vrdoljak gra w tej rundzie zdecydowanie poniżej oczekiwań.
fot. Marcin Karczewski/ Superstar.com.pl
Ivica Vrdoljak gra w tej rundzie zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Legia Warszawa jest w ostatnich tygodniach w dużym kryzysie – to fakt niepodważalny. Czytając wypowiedzi niektórych ekspertów odnoszę jednak wrażenie, że aktualni mistrzowie Polski powinni dostać tytuł przed sezonem, a ich przewaga zaledwie trzech punktów nad Górnikiem traktowana jest jako wielka porażka. Jasne, drużyna Urbana nie gra w efektownym stylu, skompromitowała się w Lidze Europy, przegrała szósty mecz w lidze, ale nadal jest głównym kandydatem do tytułu i lideruje tabeli. Hegemonem jednak nie jest i długo nie będzie. Powodów jest kilka.


Nietrafione wzmocnienia


Wystarczy spojrzeć kogo Legia sprowadziła przed sezonem. Nie sprawdził się w zasadzie żaden zawodnik. Helio Pinto nie potrafi przystosować się do agresywnego stylu gry T-Mobile Ekstraklasy, Dossa Junior popełnia błędy adekwatne do jego nazwiska, a Henrik Ojamaa fantastyczne zagrania przeplata z juniorskimi dryblingami. Te drugie zdarzają mu się pięć razy częściej. O Łukaszu Broziu nie ma co wspominać. Solidny krajowy gracz, ale wyżej poziomu polskiej Ekstraklasy nie podskoczy. Tymi zawodnikami Legia chciała podbijać Ligę Mistrzów. Za 860 tysięcy euro! Doprawdy klasowe wzmocnienia za niebotyczną kasę.


Jeśli wspomnimy, że warszawską drużynę opuścili Danijel Ljuboja, Janusz Gol i Artur Jędrzejczyk, to nie ma co się dziwić słabszej dyspozycji drużyny niż na wiosnę. Wszyscy ci zawodnicy posiadali doświadczenie w europejskich pucharach, co w dwumeczu ze Steauą Bukareszt byłoby ogromnym handicapem. Sytuację Ljuboji każdy zna. Gola i Jędrzejczyka można było jednak zatrzymać. Pozbycie tego pierwszego jest jeszcze po części uzasadnione, bo Jan Urban chciał dać szanse młodym zawodnikom, ci nie udźwignęli w wielu sytuacjach presji. Z perspektywy czasu widać, że Jędrzejczyka nie należało sprzedawać. Awans do prestiżowych rozgrywek Champions League przyniósłby więcej korzyści niż 2,2 miliona euro, które Legia otrzymała od FK Krasnodar.


Plaga kontuzji i niska forma liderów


Legia ma w tym sezonie niemałego pecha związanego z kontuzjami zawodników. Marko Suler pisał, że urazy w warszawskim zespole nie są przypadkiem i miał zapewne rację. Słowak wyleciał jednak najpierw do rezerw, a później z klubu. W profesjonalnym zespole nie może zdarzać się sytuacja, że niemal wszyscy piłkarze odnoszą kontuzję podczas jednej rundy! Najbardziej bolesne dla legionistów okazało się zerwanie więzadeł krzyżowych przez Marka Saganowskiego. Napastnik mistrzów Polski wróci do gry dopiero w kwietniu, Jan Urban został więc z zaledwie dwoma napastnikami – Władimirem Dwaliszwilim i młodym Patrykiem Mikitą. Ten drugi błysnął w meczu z Widzewem, ale później zniknął z pola widzenia. 19-latek ponownie pojawił się na boisku w spotkaniu z Lechią Gdańsk, ale zagrał słabo. Po meczu jest jednak o nim głośno za sprawą kretyńskiego wpisu na Facebooku.


Kontuzje nie byłyby tak bolesne, gdyby nie fakt, że zawodzą liderzy drużyny. Słabo od dłuższego czasu gra już Ivica Vrdoljak. Zawodnik sprowadzony do Legii za milion euro, często nie potrafi wymienić najprostszych podań. Zaciął się też karabinek strzelecki Władimira Dwaliszwilego. To od Gruzina wymagano bramek w Lidze Europy. W europejskich pucharach sprawiał jednak wrażenie ociężałego, nie stwarzał praktycznie żadnego zagrożenia pod bramką rywali. W T-Mobile Ekstraklasie strzela natomiast seriami. Potrafi w jednym meczu zdobyć dwie, trzy bramki, a następnie zanotować kilka spotkań bez trafienia. Teraz dopiero widać jak nierozsądne było pozbycie się Ljuboi, który nie tylko wnosił niezbędne doświadczenie, ale też potrafił strzelić bramkę w ważnym momencie. Jasne, Serb był toksyczny, często gestykulował, ale po dłuższym czasie można było się do tego przyzwyczaić.

 

Poddawanie się presji


Patrząc na wyniki Legii w tym sezonie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gracze mistrzów Polski po prostu w wielu spotkaniach nie udźwignęli ciężaru presji. We wszystkich przegranych meczach w T-Mobile Ekstraklasie zawodnicy Jana Urbana byli faworytami. Gdy przyszło do ważnych meczów w europejskich pucharach, warszawianie też wyglądali jakby przed meczem ktoś podał im pigułki spowalniające organizm.


Presja wpłynęła też na inny czynnik pokazujący, że o hegemonii Legii Warszawa jak na razie mowy być nie może – na atmosferę w zespole. Ta jest nie najlepsza, co pokazał incydent Dusana Kuciaka i Henrika Ojaamy podczas meczu z Lazio. Słowak przebiegł 60 metrów, by zrugać za kolejne nierozważne zagranie Estończyka. Kuciak zresztą to niezwykle specyficzny zawodnik, obraził się, bo Kosecki nazwał go w wywiadzie… pantoflarzem.


Nie lekceważcie Legii


Mimo wszystko, Legia nadal jest dla mnie głównym kandydatem do zdobycia tytułu mistrza Polski. Zagrozić jej może tylko Lech Poznań. Poznaniacy mieli jednak jeszcze więcej upadków podczas tej rundy niż zawodnicy Jana Urbana. Mam nadzieję, że wiosną ten szkoleniowiec nadal będzie prowadził Legię, bo pożar, stworzony głównie przez dziennikarzy i ekspertów, nie jest na tyle duży, żeby mógł zdmuchnąć go z posady trenera warszawian.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)