Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Na czym polega sekret sukcesu Osucha?

Na czym polega sekret sukcesu Osucha?

Piłka nożna | 12 grudnia 2013 15:33 | Sebastian Ibron

Kiedy Zawisza Bydgoszcz wkraczał niepewnym krokiem do Ekstraklasy nikt nie był pewien, na co bydgoszczan tak naprawdę stać. Jeśli przed sezonem nie przeprowadza się praktycznie żadnych transferów, mając zawodników przyzwoitych na poziomie pierwszoligowym, choć niekoniecznie w Ekstraklasie, dysponując na szpicy Pawłem Abbotem i mając w pomocy takie relikty przeszłości jak Dudek i Hermes ciężko spodziewać się oszałamiających rezultatów.


Pokerowy ruch


Okazało się, że Radosław Osuch – prezes Zawiszy – posiadał asy w rękawie. Niesamowicie sprytnie rozegrał okienko transferowe. Wiedział, że potencjał finansowy nie pozwala mu zatrudnić w trakcie trwania okresu transferowego zawodników, którzy byliby zarazem lepsi od obecnych piłkarzy, a przy tym wyróżniali się w lidze. Obrał sobie kilka celów transferowych i przeczekał niemal całe okienko transferowe. Zaangażował się w ich zakontraktowanie, gdy okienko zbliżało się ku końcowi i zawodnicy w akcie desperacji bardzo obniżali swoje wymagania finansowe.


Kim są asy Osucha?


Okazało się, że do Bydgoszczy trafili Bernardo Vasconcelos z AEL Larnaki, André Micael z Olhanense, Luís Carlos z Gil Vicente i Hérold Goulon ściągnięty za darmo, ponieważ nie był nigdzie zakontraktowany. Są to zawodnicy – z wyjątkiem Goulona – ściągnięci z miejsc, gdzie prawie każdy klub ma problemy z wypłacaniem pieniędzy i organizacja klubów pozostawia wiele do życzenia. Tacy zawodnicy jedyne, czego oczekują, to regularnych wypłat i spokojnych warunków do pracy, a to Radosław Osuch może im zapewnić.


Bernardo Vasconcelos z to typowy przedstawiciel lisa pola karnego. Napastnik żyjący z podań, jeżeli takowe otrzyma, to jest bardzo prawdopodobne, że zakończy akcje celnym strzałem. Przybył z Cypru i pomimo wielu wiosen na karku spokojnie powinien znaleźć się w czołówce klasyfikacji strzelców. Andre Micael to z kolei stoper, który w naszej ekstraklasie wręcz bryluje, a to dlatego, że nie mówi się o nim zbyt wiele. Paradoks? Niekoniecznie. Od stoperów wymaga się przede wszystkim stabilności, którą Portugalczyk bez większych problemów jest w stanie zapewnić. O pewnych obrońcach nie mówi się wiele. Z całą pewnością znajduje się w ścisłym czubie centralnych defensorów ligi. Hérold Goulon to człowiek, który sylwetką prędzej przypomina pana z narożnika oktagonu, czyli klatki znanej z walk MMA. Sama jego postura robi ogromne wrażenie, co istotne dla defensywnego pomocnika. Człowiek od czarnej roboty, który dorzuci często kilka groszy w ataku, a co ważne, niemal wszystkie jego podania są do przodu, jak na najlepszego defensywnego pomocnika ligi przystało. Luis Carlos już nie raz udowodnił jaki posiada potencjał. Okręcał każdego obrońcę na swojej nominalne stronie boiska, a gdy mu się znudziło okręcał drugiego na przeciwległej stronie boiska. Jest to gracz, który jest niezwykle cenny dla każdej drużyny, gdyż często w pojedynkę potrafi odmienić obraz spotkania urywając się obrońcom czy efektownie uderzając na bramkę.


Zawisza to nie tylko obcokrajowcy


Jednak udane transfery to nie cały asortyment, jaki w zanadrzu posiada Osuch. Zawiszę do najwyższej klasy rozgrywkowej wprowadzili tacy zawodnicy, jak Kaczmarek, Lewczuk, Petasz, Strąk, Skrzyński czy Masłowski. Wszyscy mają w tej chwili ustabilizowaną karierę, wiedzą czego od nich się oczekuje i znakomicie się ze swoich obowiązków wywiązują. Michał Masłowski jest chyba zawodnikiem, który zyskał najwięcej. To prezes Zawiszy był gorącym orędownikiem sprowadzenia „Masła” do Bydgoszczy, gdy ten grał jeszcze w Lechii Dzierżoniów. Ten ofensywny pomocnik praktycznie wprowadził Zawiszę do Ekstraklasy, w której pokazuje cały swój potencjał. Po ostatnim meczu z Piastem wielu się zastanawia, dlaczego on tak późno trafił do Ekstraklasy. Miał okazje, aby grać w drużynach z najwyższej ligi, był na testach w Cracovii, gdzie poróżnili się z klubem finansowo, a wcześniej był też sprawdzany w Śląsku Wrocław, gdzie ostatecznie do angażu nie doszło. W tej chwili wyrasta on na odkrycie rundy, jeżeli nie sezonu i zdaje się, że powoli niebiesko-czarna koszulka staje mu się przyciasna.


Bydgoskie perspektywy


Ryszard Tarasiewicz w chwili obecnej posiada wszystko, o czym może marzyć. Bardzo przyzwoitych rodzimych zawodników i gwiazdy zza granicy, wsparcie kibiców, aprobatę prezesa oraz znakomite wyniki. Tylko w jego gestii jest, jak ten potencjał wykorzysta. Runda jesienna była więcej niż znakomita, lecz często bywa tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, prezes zapowiada, że bez najmniejszego problemu osiągną pierwszą ósemkę. Mając takich zawodników ciężko nie wejść do grupy mistrzowskiej, a znając nos do interesów i asertywność Radosława Osucha raczej na remont czy wyprzedaż się nie zanosi.


Miejmy tylko nadzieję, że nie szykuje się bis Piasta. Przede wszystkim ze względu na trenera Tarasiewicza. Marcin Brosz będąc trenerem beniaminka wprowadził go do Ligi Europejskiej i w tej chwili kibice – nawet nie bacząc na realny potencjał drużyny – oczekują wyników przynajmniej na tym samym poziomie. Były wtedy puchary, to czemu ma ich nie być teraz – pytają. Z wielką niekorzyścią dla trenera Zawiszy mógłby się skończyć awans do europejskich pucharów, w konsekwencji nawet utratą pracy. Zawisza ma potencjał, aby zawojować ligę, byleby sukces nie przyszedł za wcześnie, na wszystko jest pora, świat się jutro nie skończy.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)