Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Doceńmy wreszcie tę bestię!

fot. redright88.com

Doceńmy wreszcie tę bestię!

Piłka nożna | 18 grudnia 2013 14:42 | Sebastian Ibron

Największy i najskuteczniejszy, najmniej widoczny z najwidoczniejszych – takie przymioty można przypiąć do Luisa Suareza. Oczywiście, nie osiągnął wystarczająco wiele, aby w tym sezonie sięgnąć po złotą piłkę, ale nie tę kwestię chcę poruszyć.


Liverpool wskoczył w tym sezonie na wyższy poziom niż chociażby sezon wstecz – spora w tym rola Brendana Rodgersa. W przerwie letniej sprowadził do klubu wielu ciekawych zawodników, którzy mogą stanowić siłę The Reds przez wiele lat. Jest świetny, młody stoper Mamadou Sakho, jest wychowanek Flanagan, Coutinho i kilku innych perspektywicznych i już teraz solidnych zawodników. Ale jest ktoś, kto wieńczy tę znakomicie naoliwioną machinę. Jest niczym drążek skrzyni biegów. Może ona być złożona z najlepszych części, jednak bez drążka nie jest w stanie działać. Tą częścią, najistotniejszą jest właśnie Urugwajski el Matador, jest tym dla przeciwników, czym czołg Schleswig-Holstein dla Wielunia w trakcie II Wojny Światowej. To on rozpoczyna i bardzo często kończy strzelanie, samemu raniąc przeciwnika najciężej, powodując najdotkliwsze boleści.


Luis Suarez to maszynka, która w tym sezonie zdobyła siedemnaście bramek w jedenastu spotkaniach. Zdobywa więc średnio na mecz półtora bramki, co jest kosmicznym wynikiem, a na jej zdobycie potrzebuje 58 minut, co przy 89 minutach Ronaldo i 95 Messiego pokazuje, jaką klasą w tym sezonie dysponuje Urugwajczyk. On sam na więcej bramek niż Tottenham, co już nam ujawnia, ile znaczy dla The Reds. Najlepiej jego dyspozycję w stosunku do Tottenhamu wykaże ten obraz:

 


Niebywałe? Niesamowite? Niekoniecznie, po prostu Suarez.


Żeby to było wszystko…to jest gość, który nie czeka zwyczajnie na sytuacje, które wykreują mu koledzy. Nie jest typowym lisem pola karnego, a raczej stanowi napastnika kompletnego. Dobrze gra głową, celnie uderza z dystansu, drybling nie sprawia mu najmniejszych problemów, jest silny i szybki a do tego posiada strzał z rzutu wolnego oraz ostatnie podanie, tak zwany „magic touch”. Zwłaszcza ta ostatnia cecha przykuwa uwagę. Jak to? Napastnik, który ma aż siedemnaście bramek w lidze nie jest wyłącznie królem szesnastki i jeszcze znakomicie podaje? Suarez przy tylu golach zaliczył cztery asysty, co jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Żeby tego było mało, średnio na mecz ma 2.9 kluczowych podań, czyli tzw. asyst drugiego stopnia. Wychodzi, że w tym sezonie zaliczył 32 kluczowe podaia, co jest wręcz nieprawdopodobne, jak na napastnika z takim dorobkiem bramkowym. Warto dodać, że średnio w trakcie spotkania odnotowuje 3.2 udanego dryblingu, czyli przez jedenaście ligowych spotkań 35 dryblingów zakończyło się powodzeniem.


Te statystyki dowodzą jedynie, że napastnik reprezentacji Urugwaju to absolutny dominator, bestia. Bestia, która nawet w Premier League kreuje własną grę, on się meczem bawi, a wysoki poziom rozgrywek jedynie mu sprawia większą przyjemność w dalszym ośmieszaniu przeciwnika.


Można odnieść wrażenie, że czerwona koszulka Liverpoolu staje mu się przyciasna. W końcu jak można utrzymać w składzie takiego snajpera, nie grając w europejskich pucharach? Dla The Reds absolutnym priorytetem musi być awans do Ligi Mistrzów. Klub z Anfield Road ma drużynę, która jest w stanie powalczyć o Champions League, a każda formacja tej drużyny jest niemal kompletna, gdyż ciężko znaleźć jakiś słaby punkt. Utrata Urugwajczka mogłaby zdecydowanie obniżyć szanse Liverpoolu o regularną walkę w Europie, a nawet w Premier League. Sam Suarez jest w stanie w pojedynkę rozstrzygnąć losy spotkania, a przecież taki gracz nie może się marnować, tym bardziej, że jest w kwiecie wieku – ma 26 lat i najwyższa pora, by zaistniał na salonach Ligi Mistrzów.

 



Zobacz również
Welcome to the Premier League
16-gru-2013

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)