Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Planeta Premier League: Gdzie się podziała forma Świętych?

fot. Southampton FC / facebook.com

Planeta Premier League: Gdzie się podziała forma Świętych?

Piłka nożna | 19 grudnia 2013 10:00 | Damian Wiśniewski
Jeszcze dwa miesiące temu, niektórym mogło się wydawać, że Southampton Mauricio Pochettino jest w stanie wejść, do ligowej czołówki, ba, nawet że już do niej weszło. My wtedy napisaliśmy, że dotychczasowe osiągnięcia Świętych są imponujące, ale dopiero mecze z najsilniejszymi zespołami w stawce pokażą nam prawdziwą siłę tego zespołu. Jak pokazał czas poniekąd mieliśmy rację, od jakiegoś czasu drużyna z St. Marry’s przestała przypominać tę z początku sezonu i zjechała nieco w ligowej tabeli.

 

W czym szukać przyczyn takiego stanu rzeczy? Zacząć można właśnie od tych spotkań z trudniejszymi rywalami. Przed dwunastą kolejką, a więc spotkaniem z Arsenalem, Southampton grało dwa takie cięższe mecze, na wyjeździe z Liverpoolem oraz Manchesterem United. O dziwo, udało się tej ekipie zgarnąć w nich łącznie cztery punkty, co niewątpliwie jest wynikiem godnym pochwały. Kolejne jednak nie były już takie udane.

 

Gdy przyszło do wspomnianej już potyczki z Kanonierami, wszystko jakby się trochę posypało. Fatalne zagranie zdarzyło się Borucowi, którego zabawa z Giroud skończyła się utratą gola, a konsekwencji, przegranym meczem, gdyż koledzy polskiego bramkarza nie byli w stanie odpowiedzieć rywalowi własnym trafieniem. Mecz skończył się wynikiem 2:0 dla londyńczyków. Później przyszła jeszcze porażka 1:3 z Chelsea i remis 1:1 Z Manchesterem City (po drodze jeszcze z The Saints 3:2 wygrała Aston Villa) i wicelidera zrobiła nam się ekipa na ósmej pozycji.


Zobacz również
Doceńmy wreszcie tę bestię!
18-gru-2013

 

 

 

 

 

 

Inna kwestia jest taka, że skończyło się szczęście. Southampton na początku miało go bez wątpienia pod dostatkiem, udawało się tej drużynie ratować wyniki w ostatnich minutach. Do szczęścia niewątpliwie potrzebne było też mocne zabezpieczenie w tyłach, gdzie świetnie radził sobie Boruc. No właśnie, radził. Artur najpierw był nominowany do gracza miesiąca września w lidze, a potem puścił dwa niebywałe klopsy. Najpierw zagraniem z własnej szesnastki pokonał go Asmir Begović ze Stoke, a potem praktycznie sam się pokonał zabawą w drybling z Olivierem Giroud.

 

Zespół stracił gdzieś tę swoją pewność siebie, co szczególnie widoczne jest na przykładzie porażki z Aston Villą. Ostatnia kolejka, to kolejna strata punktów, tym razem w wyjazdowej potyczce z Newcastle. Sroki owszem, są w tym momencie w całkiem niezłej formie, francuska ekipa Alana Pardew ograła na wyjeździe Manchester United, ale to też nie jest drużyna nie do pokonania.


 

 

 

 

 

 

Świętym brakuje również napastnika z prawdziwego zdarzenia. Przed sezonem na St. Marry’s z Romy sprowadzono Pablo Osvaldo, ale dotychczasowe osiągnięcia Włocha nie są szczególnie imponujące. 13 występów (cztery z ławki rezerwowych) i tylko trzy strzelone gole, o asystach nie ma już co mówić, bo ich nie ma wcale. Rewelacja poprzedniego sezonu, Rickie Lambert, do bramki trafiał czterokrotnie, przy golach kolegów asystował równie często. Z takim Luisem Suarezem nie ma co ich równać, ale na te kilka trafień więcej można by jednak liczyć.

 

Niezła forma z początku sezonu jakby gdzieś się ulotniła, ale to nie oznacza, że piłkarze Pochettino wypadli już z gru o europejskie puchary. Te wciąż są w ich zasięgu, ale bajeczki o walce o tytuł mistrzowskich trzeba odłożyć na przyszłe sezony. Na pewno nie w tym sezonie, nie ten czas, nie ten rozmiar kapelusza. W tej chwili trzeba się skupić na czekającym ich maratonie, który łatwo się nie zapowiada. Już w niedzielę mecz z Tottenhamem, ale o tym spotkaniu jeszcze u nas usłyszycie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)