Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Trenerskie przypadki na Anfield Road

Trenerskie przypadki na Anfield Road

Piłka nożna | 23 grudnia 2013 12:58 | Sebastian Ibron

fot. www.soccerlens.com

Liverpool FC zawsze był barwnym klubem, posiadającym znakomitych zawodników. Bywało jednak tak, że nie byli w stanie przeskoczyć pewnego pułapu. A wtedy przychodził trener ze świetnym warsztatem, z własną wizją, którą próbował konsekwentnie wprowadzać. Takim człowiekiem był Rafael Benitez. Takim również jest Brendan Rodgers, który objął schedę po Kennym Dalglishu. Jak to prezentował klub się na przestrzeni ostatnich lat? Czy wybór Rodgersa pokazuje, że historia lubi się powtarzać? Przeanalizujemy, zapraszam więc na dogłębny rys historyczny wraz z puentą.

 

Sezon 2004/2005

 

Po zakończeniu pracy przez Gerarda Houlliera przybył uważany za najlepszego szkoleniowca w Hiszpanii Rafael Benitez, który zapowiedział rewolucję kadrową. Ta kompleksowa wymiana zawodników ochrzczona została mianem ”Rafolucji” i miała doprowadzić Liverpool w przeciągu trzech sezonów do mistrzostwa. Benitez ściągnął swoich rodaków, czyli Xabi’ego Alonso, Luisa Garcię czy Fernando Morientesa, a z klubem pożegnało się kilku bezwartościowych zawodników.

 

The Reds w lidze grali bardzo nierówno, potrafili wygrać z Chelsea, by za chwilę zremisować z czerwoną latarnią ligi. Pomimo problemów z ofensywą, Milaa Baros pokazał sporą klasę, a już zwłaszcza na tle Morientesa, który zdobył jedynie osiem bramek w trakcie sezonu, czy Djibrila Cisse, który zmagał się z kontuzją. Ostatecznie udało się graczom z Anfield Road zająć piąte miejsce, które gwarantowałoby grę w Pucharze UEFA.

 

Całkowicie za to The Reds zdominowali rozgrywki w Europie, gdzie pokazywali się ze znakomitej strony. Liverpool wyeliminował Bayer Leverkusen, Juventus czy Chelsea po wielkich emocjach, by w finale spotkać się z AC Milanem. Ten mecz przeszedł do historii jako uosobienie zaciętości, determinacji i woli walki. Pomimo porażki do przerwy aż 0:3 Liverpool był w stanie odwrócić los spotkania. Warto dodać, że bohaterem czerwonych został Jerzy Dudek, który rozegrał fantastyczne spotkanie, a w rzutach karnych wybronił uderzenia Shevchenki i Serginho. To był nieprawdopodobny mecz. Na dokładkę, Liverpool wygrał również Superpuchar Europy pokonując zdobywcę Pucharu UEFA – CSKA Moskwa.

 

Tak się prezentował skład, który wybiegł na finał LM. Była to optymalna jedenastka w tym sezonie.

 

 


Widać jak na dłoni, że był to skład przyzwoity, jednak jeszcze nie na takim poziomie, jakiego się spodziewano. Było paru ciekawych zawodników, ale do składu kompletnego jeszcze brakowało. Jednak pierwsze ruchy transferowe Hiszpana były dobrym prognostykiem na przyszłość, a kibice sporo oczekiwali. Tym bardziej, że wreszcie mieli nadzieję na lepsze czasy po okresie Houlliera.

 

Sezon 2005/2006

 

Był to drugi sezon Rafaela Beniteza na Anfield Road, który kontynuował wymianę kadry. Odszedł chociażby Milan Baros, Kirkland czy Smicer. Przybyli za to Peter Crouch, Mark Gonzalez, Pepe Reina czy Mohammed Sissoko. Z perspektywy czasu były to przyzwoite ruchy, jednak nie byli to (poza Reiną) piłkarze tak znaczący, jak ci, którzy przyszli w pierwszym sezonie Beniteza.

 

Liverpool ustabilizował swoją formę w lidze. The Reds zajęli miejsce trzecie w lidze mając punkt mniej od Manchesteru United. Zdobyli 82 punkty. Jest to najlepszy wynik od sezonu 1987/1988. Zapewnili sobie tym samym awans do Ligi Mistrzów. Liverpool sięgnął w tym sezonie po Puchar Anglii. Po niesamowitym spotkaniu zremisowali z West Ham United 3:3, a w serii jedenastek okazali się lepsi w stosunku 4:1, a zdecydowanie najlepszym zawodnikiem The Reds był kapitan, Steven Gerard. Zdobył dwie bramki, w tym przepiękną z dystansu w doliczonym czasie gry.

 

W Lidze Mistrzów Liverpool wyszedł z grupy z pierwszego miejsca, tuż przed Chelsea Londyn po zażartej walce, jednak w 1/8 finału odpadli z Benfiką.


Tak prezentowała się optymalna jedenastka w tym sezonie:

 

 


Kolejne ruchy transferowe Rafaela Beniteza potwierdzały jego konsekwencje i dążenie do pełnej stabilizacji i normalizacji gry na dobrym poziomie. Nadal jednak poszukiwał skrzydłowych, którzy w dalszym ciągu nie spełniali pokładanych w nich nadziei.

 

Sezon 2006/2007

 

Czyli trzecia odcinek serii pt. „rafalucja”. Celem na sezon było zdobycie mistrzostwa Anglii, co mógł zapowiadać poprzedni sezon. Benitez posiadał niemal swój skład marzeń – czyli stabilna defensywa, znakomita pomoc i skuteczni napastnicy. Czego chcieć więcej? Wyników.

 

Do klubu przybyli Craig Bellamy i Dirk Kuyt, za to rozstali się z klubem Fernando Morientes czy Dietmar Hamann.

Dobrym prognostykiem był wygrany mecz o Tarczę Wspólnoty z Chelsea, a także awans do Ligi Mistrzów po pojedynku z Maccabi Hajfa. Pomimo naprawdę kiepskiego startu w lidze – porażek z Evertonem i Chelsea oraz później z Boltonem Liverpool zajął tę samą pozycję, co w poprzednim sezonie, a więc Benitez nie spełnił swojej obietnicy. Pierwsze miejsce zajęły Czerwone Diabły, a The Reds tracili do nich aż 21 punktów.

 

Dużo lepiej sprawowała się drużyna na europejskich salonach. Po bezproblemowym wyjściu z grupy C, gracze z Anfield Road podejmowali Barcelonę. Na Camp Nou odnieśli sukces goście wygrywając 2:1, a w rewanżu padł wynik 0:1, jednak dzięki bramkom zdobytym na wyjeździe to The Reds przeszli do kolejnej rundy. Później wyeliminowali PSV Eindhoven, a następnie trafili Chelsea Londyn. W obu spotkaniach goście przegrali stosunkiem 0:1, dogrywka na Anfield nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc mieliśmy rzuty karne. Wygrał Liverpool 4:1 i to on grał w finale w Atenach. Tam mierzył się znów z AC Milanem, przegrali 1:2. Pomimo tego był to wynik ponad założenia.

 

Tak prezentowała się optymalna jedenastka w tamtym sezonie:

 

 


To już jest skład, który można uznać za konkurencyjny względem Premier League. Doszedł Daniel Agger, który zastąpił Samiego Hyypię i ściągnięci zostali dwaj przyzwoici skrzydłowi – czyli nie do końca spełniony Jermaine Pennant i Mark Gonzalez. Dirk Kuyt miał być napastnikiem na lata, a jak się okazało nie na nim się opierał Liverpool, lecz był ważnym zawodnikiem w koncepcji Beniteza. W dalszym ciągu The Reds jednak się wzmacniali. Ciągle pojawiali się zawodnicy, którzy dołączali do obecnego już trzonu, wokół tego trzonu dobierano zawodników. Benitez otrzymał kredyt zaufania, gdyż było widać efekty jego pracy, pomimo niespełnienia obietnicy zdobycia mistrzostwa.

 

Sezon 2007/2008

 

Przed tymi rozgrywkami Liverpool odbył chyba najlepsze okienko transferowe przeciągu wielu lat. Do klubu przybyli Damien Plessis, Andrij Woronin, Sebastian Leto, Yossi Benayoun i Ryan Babel. Ale przede wszystkim Fernando Torres, za dwadzieścia milionów funtów z Atletico Madryt – i to z nim wiązano największe nadzieje. Odeszli za to Bellamy, Cisse, Zenden, Fowler, Dudek czy Luis Garcia – czyli zawodnicy bardzo doświadczeni, którzy siłą rzeczy nie mogli rokować na przyszłość.

 

Liverpool grając w kratkę w lidze zajął czwarte miejsce, pomimo bardzo bramkostrzelnego Torresa, który zdobył 24 bramki. The Reds stracili do lidera – Manchesteru United jedenaście punktów i ostatecznie zapewnili sobie po raz kolejny grę w Lidze Mistrzów.

 

W Lidze Mistrzów gracze z Anfield Road rozprawili się z Tuluzą, by w grupie zająć drugie miejsce za FC Porto, a wyprzedzić Marsylię i Besiktas. W 1/8 trafili na Inter Mediolan, awansowali wygrywając kolejno 2:0 i 1:0. Liverpool trafił następnie na Arsenal remisując 1:1 i wygrywając 4:2. W półfinale czekało na nich Chelsea Londyn. Zremisowali na Anfield 1:1 i przegrali 2:3 na wyjeździe.

 

Liverpool odpadł w piątej rundzie Pucharu Anglii i w ćwierćfinale Pucharu Ligi.

 

Był to sezon, który już powinien zupełnie być podporządkowany sukcesom ekipy Beniteza, ponieważ był to już czwarty rok pod wodzą hiszpańskiego szkoleniowca.

 

A taka jedenastka najczęściej była posyłana do boju:

 

 


Skład był naprawdę świetny, widać było rękę szkoleniowca. Już w stu procentach można go rozliczać za efekty pracy, gdyż przez okres czterech sezonów mógł spokojnie wprowadzić swoją wizję gry, czy transferować zawodników, których zechciał. Skład był wyklarowany i z całą pewnością była to zasługa Beniteza. Część zawodników już od lat była związana z Anfield i wokół tych zawodników ciągle starano się budować pozostałą część drużyny. Niestety dla Rafaela Beniteza, nie dotarł do celu, który sobie postawił.

 

Sezon 2008/2009

 

Przed sezonem odeszli m. in. Carson, Crouch, Finnan, Leto, Riise czy Harry Kewell, a sprowadzeni na Anfield zostali Diego Cavalieri, Philipp Degen, Andrea Dossena, Albert Riera i przede wszystkim Robbie Keane – za 19 mln. funtów z Tottenhamu, czyli Benitez konsekwentnie wzmacniał już silną drużynę - pozbywając się reliktów przeszłości - która w tym sezonie miała wręcz eksplodować i zmieść przeciwników z powierzchni ziemi.

 

I rzeczywiście, sezon w lidze sprawowali się wręcz znakomicie. Bez problemu golili frajerów, goniąc przy tym całą czołówkę i wygrywając chociażby z Manchesterem United aż 4:1 na Old Trafford. Ostatecznie zabrakło bardzo niewiele, gdyż The Reds uplasowali się cztery punkty za Czerwonymi Diabłami przegrywając zaledwie dwa spotkania w sezonie, czyli już piąty sezon Beniteza nie przyniósł planowanego sukcesu.

 

W Lidze Mistrzów z kolei wyszli z grupy, jednak po przejściu Realu Madryt ponieśli porażkę w ćwierćfinale z Chelsea. Mimo tego, że nie zdobyli żadnego trofeum, to wszystko wskazywało na to, że drużyna jest coraz lepsza i odnosi progres.


Tak prezentowała się optymalny skład w tamtym sezonie:


 


Każdy z tych zawodników, może poza Fabio Aurelio zaistniał na światowych salonach i zapisał swoją kartę w historii, co pokazuje jakim składem dysponował hiszpański szkoleniowiec. Był to skład, którym mógł zawojować Europę, Hiszpan nie wykorzystał jednak całkowicie potencjału drużyny.

 

Sezon 2009/2010

 

Przed sezonem Benitez sprowadził między innymi Alberto Aquilaniego z AS Romy za 20 milionów funtów, Glena Johnsona za szesnaście i Sotirisa Kyrgiakosa za dwa. Odeszli za to zawodnicy stanowiący trzon drużyny przez kilka poprzednich lat lub będących ważnymi członkami pierwszego składu, jak chociażby Xabi Alonso, Alvaro Arbeloa, Sami Hyypia czy Jermaine Pennant.

 

W lidze Liverpool spisywał się wręcz fatalnie i ostatecznie The Reds zajęli siódmą pozycję w lidze pozwalającą jedynie na grę w Lidze Europy. Przegrali aż jedenaście spotkań, co jest nie do pomyślenia.

 

W Lidze Mistrzów spisywali się również poniżej krytyki i zajęli dopiero trzecie miejsce pokonując dwukrotnie słabiutki Debrecen, a plasując się za Fiorentiną i Lyonem. W Lidze Europy zespół z Anfield Road dotarł do półfinału po drodze odprawiając Unireę Urziceni, LOSC Lille i Benfikę. Odpadli po przegranym dwumeczu różnicą bramek zdobytych na wyjeździe z Atletico Madryt.

 

Szalę goryczy przelał fakt odpadnięcia z Pucharu Anglii z rywalem zza miedzy – Evertonem i to już w czwartej rundzie.

 

Benitez miał dużo czasu – dwa razy więcej niżli mówił, że potrzebuje na zdobycie mistrzostwa. Tego celu nie osiągnął, więc właściciele zaproponowali mu rozwiązanie kontraktu za obustronną zgodą. Benitez się zgodził i tak oto skończyła się era taktycznego maniaka na posadzie trenera na Anfield Road. Zastąpił go dotychczasowy trener Fulham – Roy Hodgson.

 

A jak prezentowała się optymalna jedenastka w ostatnim sezonie Hiszpańskiego szkoleniowca?

 

 


Zamiast doświadczonego Aurelio grał młodziutki Argentyńczyk – Emiliano Insua, a w środku pola miejsce znalazł sobie młody Lucas Leiva. Natomiast w porównaniu do poprzedniego sezonu na prawej stronie bloku defensywnego znajdował się regularnie Glen Johnson, który był bardzo trafionym transferem – w końcu gra w Liverpoolu po dziś dzień. Ciągle był to skład, który było stać na więcej niż siódme miejsce w lidze i jedynie LE.


 

Sezon 2010/2011

 

Był to pierwszy sezon, w którym schedę po Benitezie objęła były trener Tottenhamu – Roy Hodgson. Nie liczono na nowe otwarcie, jednak nowy szkoleniowiec nieco przewietrzył kadrę. Transferowano do klubu Joe Cole’a, Raula Meirelesa, Christiana Poulsena, odeszli za to Mascherano, Mihaylov, San Jose, Benayoun, Aurelio, a wypożyczono z klubu Insuę, Degena czy Aquilaniego.

 

Pierwsza część sezonu była słaba. Hodgson długo nie zawojował w Liverpoolu, ale to nic dziwnego – gdy odchodził The Reds znajdowali się na dwunastym miejscu. W styczniu dotychczasowego trenera zastąpiła legenda z Anfield Road – Kenny Dalglish, który dźwignął ten klub z odległych pozycji i wywindował ostatecznie na szóstą lokatę. W zimowym okienku transferowym nowy szkoleniowiec ściągnął Luisa Suareza z Ajaxu i Andy’ego Carrolla z Newcastle kosztem Fernando Torresa, który powędrował do Chelsea.

 

W Europie nie ugrali za wiele, odpadli już w 1/8 Ligi Europy ze Sportingiem Braga w marnym stylu.


Jaki był skład Liverpoolu?

 

 


Poza tymi zawodnikami, również bardzo często grali Joe Cole, Martin Kelly, Kyrgiakos, Agger czy Shelvey. Widać jak na dłoni, że był to sezon, w którym poza trzonem zaczęto znów wymieniać zawodników. I już nie był to okres wielomilionowych transferów, ponieważ z poprzednich wydatków nie wynikał zamierzony skutek – mistrzostwo. Dodatkowo, potężny kryzys finansowy napotkał Liverpool przez długi, które zaciągnęli amerykańscy właściciele The Reds. Kibiców nie opuszczała jednak nadzieja i liczyli, że po dłuższym okresie marazmu Liverpool wróci na europejskie salony by czarować swoją grą.


Sezon 2011/2012

 

Ta edycja Premier League była pierwszą rozegraną w całości przez Dalglisha. Przed sezonem przybyli m.in. Stewart Downing, Jose Enrique, Craig Bellamy, Jordan Henderson czy rewelacja zeszłego sezonu – Charlie Adam.

 

Tak jak i poprzednie rozgrywki, The Reds nie odnotowali sukcesu na płaszczyźnie ligowej meldując się na mecie dopiero na ósmej pozycji. Ciężko jednak zdobywać wysokie pozycje mając impotentów strzeleckich w składzie, takich jak chociażby Carroll czy często grający – Bellamy.

 

W tym sezonie na Anfield Road nie zagościły europejskie puchary, co było pokłosiem słabego poprzedniego sezonu. Jednak nie grając poza Anglią skupili się na pucharach krajowych, w związku z tym Liverpool wszedł do finału Pucharu Anglii i zwyciężył w Pucharze Ligi Angielskiej, co premiowało Liverpool do gry w Lidze Europy w przyszłym sezonie.

 

Jakim optymalnym składem dysponował Kenny Dalglish?

 

 


Luis Suarez już na dobre wprowadził się na Anfield i wydawałoby się, że pociągnie razem z Gerrardem tę drużynę do przodu. Defensywa była bardzo stabilna, praktycznie bez zmian. Częściej grał Enrique, bo nie było już Fabio Aurelio. Chimeryczny skrzydłowy Downing do spółki z Kuytem miał zapewniać regularną porcję piłek do wykańczania dla napastników, co się do pewnego stopnia udawało. Z tym składem może nie w tym sezonie, ale w następnym z pewnością można było szukać szczęścia w Europie.

 

Sezon 2012/2013

 

Pora na esencję mojego felietonu – czyli dzieje The Reds za panowania Brendana Rodgersa, który objął to stanowisko po odejściu Kenny’ego Dalglisha, legendarnego byłego zawodnika Liverpoolu, którego jednak kibice pomimo przeciętnych wyników zapamiętają z powodu wyciągnięcia drużyny z dołka w sezonie 10/11.

 

Brendan Rodgers jest trenerem preferującym styl spokojnych, kombinacyjnych ataków pozycyjnych z wykorzystaniem wielu krótkich podań i starał się od razu swój styl odcisnąć na Liverpoolu.

 

Już od początku zaczął wprowadzać swoje porządki. Z drużyną pożegnali się chociażby Charlie Adam, Alberto Aquilani, Craig Bellamy, Andy Carroll, Maxi Rodriguez czy Dirk Kuyt. Sprowadzono natomiast młodą odsiecz w postaci Joe Allena – czyli pupilka Rodgersa ze Swansea, Oussamę Assaidi’ego, Fabio Borini’ego, Sameda Yesila czy Nuriego Sahina na zasadzie wypożyczenia, który miał być godnym konkurentem dla Hendersona.

 

Te zmiany zapowiadały ambitną walkę o sukces w lidze. W rzeczywistości The Reds zaliczyli najgorszy start od 1911 roku, trzeba jednak oddać, że mieli bardzo trudny terminarz na początku sezonu, a drużyna zmieniła się personalnie. Ostatecznie ligową batalię zakończyli na siódmej lokacie, która nie premiowała ich do gry w pucharach Europejskich.

 

Jeszcze w październiku ekipa Rodgersa odpadła z Pucharu Anglii, a z Pucharem Ligi Angielskiej pożegnali się w styczniu po porażce z trzecioligowym Oldham Athletic.

 

The Reds nie odbili sobie słabej dyspozycji w kraju w Lidze Europy, gdzie po pewnym wygraniu grupy odpadli w 1/8 z Zenitem Sankt Petersburg.

 

W styczniu do drużyny dołączyli Daniel Sturridge oraz Philippe Coutinho, co było strzałem w dziesiątkę, bo są to niezmiernie wartościowi zawodnicy. Szeregi Anfield Road opuścili natomiast Nuri Sahin, któremu skrócono wypożyczenie i Joe Cole.

 

Był to naprawdę fatalny sezon, gdzie Liverpool przegrał wszystko, co przegrać można było, natomiast właściciele klubu byli w stu procentach pewni, że Brendan Rodgers to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu i postanowili - nawet nie było dyskusji o jego zwolnieniu - aby pozostawić go na stanowisku.


Jakim skład najczęściej posyłał do boju szkoleniowiec The Reds?

 

 

Sezon 2013/2014

 

A więc sezon obecny, drugi pod batutą Brendana Rodgersa i wielkie oczekiwanie na nowe otwarcia, na zapisanie kolejnych kart historii.

 

Nowe otwarcie sugerować mogło okno transferowe, na którym Liverpool był bardzo aktywnym graczem. Do kadry dołączyli Luis Alberto, Iago Aspas, Aly Cissokho, Simon Mignolet, Victor Moses i trzech stoperów, z czymże jeden jest raczej melodią przeszłości, a więc Tiaho Ilori, Mamadou Sakho i Kolo Toure. Anfield Road opuścili natomiast Downing, Pacheco, Shelvey czy Andy Carroll, a więc wynalazki Dalglisha. Wypożyczeni z klubu zostali za to Assaidi, Borini, Robinson czy Pepe Reina.

 

Obecny sezon jest najlepszym od paru dobrych lat. Wprawdzie już we wrześniu odpadli z Pucharu Ligi Angielskiej, ale porażkę ponieśli z Manchesterem United. W lidze natomiast sprawują się znakomicie będąc na pozycji wicelidera po siedemnastu kolejkach z 36. punktami, dwa oczka za Arsenalem. The Reds odnieśli zwycięstwo m.in. z Czerwonymi Diabłami. Ostatnimi czasy są w niesamowitym gazie odprawiając Norwich 5:1, West Ham 4:1 czy Tottenham na White Hart Lane aż 5:0. Kluczowym graczem jest Luis Suarez, który zdobył aż sdziewiętnaście bramek w dwunastu jego występach. Cały Liverpool spisuje się wręcz fantastycznie, a czystą piłkarską poezją jest to, co wyprawiają na boisku. Wiele w tym warsztatu Rodgersa, który wpoił piłkarzom swój styl gry, którzy z kolei konsekwentnie go realizują.


Jak się prezentuje obecnie optymalny skład wyjściowy Liverpoolu?

 

 


Jest to nieco kwestia sporna, jednak statystycznie ci zawodnicy występują najczęściej. Każdy piłkarz z tego składu spokojnie by sobie poradził nawet w lepszym klubie niż Liverpool, co pokazuje jaką jakością dysponuje trener Rodgers. Jeśli tylko będzie dobrze przygotowywał drużynę taktycznie i mentalnie, to powinni bez problemu konkurować w walce o mistrzostwo.

 

Wprawdzie ciężko porównywać Gerarda Houlliera do Kenny’ego Dalglisha, jednak można doszukać się pewnych analogii. Oboje zaczynali w dobrym stylu pracę na Anfield, o ile jeden osiągnął sukcesy – z racji dłuższego stażu – o tyle drugi wyciągnął drużynę z dołka. W pewnym momencie jednak uznano, że to nie to. Houllier nie miał dalszej wizji i został jednym z tych, którego kibice The Reds nie zapamiętają pozytywnie na pewno – został zastąpiony przez Rafaela Beniteza, który miał realizować „rafalucję”, a w przypadku legendy Liverpoolu uznano, że był to dobry człowiek na sytuację kryzysową i postanowiono zastąpić go kimś, kto będzie w stanie zagwarantować długofalowe sukcesy, czyli Brendanem Rodgersem. Zarówno Benitez jak i były szkoleniowiec Swansea mieli swoją konkretną wizję gry i próbowali ją realizować. Udawało lub się to udaje w sporym stopniu. Jeśli The Reds w dalszym ciągu będą się prezentowali jak obecnie, to znaczy, że Liverpool ma szczęście do doboru szkoleniowców.

 

Pamiętajmy więc – historia kołem się toczy.

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)