Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Czerwone Diabły zaczną płonąć. #MoyesIn

Czerwone Diabły zaczną płonąć. #MoyesIn

Piłka nożna | 25 grudnia 2013 18:51 | Michał Kozera


David Moyes dostał zadanie, które określenie słowem „trudne” byłoby znacznym niedopowiedzeniem. Eks-trener Evertonu przejął Manchester United i gdyby tego było mało, przejął go po ćwierćwieczu królowania innego trener, którym był sir Alex Ferguson. Małe wyzwanie? To spójrzcie na terminarz i mecze, jakie na dzień dobry otrzymali gracze Szkota. Drużyna zaczyna grać, a to co najgorsze, ma już za sobą.

 

To był skok w nieznane. Zmiany, których na Old Trafford większość pracowników nie pamiętało, a teraz musiało się nauczyć. Cały sztab sir Alexa Fergusona został zastąpiony ludźmi Davida Moyesa, przed którym stało zadanie poznania nowej drużyny, nauczenia jej pracy po zmianie trenera, czyli czymś, czego w klubie nie znano. Letni okres przygotowawczy dał tylko przeglądowy obraz sytuacji, pozwalając wyłącznie zapoznać się z sytuacją, a nie dokonać zmian. Konieczne było operowanie na żywym organizmie i to w trakcie jego działania.

 

Swansea, Chelsea, Liverpool, Crystal Palace, City. Na 5 spotkań, 3 przeciwników ze szczytu tabeli. W ramach inauguracji pojedynek z ekipą, która lubi urwać punkty. Na szczęście dla Davida Moyesa, jego ligowy debiut przebiegł wybornie, dając mu trochę więcej ciszy przed burzą. Dwa gole Robina van Persiego nie dziwiły, za to cieszyły dwa trafienia Dannego Welbecka, który tym sposobem w pierwszym meczu sezonu wyrównał swój bilans bramkowy z ubiegłorocznej kampanii.

 

Sielanka długo nie trwała. Mecz z Chelsea zakończył się rezultatem dość korzystnym dla Manchesteru, jednak cieszyć się trzeba z dość pasywnego podejścia do meczu przez Chelsea. Potem przyszła porażka z Liverpoolem, wygrana z Crystal Palace, przegrana z City a potem dość zaskakująca porażka z West Bromem. Efekt? 12 miejsce w tabeli. Środek stawki dla aktualnego mistrza kraju.

 

„Suszenie głowy” Davida Moyesa zaczęło się jeszcze podczas okienka transferowego, kiedy to zamiast plejady gwiazd do drużyny, na bardzo ostatnią chwilę, dołączył Marouane Fellaini. Pierwsi fani zaczęli tracić cierpliwość i złorzeczyć na trenera, czemu ciężko się dziwić. Okoliczności jednak nie sprzyjały – klub opuścił Ferguson, zatem renoma Manchesteru znacznie spadła, a zawodnicy nie wykazywali chęci dołączenia do klubu, który w tej chwili stanowi niewiadomą, a wiele rzeczy buduje od podstaw. Poza Fellainim Moyesowi udał się jeden, w perspektywie czasu najważniejszy, ruch transferowy – zatrzymał w klubie Wayne’a Rooneya, który chciał znaleźć sobie na świecie miejsce, gdzie chcieliby go jako napastnika. Został na Old Trafford i, póki co, głównie jego dyspozycją mierzy się siłę Czerwonych Diabłów.

 

Manchester United na chwilę obecną zajmuje w tabeli 8 pozycję, ma 8 punktów straty do lidera a w Lidze Mistrzów oczekuje na Olympiakos, po awansie z pierwszego miejsca do 1/8 finału. Od dwóch meczów kibice cieszą się ze zdecydowanych zwycięstw swojego zespołu, ale dlaczego ta seria zaczęła się dopiero teraz? Dlaczego wcześniej trzeba było, w dodatku na własnym obiekcie, przegrywać mecze z Newcastle, Evertonem, remisować na wyjeździe ze Spurs i Cardiff?

 

Odpowiedzią na pytanie jest połączenie kilku faktów. Kluczowe są dwa – nowe warunki pracy praktycznie wszystkich, którzy stanowią o sile klubu, oraz fatalny dobór przeciwników podczas pierwszych spotkań sezonu. Moyes potrzebował czasu na ułożenie drużyny, ustawienie ich podług swoich warunków i nakręcenie tej orkiestry, by grała pod jego batutą. Przebiegłoby to być może znacznie szybciej, gdyby z grona przeciwników pierwszych tygodni odpadli rywale z najwyższej półki, a znalazło się więcej takich, którzy nie karaliby bramką natychmiast, gdy tylko trener sprawdzał nowe możliwości.

 

Wdrażanie pomysłów wymagało czasu. Już parę meczów temu uważni zaobserwowali grę, na myśl przywodzącą tiki-takę. Do tego warto dodać wspieranie się skrzydłami – przebojowym Januzajem na lewej oraz niezwykle szybkim Valencią na prawej, który coraz lepiej wywiązuje się ze swojej roli, świetnie współpracując z powracającym Rafaelem. Kolejne plusy? Powrót do formy graczy, którzy skazywani byli na odejście z klubu – Welbeck i Young ruszyli ze strzelecką serią, Cleverley stał się godnym następcą Carricka. Niezmiennie pracowity jest nowy-stary lider zespołu, Wayne Rooney, a za jego plecami, między linią defensywy i pomocy twarde rządy sprawuje następca Vidicia – Phil Jones.

 

A to wszystko obraz zaledwie kilku ostatnich spotkań, rozgrywanych nie tylko z dużą częstotliwością, ale też przy licznych kontuzjach – Naniego, van Persiego, Fellainiego, Carricka. Osłabiony United to wciąż silny zespół – jeszcze nie na miarę walki o mistrzostwo, ale przy równym wzroście formy śmiały pretendent do pierwszej czwórki. Teraz jest ich kluczowy etap w sezonie – wygrać wszystko w krótkich czasie i liczyć na potknięcia rywali. Jeszcze niedawno stratą było ponad 10 punktów, dziś jest 8, a jak zespół wejdzie w Nowy Rok? Oby jak najlepiej.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)