Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pieniądze, stadion, kibice… a wyników brak

Pieniądze, stadion, kibice… a wyników brak

Piłka nożna | 26 grudnia 2013 12:43 | Hubert Błaszczyk
Zagłębie Lubin na kolanach.
fot. Marcin Karczewski/ Superstar.com.pl
Zagłębie Lubin na kolanach.

Zagłębie Lubin po raz kolejny rozczarowało. Były transfery, były nadzieje, ale szybko wszystko wygasło. Trzech trenerów podczas rundy jesiennej nie dało rady posprzątać lubińskiej Stajni Augiasza. Miedziowi w 21. meczach wywalczyli zaledwie 17 punktów i zajmują 14. miejsce w ligowej tabeli. Na wiosnę pozostała im więc tylko walka o utrzymanie.


W Zagłębiu źle dziać zaczęło się już w lipcu. Po słabym początku sezonu – porażkach z Piastem Gliwice i Pogonią Szczecin pracę stracił Pavel Hapal. Słowacki szkoleniowiec największym ze specjalistów nie był, ale decyzja o zwolnieniu Hapala była przedwczesna. Jak pokazał czas, ani jego następca Adam Buczek, ani też Orest Lenczyk nie byli w stanie poukładać drużyny na tyle, by ta wzniosła się na wyższy poziom.


Los Hapala we wrześniu podzieli Paweł Wojtala, pełniący funkcję dyrektora sportowego lubińskiego klubu. Byłego reprezentanta Polski uczyniono winnym nietrafionych transferów. Przybecki, Kwiek i Piątek w Lubinie nie prezentowali się tak jak w swoich poprzednich klubach, w dodatku w letnim okienku transferowym nie udało się w Zagłębiu zatrzymać Costy Nhamoinesu i Szymona Pawłowskiego. To według działaczy były wystarczające powody, żeby rozstać się z Wojtalą. Nie pomógł nawet transfer Arkadiusza Piecha, który w swoich dwóch pierwszych ligowych spotkaniach strzelił dwie bramki.


Zagłębie jako drużyna najlepiej zaczęło funkcjonować, gdy stery w klubie przejął Orest Lenczyk. Wygrana u siebie z Widzewem Łódź, a następnie zwycięstwo w Pucharze Polski z GKS-em Tychy mogły napawać optymizmem. Później jednak wróciło stare Zagłębie, które nie potrafiło wygrać przez sześć kolejnych spotkań. Promykiem nadziei był remis po bardzo dobrym spotkaniu w Poznaniu i zwycięstwo na własnym stadionie nad Podbeskidziem Bielsko-Biało. Rundę Miedziowi zakończyli jednak w swoim stylu – porażkami z Cracovią i Ruchem Chorzów.


Fatalnej gry zespołu nie wytrzymała też grupka chuliganów Zagłębia. Przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała oberwało się Robertowi Jeżowi. Słowak spakował się i wyjechał z Lubina, a w klubie przedstawił zwolnienie lekarskie. To prawdopodobnie koniec przygody z klubem z Dolnego Śląska jednego z największych pozorantów T-Mobile Ekstraklasy. Jeż, gdy przyjeżdżał do Polski był niezwykle przebojowym zawodnikiem, wybijał się ponad przeciętność. W Polonii i Zagłębiu odcinał już jednak kupony. Jeż to nie jedyny zawodnik, który poczuł, że nie jest mile widziany w Lubinie. Michałowi Gliwie zniszczono auto, a Deniss Rakels uciekł przed chuliganami, którzy czekali na niego po treningu rezerw.


Brak regularności, to jak widać nie jedyny problem Zagłębia. Miedziowi nie byli w stanie wygrać dwóch spotkań z rzędu w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy, a na dodatek zostali ostro potraktowani przez chuliganów. Nie udało się załapać dobrej passy, podbudować morale. Trenera Lenczyka czeka więc zimą ciężkie zadanie – przewietrzyć szatnię, wyrzucić kilku piłkarzy nie nadających się na ten poziom rozgrywkowy, sprowadzić wartościowych zawodników i odpowiednio przygotować zawodników do wiosennych zmagań. O to ostatnie najmniej jednak bym się martwił. Lenczyk znany jest z tego, że potrafi w odpowiedni sposób pracować z piłkarzami na zgrupowaniach. Lubinianie mogą być więc czarnym koniem rundy wiosennej, ale awans do grupy mistrzowskiej już im nie grozi.

 

HUBERT BŁASZCZYK

TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)