Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Hit na Etihad nie zawiódł. Wielkie emocje i wygrana The Citizens

Hit na Etihad nie zawiódł. Wielkie emocje i wygrana The Citizens

Piłka nożna | 26 grudnia 2013 20:34 | Damian Wiśniewski

fot. Premier League / facebook.com

To nie był hit typu tego, który oglądaliśmy w poniedziałek. To był hit pełną gębą, który będzie można pamiętać jeszcze naprawdę długo. Manchester City pokonał na własnym stadionie Liverpool 2:1, przez co zepchnął ten klub z pozycji lidera, samemu wskakując na miejsce drugie. The Reds grali efektowniej, ale nie potrafili wykorzystywać stwarzanych sobie, bardzo dobrych, sytuacji do strzelenia gola.
 
Od pierwszego gwizdka, od pierwszego kontaktu z piłką wiadomo już było, że to nie będzie zwykły mecz. Od razu można było wyczuć, że ścierają się dwie wielkie ekipy. Natychmiast do ataku rzucili się gospodarze, szybko przerzucając piłkę pod pole karne przeciwnika. Na samym początku meczu, Alvaro Negredo po efektownym strzale trafił w słupek bramki Mignolet.
 
The Citizens nacierali, ale nie potrafili trafić do bramki rywala. Po jakimś czasie inicjatywę przejęli zawodnicy Brendana Rodgersa i zdawać się mogło, że gol dla nich wisi w powietrzu. W pewnym momencie sam na sam z Joe Hartem wyszedł Raheem Sterling, ale arbiter boczny w sobie tylko wiadomy sposób dopatrzył się pozycji spalonej. Młody Anglik znajdował się około dwa metry przed linią spalonego.
 
Po krótkiej chwili sędzia już nie mógł stanąć na drodze gości. Po fantastycznej, koronkowej akcji, gola zdobył Coutinho. Kto nie widział, niech zobaczy. Takie bramki można oglądać godzinami, a i tak zachwyt za każdym razem jest równie wielki.
 
Gdy mogło się wydawać, że Liverpool ma wszystko, aby zdominować rywala, ten ukłuł po raz pierwszy. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i błędzie Martina Skrtela, głową gola zdobył Vincent Kompany. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, kiedy Słowak zawodzi. W poprzedniej kolejce sfaulował on we własnym polu karnym zawodnika Cardiff City, ale na jego szczęście sędzia tego nie zauważył. Jeśli forma tego zawodnika się nie poprawi, to przyjdzie chyba pora na postawienie na kogoś z dwójki Agger – Kolo Toure.
 
Goście byli lepsi w pierwszej połowie, ale to oni schodzili do szatni z ujemnym kontem. Tuż przed przerwą, sam na sam z bramkarzem wyszedł Alvaro Negredo i choć uderzył sprytnie, to nie na tyle, aby nie mógł poradzić sobie z tym Mignolet. Problem jednak w tym, że sobie nie poradził. Bramkę tę z pewnością można zapisać na rachunek Belga, który również w ostatnim czasie nie grzeszy pewnością siebie w bramce.
 
Początek drugich 45 minut również należał do The Reds. Zaczęli oni od ostrego pressingu na połowie przeciwnika i kolejnych prób sforsowania bramki Joe Harta. W pewnym momencie gdy piłkę uderzył Suarez i wydawało się, że niechybnie wpadnie ona do bramki, zablokował ją… Jordan Henderson. Na domiar złego, okazało się, iż Anglik był na spalonym.
 
Swoje doskonałe okazje mieli Sterling i Johnson, ale jeden nie trafił do bramki z bliskiej odległości, a drugi niepotrzebnie bawił się w przyjmowanie futbolówki. Skutek był taki sam, czyli zmarnowane sytuacje. Nie pomogła również symulka Suareza, który starał się wymusić rzut karny. Na szczęście nieskutecznie.
 
The Citizens rzadziej już zapuszczali się pod bramkę przeciwnika, ale widać było w ich grze pewien spokój. Dla nich najważniejsze jest to, że udało się dowieźć trzy punkty do samego końca i wskoczyć na pozycję wicelidera ligi. Liverpool po tym meczu spadł na lokatę numer cztery.

 

Manchester City – Liverpool 2:1 (2:1)
0:1 Coutinho
1:1 Kompany
2:1 Negredo

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)