Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Burzliwa jesień Korony Kielce. Teraz już tylko lepiej?

Burzliwa jesień Korony Kielce. Teraz już tylko lepiej?

Piłka nożna | 30 grudnia 2013 09:00 | Przemysław Drewniak
Maciej Korzym potwierdził jesienią, ile znaczy dla swojego zespołu
fot. x - news / T-Mobile Ekstraklasa
Maciej Korzym potwierdził jesienią, ile znaczy dla swojego zespołu

Dla Korony Kielce mijający rok nie należał do najłatwiejszych. Działo się sporo: niespodziewane zwolnienie trenera Ojrzyńskiego, protesty kibiców, zatrudnienie szkoleniowca z Hiszpanii, czy wreszcie poważna kontuzja Macieja Korzyma. Na dokładkę jeszcze wynik sportowy, który nie spełnił oczekiwań kieleckich działaczy. Zamiast walczyć o pierwszą ósemkę Ekstraklasy, Korona pogrążyła się w ligowej szarzyźnie, ale świetna końcówka rundy w wykonaniu podopiecznych "Pachety" zapowiada, że wiosna będzie dużo bardziej udana.


Wydarzenia z sierpnia tego roku do dziś wzbudzają emocje wśród kibiców złocisto-krwistych. Rzadko się zdarza, by osobowość trenera wpłynęła mocno nie tylko na piłkarzy, ale również ich fanów. W Kielcach drużyna wraz z kibicami stanowili jedność, którą zwolnieniem Leszka Ojrzyńskiego brutalnie zerwali działacze Korony. Wszystkich prawdziwych powodów tej kontrowersyjnej decyzji być może nigdy nie poznamy. Patrząc na względy czysto sportowe, nie miała ona większego sensu. Jeszcze wiosną wydawało się, że jeśli któryś z szesnastu trenerów Ekstraklasy powinien obawiać się o swoją posadę, to z pewnością nie będzie nim Ojrzyński. Lubiany za oryginalność i chwalony za agresywny styl gry zespołu szkoleniowiec miał zostać kieleckim Fergusonem, ale zastąpiono go anonimowym Hiszpanem, Jose Rojo Martinem. Dlaczego akurat nim? „Pacheta” nie osiągnął przecież żadnych znaczących sukcesów ani jako piłkarz, a już na pewno nie jako trener. W oczach zarządu Korony jego największym atutem było to, że pochodził z zagranicy. I chyba to przeważyło o jego zatrudnieniu.


Po rundzie jesiennej nie ma jednak powodów ku temu, by Hiszpana krytykować. Przyjeżdżając do Kielc pewnie sam nie spodziewał się tego, co go tam spotka. Gdyby tak było, być może nawet nie zdecydowałby się na przyjęcie oferty Korony. Musiał pozbierać do kupy zespół, który wciąż nie mógł pogodzić się ze zwolnieniem jego poprzednika. W szatni było gorąco, bo nasilał się konflikt z trenerem od przygotowania fizycznego. W drużynie wciąż brakowało kontuzjowanego Korzyma, a na dodatek przyszły jeszcze problemy z komunikacją. Tłumacz, którego zatrudniono w klubie miał problemy z przetłumaczeniem najprostszych zdań w rozmowach z dziennikarzami. Możemy sobie tylko wyobrażać, do jak kuriozalnych sytuacji dochodziło z tego powodu na co dzień podczas treningów.


Mimo wielu niesprzyjających okoliczności, Martinowi udało się wyprowadzić Koronę na powierzchnię. Na początku jesieni jego drużyna w wielu meczach spisywała się fatalnie, ale im bliżej zimy, tym osiągała lepsze wyniki. Sama końcówka była wyborna – w czterech spotkaniach kończących rundę kielczanie zdobyli 10 punktów i odskoczyli od strefy spadkowej na dziewięć „oczek”.


Wielu spodziewało się, że pod wodzą Hiszpana Korona zbliży się do innego stylu gry, zrywając z ostrym, typowym angielskim futbolem. Martin wykazał się jednak rozsądkiem. Zmierzył siły na zamiary i nie próbował nauczyć Kiełba, Sobolewskiego i Jovanovicia kieleckiej odmiany tiki-taki. Postawił na grę prostymi środkami, a te, jak wiadomo, świetnie sprawdzają się w Ekstraklasie. Szybkie rozegranie w środku pola, posłanie piłki na jedno ze skrzydeł i dośrodkowanie w pole karne na głowę jednego z partnerów – tak w najprostszym skrócie wyglądała gra kielczan w ostatnich spotkaniach jesieni. A gdy na „szpicy” jest ktoś taki jak Korzym, taka strategia musi przynieść owoce. Miniona runda pokazała, jak bardzo Korona zależy od swojego najlepszego napastnika. Nawet nie będąc w pełni sił Korzym tak absorbował obrońców rywali, że jego kolegom z drużyny grało się o wiele łatwiej. Gdy go nie było, ciężar zdobywania bramek spadał na Gołębiewskiego, Angielskiego czy Trytkę. Wówczas na grę Korony często nie dało się patrzeć, choć ostatni z nich w połowie rundy zdołał się odblokować i zaimponował dwoma golami przeciwko Jagiellonii (4:1).


Biorąc pod uwagę, z jakiego pułapu startował „Pacheta”, 12. miejsce i tylko trzy punkty straty do grupy mistrzowskiej na koniec jesieni należy uznać za sukces. Wiosną skład jego drużyny nie powinien ulec znaczącym zmianom. Jeśli uda się uniknąć kontuzji podstawowych zawodników, Korona włączy się w walkę o czołową ósemkę. Aby zakończyła się ona sukcesem, Hiszpan musi zastanowić się nad tym, jak poprawić grę w defensywie, bo kielczanie stracili jesienią aż 33 bramki. Gorsi pod tym względem byli tylko obrońcy Widzewa i Cracovii. Zimą Korona powinna rozejrzeć się więc za solidnym stoperem, bo Pavol Stano i Radek Dejmek często nie gwarantowali wymaganej jakości.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)