Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Everton puka do Europy! Lukaku przesądził o wygranej nad "Świętymi"

Everton puka do Europy! Lukaku przesądził o wygranej nad "Świętymi"

Piłka nożna | 29 grudnia 2013 17:35 | Przemysław Drewniak
W ten oto sposób Seamus Coleman wyprowadził Everton na prowadzenie
fot. Premier League/facebook.com
W ten oto sposób Seamus Coleman wyprowadził Everton na prowadzenie

W doskonałych nastrojach żegnają 2013 rok piłkarze i kibice Evertonu. Po bardzo zaciętym i emocjonującym meczu The Tofees pokonali u siebie Southampton 2:1 za sprawą pięknej bramki Seamusa Colemana i rozstrzygającego trafienia autorstwa niezawodnego Romelu Lukaku. Zespół prowadzony przez Roberto Martineza utrzymuje się w ścisłej czołówce Premier League ze stratą pięciu punktów do liderującego Arsenalu.


Od momentu powrotu z wypożyczenia do Blackpool jesienią 2010 roku, w oczach wielu ekspertów Seamus Coleman wyrósł na najlepszego prawego obrońcę Premier League. Irlandczyk, który swoją przygodę ze sportem rozpoczynał od uprawiania futbolu… gaelickiego, jest ostatnio w świetnej dyspozycji i Anglicy coraz częściej żałują, iż nie jest on ich rodakiem. Nic dziwnego, bo piłkarz z tak wyważonymi walorami ofensywnymi i defensywnymi to na tej pozycji prawdziwy skarb. Pod tym względem, występujący na prawej obronie w reprezentacji Kyle Walker wyraźnie mu ustępuje.


O możliwościach Colemana dobitnie przekonali się w niedzielę obrońcy Southampton. To od jego akcji z 9. minuty tak naprawdę rozpoczął się pojedynek na Goodison Park. Chwilę wcześniej nieźle wprowadził się w mecz, gdy dokładnym dośrodkowaniem w pole karne do Rossa Barkleya omal nie zaliczył asysty. Jego kolega z drużyny trafił w Kelvina Davisa, ale gdy sprawy w swoje ręce wziął Coleman, bramkarz Southampton nie miał żadnych szans. Reprezentant Irlandii po rajdzie prawym skrzydłem ściął w pole karne, przełożył piłkę na prawą nogę i atomowym uderzeniem huknął po długim roku w samo okienko bramki rywali. Bramka weekendu w Premier League? Trudno będzie o równie mocną kandydaturę. Jeszcze kilka takich akcji i Coleman z pewnością znajdzie się na celowniku największych marek w lidze angielskiej.


Torpeda wystrzelona przez Colemana ubarwiła pierwszą część meczu, która nie należała do porywających. Obie drużyny oddały w niej w sumie zaledwie trzy celne strzały, a gra toczyła się głównie w środku pola. Delektować mogli się za to koneserzy gry defensywnej – obie strony w tym elemencie gry spisywały się bardzo dobrze i z tego powodu niezwykle ciężko było przebić się pod którąś z bramek.


Po zmianie stron nadal oglądaliśmy wyrównany pojedynek. Lekka inicjatywa należała do Evertonu, ale gospodarze nie potrafili zdominować nieustępliwie grających piłkarzy Mauricio Pochettino. Wiadomo było, że jeśli The Tofees nie podwyższą prowadzenia, mogą mieć problemy z utrzymaniem korzystnego rezultatu. Mimo to, rozgrywający bardzo dobre spotkanie Ross Barkley nie wykorzystał świetnego dośrodkowania Bryana Oviedo i fatalnie przestrzelił z trzech metrów od linii bramkowej.


Wystarczył kwadrans, by szansa Barkleya zemściła się na Evertonie. Gaston Ramirez, który kilka minut wcześniej pojawił się na boisku w miejsce Jacka Corka, wprowadził w poczynaniach gości sporo ożywienia i jako pierwszy zauważył, że najsłabszym ogniwem drużyny z Liverpoolu jest bramkarz Joel Robles. Zmiennik Tima Howarda zaliczył wcześniej kilka niepewnych interwencji, ale to, co zrobił w 71. minucie, było niegodne najlepszej ligi świata. Choć petarda Ramireza z 30 metrów leciała wprost w niego, Robles przepuścił ją między palcami i goście w dosyć zaskakujący sposób doprowadzili do wyrównania.


Na kogo w takim momencie mogli liczyć podopieczni Roberto Martineza? Choć Romelu Lukaku nie trafił do siatki od czterech ligowych spotkań, nie było wątpliwości, że to on powinien w końcówce wziąć sprawy w swoje ręce. Przeciwko „Świętym” belgijski snajper dużo się napracował, ale nie miał klarownych okazji do pokonania Kelvina Davisa. Taka nadarzyła się wreszcie w 74. minucie, gdy kontratak Evertonu rozpoczął prostopadłym podaniem do Jamesa McCarthy’ego rezerwowy Steven Pienaar. Rozgrywający dobre zawody Irlandczyk popisał się idealnym wyczuciem czasu, dogrywając przed bramkę do nadbiegającego Lukaku, który przesądził o zwycięstwie swojego zespołu. W końcówce Southampton nie był już w stanie zagrozić zmierzającym po komplet punktów The Tofees.


Mecz na Goodison Park z pewnością nie zawiódł oczekiwań. Obie drużyny zaprezentowały się z pozytywnej strony, ale to Everton był nieznacznie lepszy i zasłużenie sięgnął po zwycięstwo. Zespół Roberto Martineza wejdzie w 2014 rok znajdując w ścisłej czołówce Premier League, ze stratą zaledwie pięciu punktów do prowadzącego Arsenalu. I choć utrzymanie się pierwszej czwórce będzie niezwykle trudnym zadaniem, to wiosną Everton z pewnością nie odpuści walki o europejskie puchary.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)