Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Krótki romans Małeckiego z ŁKS-em

Krótki romans Małeckiego z ŁKS-em

Piłka nożna | 03 stycznia 2014 00:19 | Jakub Kacprzak

fot. wikipedia.pl

W ostatnich dniach mnóstwo jest informacji o tym, że Patryk Małecki opuści Wisłę Kraków. Po dziurki w nosie ma go Franciszek Smuda i Bogusław Cupiał. Kibice także nie patrzą na niego przychylnie. Jeśli jednak fanom Pogoni Szczecin czy Lechii Gdańsk wydaje się, że „Mały” jest o krok od przystąpienia do nich muszę ich rozczarować. Sam bowiem byłem świadkiem jak Patryk trafić miał do... ŁKS-u.

 

To był zimowy wieczór. Zimowa przerwa sezonu 2011/2012. Andrzej Voigt szuka czegoś co przysporzy mu sympatii kibiców. Postanowił więc do zadłużonego klubu ściągnąć znane nazwisko. Kogoś kto nie będzie emerytem i wniesie coś dobrego do podupadającej drużyny. Nagle oświeciło go. Patryk Małecki! „Mały” miał ochotę odejść z Wisły, w której źle się czuł. Biała Gwiazda była chętna go wypożyczyć. Skorzystać na tym chciał prezes ŁKS-u. Wszystko miało być już dograne. Pamiętam jak co chwila dzwonił do nas do klubu, słał maile i kazał szykować zapowiedź sprowadzenia wielkiego i znanego piłkarza. Czekaliśmy więc na wieści.

 

Nagle dostajemy maila, że należy jak najszybciej zamówić 2,5 tysiąca koszulek z nazwiskiem Małeckiego, bo wszystko już dopięte, gotowe i Patryk zmierza do Łodzi. I w tym momencie pojawił się pierwszy problem. W klubowej sakiewce pusto jak w czaszce stereotypowej blondynki, ludzie od miesięcy czekają na wypłatę, a prezes postanawia zamówić ilość koszulek, których koszt produkcji znacznie przekracza finansowe możliwości. Drugi problem to podana liczba. Od kiedy ŁKS zaczął koszulki sprzedawać, zakupiło je (na tamten moment oczywiście) ok. 300 osób. Wiadomo również było, że Małecki nie jest przez kibiców Rycerzy Wiosny zbyt lubiany. Wstrzymujemy się z zamówieniem. Rzecznik prasowy tłumaczy jaka jest rzeczywistość. Ale cóż. Andrzej Voigt z rzeczywistością wiele wspólnego nie miał.

 

Następnego dnia okazało się, że z wypożyczenia nici. Patryk miał być w drodze do Łodzi, ale podobno podczas podróży się rozmyślił. Ostatecznie do końca tamtego sezonu został pod Wawelem. A ŁKS? Wiadomo jak potoczyła się historia. Utrzymania nie było, pieniędzy tym bardziej, a dziś klub podnosi się z kolan. O Voigtcie słuch zaginął. A co z tymi nieszczęsnymi koszulkami, które prezes kazał zamówić? Na szczęście nie posłuchano go.

 

Sytuacja pokazuje jak w tamtych czasach działał ŁKS. Historie, których byłem świadkiem nadają się na książkę i kto wie... może takowa powstanie. Dodam tylko, że tamte okienko transferowe w ŁKS-ie było bardzo ciekawe. Niemal w tym samym momencie gdy była sprawa z Małeckim, do klubu wpłynął mail od agenta... Rivaldo. Tak, tego Rivaldo. Srebrnego i złotego medalisty Mundialu z reprezentacją Brazylii. Wierzcie lub nie, ale agenci potrafią rozsyłać CV swych klientów gdzie popadnie. Ale wyobraźcie tylko sobie. Rivaldo i Małecki w jednym składzie, w biało-czerwono-białych barwach. I Piotr Świerczewski krzyczący do Brazylijczyka: Riva na chaos! Gramy na chaos! Cóż to by były za emocje.

 

Jeśli ta historia (jak najbardziej prawdziwa) się Wam spodobała to piszcie w komentarzach. Postaram się spisać kolejne wspomnienia.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)