Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bezproblemowe zwycięstwo „Czerwonych Diabłów", debiut Maty i powrót van Persiego

Bezproblemowe zwycięstwo „Czerwonych Diabłów", debiut Maty i powrót van Persiego

Piłka nożna | 28 stycznia 2014 22:40 | Sebastian Ibron
Robin van Persie zdobył bramkę otwierającą wynik spotkania
fot. Premier League / facebook.com
Robin van Persie zdobył bramkę otwierającą wynik spotkania

Manchester United pewnie zwyciężył na Old Trafford z Cardiff City 2:0 po bramkach van Persiego oraz Ashleya Younga. Głównym punktem programu był oczywiście debiut Juana Maty, a także warto było zwrócić uwagę na powrót Ole Gunnara Solskjaera na stare śmieci, czy też poczynania napastnika reprezentacji Holandii, Robina van Persiego, który powrócił po kontuzji.


Prędko, bo już w 6 minucie Manchester United objął prowadzenie. Do dośrodkowania Younga doszedł Valencia, piłka odbiła się od poprzeczki, a następnie Robin van Persie dwukrotnie dobijał piłkę do bramki strzeżonej przez Marshalla. O ile za pierwszym razem golkiperowi Cardiff się poszczęściło i wybronił uderzenie Holendra, o tyle za drugim strzałem bramkarz drużyny przyjezdnej musiał skapitulować. I tym samym mecz rozpoczął się od szybko zdobytej bramki i można było odnieść wrażenie, że gospodarze poczuli krew i niczym zabójczy drapieżca dopadli do swej ofiary – czyli innymi słowy – zapowiadała się zdecydowana dominacja „Czerwonych Diabłów”.


Jeśli za dominację można uznać posiadanie piłki powyżej 70%, to rzeczywiście United panowali nad sytuacją na boisku. Nie przekładało się to jednak na konkretne zagrożenie bramki przyjezdnych, a gościom w przeciwległą stronę również niespecjalnie szło. Okazję na drugą bramkę miał ponownie Robin van Persie, ale po podaniu Evry miał tak ostry kąt – pomimo niewielkiej odległości do bramki – że nie był w stanie umieścić futbolówki w siatce. Była to dopiero druga okazja, a była już 34 minuta. Z początkowego ognia „Czerwonych Diabłów” niewiele było widać. Bez emocji większych niż na grzybach pierwsza część gry dobiegła końca.


Pierwsza połowa za najciekawszą uchodzić nie może, nie działo się wiele. Trzeba było mieć więc nadzieję, że ten stan rzeczy zmieni się po gwizdku oznajmiającym początek drugiej części gry.


Na początku drugiej połowy również obeszło się bez fajerwerków – ku nieszczęściu wszystkich obserwatorów. Co jednak istotne, nieco wzrosło nam tempo spotkania, które zaowocowało drugim golem dla gospodarzy. Autorem drugiej bramki jest Ashley Young, który huknął jak z armaty zza pola karnego. Kolejne zagrożenie bramki Marshall miało miejsce dopiero w 74 minucie, kiedy to Valencia zakręcił obrońcą i po palcach bramkarza piłka trafiła w słupek. Parę minut później niezłą okazję miał Juan Mata po zagraniu od Patrice’a Evry, ale Hiszpan skiksował będąc na ósmym metrze i jego strzał został spokojnie przejęty przez defensorów. W samej końcówce okazję na podwyższenie wyniku miał Adnan Januzaj, jednak piłka po jego „pasówce” minimalnie minęła słupek. Była to ostatnia sytuacja w tym spotkaniu.


Po niekoniecznie fascynującym spotkaniu „Czerwone Diabły” zgarniają 3 punkty i być może zbliżą się do miejsc gwarantujących grę w europejskich pucharach. Na uwagę zasługuje debiut sprowadzonego za 37 mln. funtów Juana Maty, który zagrał całkiem przyzwoite spotkanie oraz powrót Robina van Persiego po absencji. Ciężko po tym meczu powiedzieć, że United są w niezłej formie, ale nie bądźmy krytyczni – wygrali dość pewnie, pomimo niezachwycającej postawy.


Manchester United – Cardiff City 2:0 (1:0)
1:0 Robin van Persie 6’
2:0 Ashley Young 59’


Manchester United: De Gea – Rafael, Smalling, Evans, Evra – Valencia, Jones, Giggs (71' Cleverley), Young – Mata (84' Januzaj) – Van Persie (63' Rooney).
Rezerwowi: Lindegaard, Januzaj, Fletcher, Kagawa, Cleverley, Rooney, Hernández.

 

Cardiff City: Marshall – McNaughton, Caulker, Hudson (69' Turner), John – Noone (78' Dæhli), Medel, Mutch (52' Kim Bo-Kyung), Whittingham – Campbell, Bellamy.
Rezerwowi: Lewis, Turner, Bo-Kyung Kim, Gunnarsson, Dæhli, Eikrem, Berget.

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)