Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Remis po strzelaninie na St. Marry’s

Remis po strzelaninie na St. Marry’s

Piłka nożna | 28 stycznia 2014 23:36 | Damian Wiśniewski
Adam Lallana celebruje zdobytego przez siebie gola
fot. Southampton FC / facebook.com
Adam Lallana celebruje zdobytego przez siebie gola

Aż cztery gole padły tego wieczora podczas pojedynku Southamtpon z Arsenalem Londyn. Zakończył się on ostatecznie podziałem punktów, a paradoksalnie, z przebiegu meczu, z takiego rozwiązania dużo mniej zadowoleni z pewnością są Mauricio Pochettino i jego podopieczni. Całe mecze w bramkach rozegrali Artur Boruc oraz Wojciech Szczęsny, a Mathieu Flamini postanowił skończyć go przed czasem i za czerwoną kartkę zejść z boiska.
 
Pierwsza połowa gry była bardzo jednostronna i zdziwi się ten, który pomyśli, iż przewaga była po stronie Kanonierów, którzy są w końcu ligowym liderem. Absolutnie. To gospodarze tego widowiska nadawali mu ton i grali zwyczajnie dużo lepiej. Długo utrzymywali się przy piłce, a nawet gdy zdarzał się moment, kiedy ją tracili, to natychmiast doskakiwali do przeciwnika i udawało im się ją skutecznie odzyskiwać.
 
Zawodnicy Wengera natomiast zachowywali się typowo jak dzieci we mgle. W ich grze brak było pomysłu. Nie potrafili wymienić jakiejś większej ilości podań, a ich kontrataki paliły na panewce. Można było być niemal pewnym, że taki stan rzeczy nieuchronnie zmierzał ku temu, aby Southampton objął prowadzenie.
 
Święci tworzyli sobie niezłe okazje do strzelenia gola, ale zazwyczaj brakowało szczęścia. Jak choćby wtedy, gdy po trójkowej akcji w polu karnym do strzału doszedł młody Gallagher, ale zablokować go w ostatniej chwili zdołał Koscielny.
 
Prowadzenie sobie i swoim kolegom dał Jose Fonte, który wykorzystał świetne dośrodkowanie z lewej strony, którego autorem był Luke Shaw. Za tę bramkę można chyba mieć jakieś pretensje do Wojtka Szczęsnego, który to nie upilnował swojego bliższego słupka. O postawie drugiego polskiego bramkarza w pierwszej połowie, nie ma za bardzo co mówić. Okazje do zaprezentowania się miał tylko jedną, gdy tuż przed przerwą świetnie wybronił strzał Koscielnego.
 
Potem, na początku drugiej połowy mieliśmy szalony okres, kiedy padał praktycznie gol za golem. Od wyrównania fantastycznym strzałem piętką zaczął Olivier Giroud, a już po chwili wynik na 2:1 dla Arsenalu zmienił Santi Cazorla. Wtedy był moment, kiedy można było przypuszczać, iż The Gunners nie oddadzą tego prowadzenia. To oni byli ewidentnie w uderzeniu, niesieni chyba jeszcze przemową swojego szkoleniowca z przerwy.
 
Tuż jednak po golu Hiszpana, znów mieliśmy remis. Tym razem to Jay Rodriguez dośrodkował z lewej flanki w pole karne, a tam kompletnie niepilnowany Adam Lallana nie dał najmniejszych szans goalkeeperowi reprezentacji Polski.
 
Potem inicjatywa wróciła na stronę gospodarzy, z tą jednak różnicą w porównaniu z tym co się działo w pierwszej połowie, że rywale potrafili groźnie kontratakować. Jak choćby wtedy, gdy w poprzeczkę trafił Mesut Oezil. Szczęsny też miał trochę roboty, ale parokrotnie popisał się świetnym wyczuciem i refleksem, dzięki czemu poniekąd zmazał plamę, za pierwszego puszczonego gola.
 
Swoją głupotą postanowił popisać się jeszcze Mathieu Flamini, który za bezsensowne zapolowanie na nogi przeciwnika otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę. Mecz skończył się remisem, ale remisem ze wskazaniem na Southampton. Arsenal musi jutro mocno ściskać kciuki za Tottenham i West Ham (to dopiero paradoks), żeby ci urwali punkty odpowiednio Manchesterowi City i Chelsea. Bez tego Kanonierzy mogą spaść z pierwszego na trzecie miejsce w tabeli.

 

Southampton – Arsenal 2:2 (1:0)
1:0 Fonte
1:1 Giroud
1:2 Cazorla
2:2 Lallana

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)