Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna City strąca Arsenal z piedestału, Mourinho ginie od własnej broni. 23 kolejka za nami

City strąca Arsenal z piedestału, Mourinho ginie od własnej broni. 23 kolejka za nami

Piłka nożna | 31 stycznia 2014 19:52 | Damian Wiśniewski


Wydarzeniem minionej kolejki angielskiej Premier League bez wątpienia był pogrom, jakiego dokonali piłkarze Manchesteru City na Kogutach z Tottenhamu, dzięki czemu zajęli miejsce Arsenalu na fotelu lidera. Ale to nie wszystko, ciekawie było też w derbach Merseyside, w których Liverpool przejechał się niczym walec po swoim lokalnym rywalu. Dołóżmy do tego bijące głową w mur Chelsea i emocje ze starcia Aston Villi z West Bromem, a mamy kolejną świetną kolejkę. A przecież rozegrano jeszcze sześć innych pasjonujących spotkań!

 

1. Crystal Palace – Hull City 1:0 (1:0)
1:0 Puncheon

 

To był mecz dwóch drużyn walczących o to, aby jak najbardziej oderwać się od strefy spadkowej. Cystal Palace przed tą kolejką było na miejscu 16 i ta ich przewaga wynosiła zaledwie dwa oczka, a strata do 11 Hull tylko trzy. Nietrudno więc zauważyć, jak bardzo jednym i drugim zależało na wygranej.

 

Ta padła łupem Orłów, ale trudno wyzbyć się wrażenia, że było w tym troszkę przypadku i szczęścia. W pierwszej połowie, arbiter podjął kontrowersyjną decyzję nie dyktując karnego dla gości, którzy zresztą nawet po stracie bramki tworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji bramkowych. Gospodarze mieli ich mniej, ale zdołali w przeciwieństwie do rywala zdobyć gola. Crystal Palace awansowało na miejsce 14 i jest tylko o stopień niżej niż Hull.

 

2. Liverpool FC – Everton 4:0 (3:0)
1:0 Gerrard
2:0 Sturridge
3:0 Sturridge
4:0 Suarez


 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy z dwóch wielkich hitów rozgrywanych w tej kolejce. Poprzednie derby Merseyside były wręcz niewiarygodne i skończyły się remisem 3:3. W tabeli między tymi obiema ekipami była różnica zaledwie jednego punktu, Liverpool był czwarty, a Everton piąty. Stawką było więc niewątpliwie miejsce wśród grona klubów kwalifikujących się do Champions League.

 

The Toffees starali się grać swoje, ale w tym meczu wygrać mogła tylko jedna ekipa. Podopieczni Brendana Rodgersa robili, to co sobie założyli i delikatnie mówiąc, sprali swojego rywala zza miedzy. Gole strzelali niezawodzący w tym sezonie Sturridge i Suarez, swoje trafienie dołożył też Gerrard, który w koncu zagrał na swoim poziomie. Jedni i drudzy zostali na swoich pozycjach, choć przewaga The Reds oczywiście wzrosła.

 

3. Manchester United – Cardiff City 2:0 (1:0)
1:0 Van Persie
2:0 Young


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Debiut Juana Maty, powroty Wayne’a Rooney’a oraz Robina Van Persiego, a do tego jeszcze wizyta Ole Gunnara Solskjaera na Old Trafford – ten mecz z całą pewnością był niezwykle ważny dla Manchesteru United i jego kibiców. Cardiff natomiast zamykało przed tą kolejką ligową stawkę, więc też nie można powiedzieć, aby grał o pietruszkę.

 

Mecz skończył się zgodnie z oczekiwaniami, czyli zwycięstwem gospodarzy. I w sumie wiele więcej na jego temat pisać nawet nie trzeba. Zagrali oni spokojnie i na takim spokoju wbili rywalowi dwa gole, nie tracąc przy tym żadnego. Zbliżyli się dzięki temu do miejsc 5-6, gdyż zespoły tam się znajdujące kolektywnie zebrały baty. Drużyna norweskiego szkoleniowca została oczywiście na miejscu ostatnim.

 

4. Norwich City – Newcastle United 0:0


Zobacz również
Bez bramek na Carrow Road
28-sty-2014

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedyny mecz w tej serii gier, w którym nie padł ani jeden gol. Obie ekipy spokojne swego miejsca w ligowej tabeli, zwyczajnie nie zachwyciły, choć nieco lepiej spisał się Newcastle, który mógł liczyć na coś więcej niż tylko jedno oczko. Ale jeśli tak było, to się przeliczył. Jedni i drudzy utrzymali swoje miejsca w tabeli, z tym, że Sroki tracą już trzy punkty do Man United.

 

5. Southampton – Arsenal 2:2 (1:0)
1:0 Fonte
1:1 Giroud
1:2 Cazorla
2:2 Lallana


Zobacz również
Remis po strzelaninie na St. Marry’s
28-sty-2014

 

 

 

 

 

 

 

Przed tym meczem (całkiem słusznie) jako faworyta określano ekipę przyjezdną. Arsenal był liderem, a do tego zwyciężył w rundzie jesiennej, ogrywając ekipę Mauricio Pochettino. My mogliśmy się cieszyć, bo to ostatni w tym sezonie polski mecz w Premier League.

 

Obaj polscy bramkarze zagrali całkiem dobrze, obaj zaliczyli kilka niezły interwencji, ale nie potrafili uchronić swoich zespołów przed utratą goli. Szczęsnego można chyba winić poniekąd za gola strzelonego przez Jose Fonte, Boruc przy bramkach dla Kanonierów był bez szans. Piłkarze Wengera spadli na drugą pozycję w tabeli, a Święci utrzymali swoje dziewiąte.

 

6. Swansea City – Fulham 2:0 (0:0)
1:0 Shelvey
2:0 Chico

 

Swansea przed sezonem była określana zespołem, który miał być takim czarnym koniem rozgrywek. Wyszło z tego nie wiele, bo Walijczycy przed tą kolejką byli dopiero na 12 miejscu w lidze. Fulham natomiast zawodzi jeszcze bardziej, gdyż mieli tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową i zajmował 17 miejsce. Zwyciężyli piłkarze Michaela Laudrupa, dzięki czemu jego hiszpański zespół awansował na pozycję 11. Londyńczycy są aktualnie przedostatni.

 

7. Aston Villa – West Bromwich Albion 4:3 (3:3)
0:1 Brunt
0:2 Delph (s)
1:2 Weimann
2:2 Bacuna
3:2 Benteke
3:3 Mulumbu
4:3 Benteke (k)


 

 

 

 

 

 

Niewątpliwa perełka, jeśli chodzi o mecze z tej kolejki. Wszyscy żyliśmy wielkimi hitami na Anfield Road oraz White Hart Lane, a tym czasem największe emocje mieliśmy na Villa Park. Ktoś spodziewał? Wątpię, a nawet jeśli, to pewnie był to jakiś wielki fan, którejś z tych drużyn. Szkoda tylko, że wszystko skończyło się błędem sędziowskim, gdyż karny dla The Villans, z którego padła dla nich czwarta bramka, był wzięty z tak zwanej dupy. Gospodarze dzięki temu triumfowi przybliżyli się nieco do Southampton, a West Brom spadł z miejsca 13 na 15.

 

8. Chelsea – West Ham United 0:0

 

Mourinho narzekał po tym meczu, że Młoty zagrały anty futbol, ustawiając przed bramką autobus, który miał nie dopuścić do tracenia bramek, a zdobywanie własnych stało się przy tym mniej ważne. Trochę pachnie to hipokryzją, gdyż sam Portugalczyk też stosował tę metodę, gdy tylko uznawał, że przyniesie mu ona zamierzony efekt. Strata dwóch punktów sprawiła, że The Blues nie wykorzystali szansy zrównania się punktami z Arsenalem, a przyjezdni utrzymali miejsce 18, czyli otwierające strefę spadkową.

 

9. Sunderland – Stoke City (1:0)
1:0 Johnson

 

Czarne Koty po fatalnym początku sezonu powoli i systematycznie odbijają się od dna. Przed tą kolejką zajmowali się jeszcze miejsce przedostatnie, ale dzięki niezłej dyspozycji w pojedynku z The Potters, udało się wygrzebać ze strefy spadkowej. Na jak długo nie wiadomo, bo przewaga nad nią wynosi zaledwie dwa punkty, ale sam fakt już jest godny zauważenia. Podopieczni Marka Hughesa z kolei spadli na miejsce 16 i ich przewaga nad Sunderlandem wynosi już zaledwie punkt.

 

10. Tottenham – Manchester City 1:5 (0:1)
0:1 Aguero
0:2 Toure (k)
0:3 Dżeko
1:3 Capoue
1:4 Jovetić
1:5 Kompany


 

 

 

 

 

 

W sumie, można było się spodziewać takiego rezultatu. Raz, że Tottenham traci wiele goli, dwa, że City strzela ich jeszcze więcej. Ale szok zawsze pozostaje, gdy widzi się, jak jeden faworyt tak niemiłosiernie obchodzi się z innym. The Citizens mogliby równie dobrze wygrać i 1:8, ale zwyczajnie brakło skuteczności (przy pięciu strzelonych bramkach brzmi to dość absurdalnie). Drużyna Pellegriniego awansowała dzięki temu zwycięstwu na pozycję lidera, a Tottenham musi już uważać, bo zbliża się do niego Manchester United.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)