Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niesłowny prezes. Koniec "polskiego" Ruchu

Niesłowny prezes. Koniec "polskiego" Ruchu

Piłka nożna | 09 lutego 2014 20:57 | Mateusz Michałek
piłkarze Ruchu Chorzów
fot. x - news / T-Mobile Ekstraklasa
piłkarze Ruchu Chorzów

- Stawiamy na wyłącznie polski skład, bo chcemy się wyróżnić. To taka nasza chorzowska innowacja. Nasz zespół czekają poważne zmiany - mówił w czerwcu zeszłego roku „Gazecie Wyborczej” prezes Ruchu Chorzów, Dariusz Smagorowicz. Z niekonwencjonalnym pomysłem wytrzymał raptem kilka miesięcy.

Przypomnijmy, że rok temu w kadrze Ruchu Chorzów znajdowało się pięciu obcokrajowców. Jeszcze w trakcie rundy wiosennej z klubem pożegnał się Gabor Straka, który przy Cichej spędził ponad pięć lat. Po sezonie działacze postanowili nie przedłużać kontraktów z Michalem Peskoviciem i Zeljko Djokiciem. Ten drugi nie ukrywał, że ma do nich pretensje. Może nie o sam brak chęci dalszej współpracy, ale bardziej nieścisłości w końcowych rozliczeniach. Dalej z zespołem pożegnali się Mindaugas Panka i Pavol Sultes. Wraz z odejściem Czecha spełniły się słowa prezesa Dariusza Smagorowicza, który przyznał, że od nowego sezonu w Ruchu będą występować sami Polacy.

Prezesowi nie chodziło o miesiąc czy dwa, dało się wyczuć, że „taka chorzowska innowacja” była pomysłem długofalowym. Szczerze mówiąc od początku patrzyłem na niego dość sceptycznie. Nie można przecież jednoznacznie stwierdzić, że każdy zagraniczny piłkarz ściągany do Polski nadaje się tylko do podawania piłek. Tak samo nie można ślepo myśleć, że każdy młody polski grajek ma predyspozycje do gry na poziomie Ekstraklasy. Ale słowo się rzekło, a słowo prezesa, rzecz święta.

W pewnym momencie Ruch był ewenementem na skalę europejską. Na Starym Kontynencie samymi rodakami grały bodajże tylko trzy inne drużyny: z Łotwy, Macedonii i Wysp Owczych. Doborowe towarzystwo... Trzeba jednak przyznać, że na boisku wyglądało to naprawdę niczego sobie. Trener Jan Kocian, który zastąpił na stanowisku Jacka Zielińskiego całkowicie odmienił drużynę.

Ruch zaczął ciułać punkty i ostatecznie zakończył pierwszą część sezonu 2013/2014 na piątym miejscu w tabeli. Ważniejsze jest jednak to, że Kocian zaufał młodym: Danielowi Dziwnielowi, Michałowi Helikowi i Kamilowi Włodyce. Wszystko bez obcokrajowców, których Mariusz Śrutwa, legenda Niebieskich, nazwał mianem najemników, grających tylko dla pieniędzy.

W piątek kontrakt z Ruchem podpisał Roland Gigołajew. 24-letni rosyjski pomocnik występował ostatnio w drugoligowym Dinamie Sankt Petersburg. W przeszłości grał w juniorach Zenitu i młodzieżowych reprezentacjach swojego kraju.

To jasne, że na przestrzeni kilku sezonów do Chorzowa musiał trafić jakiś obcokrajowiec. Tyle, że Dariusz Smagorowicz w swoim postanowieniu wytrwał raptem siedem miesięcy. Śmieszny nie jest sam fakt, że szeregi Ruchu wzmocnił jakiś rosyjski zawodnik, tylko brak konsekwencji pana prezesa. Smagorowicz powiedział jedno, a zrobił drugie. „Stawiamy na Polaków, bo chcemy się wyróżnić” - no to się wyróżnili...


Swoją drogą można się zastanowić, dlaczego podobne słowa wyszły z ust prezesa klubu, a nie trenera. To on powinien decydować o tym, kto zasili szeregi prowadzonej przez niego drużyny. Być może nowy piłkarz Ruchu jest właśnie autorskim pomysłem trenera Kociana, który przekonał prezesa, że jeden obcokrajowiec na pewno nie zaszkodzi chorzowskiej szatni. Oby tak było.

 

Znając życie mogło być jednak tak, że Smagorowicz zmienił zdanie po paru niezłych spotkaniach Ruchu pod wodzą Kociana. Skoro w Chorzowie idzie zagranicznemu trenerowi, to może jednak warto zatrudnić ponownie piłkarza z zagranicy... Absurd? Może i tak, ale podobnie można nazwać pomysł z zatrudnianiem samych rodaków.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)