Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Upadająca legenda niemieckiego futbolu

Upadająca legenda niemieckiego futbolu

Piłka nożna | 12 lutego 2014 19:23 | Mateusz Decyk

fot. FACEBOOK

 Hamburger Sport Verein to klub z wielkimi tradycjami. Jako jedyny w historii Bundesligi nie spadł do drugiej ligi. To świadczy o tym ile tak naprawdę HSV znaczy dla niemieckiego futbolu. Co prawda minęło już trochę czasu od ostatnich sukcesów, które przypadały na pierwszy okres gry Rafaela van der Vaarta w tym klubie. Holender powrócił, ale to co dzieje się obecnie w zespole Berta van Marwajka jest o wiele gorsze niż niejeden koszmar kibica tego klubu.

 

Zawodnicy HSV, ostatnie ligowe zwycięstwo zanotowali 24 listopada 2013 roku. Ta wygrana i tak była poprzedzona dwoma porażkami z rzędu. Do Eintrachtu Brunszwik jest im jeszcze daleko, ale zdobycie zaledwie 16 punktów w 20 spotkaniach jest wyczynem godnym beniaminka, a nie byłego klubu Franza Beckenbauera, czy Uwe Seelera. Siedemnastą pozycję trudno nawet nazwać kompromitacją. To słowo nie oddaje beznadziejności sytuacji na Imtech Arena.

 

Patrząc na kadrę Hanseaten, odnosi się wrażenie, że coś tu nie gra. Między słupkami stoi przymierzany niegdyś do największych klubów świata Rene Adler, w obronie między innymi Johan Djourou, Heiko Westermann i Marcell Jansen. Świetnych zawodników nie brakuje również w linii pomocy, bo obok kapitana van der Vaarta, grają tam Milan Badelj, którego dwa lata temu kreowano na nowego Lukę Modricia i Ola John, wypożyczony z Benfiki Lizbona. Znanych nazwisk nie brakuje.

 

Pomimo tego, że w linii defensywnej rządzą doświadczeni zawodnicy, to system obronny jest beznadziejny. Przyczyną obecnej sytuacji są seryjnie tracone bramki, których ta drużyna ma najwięcej w całej Bundeslidze. Ofensywa wygląda całkiem obiecująco, pomimo że HSV w ostatnich trzech spotkaniach nie zdobyła ani jednej bramki. Pierre-Michel Lasogga wypożyczony z Herty strzelił dziewięć bramek. Maximilian Beister pięciokrotnie trafiał do siatki, a pięć razy asystował. Prawdziwym liderem drużyny jest jej kapitan Rafael van der Vaart z dorobkiem sześciu bramek i sześciu asyst. Nie zawodzą zawodnicy, a system stworzony przez trenera.

 

Po przeanalizowaniu umiejętności piłkarzy z pierwszego składu, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że celem tej drużyny powinna być walka o utrzymanie. Hamburg powinien być w pierwszej dziesiątce. Tego samego zdania są kibice z Hamburga, którzy po sobotniej porażce z Hertą Berlin, wyrazili swoje niezadowolenie z faktu kolejnej wysokiej przegranej w dosyć brutalny sposób. W jaki?

 

Na pewno duża grupa kibiców przeszkodziła zawodnikom w opuszczeniu stadionu. Niemieckie media mówią nawet o mocno uszkodzonym samochodzie jednego z piłkarzy i rannym Jacqesie Zoua, którego rzucona przez fanatyków szklana butelka miała trafić w głowę. Wydaje się, że na zaistniałą sytuację, bardziej restrykcyjne środki wobec holenderskiego szkoleniowca powinien podjąć zarząd, ale prezes Hamburga pozostaje nieugięty.

 

Carl Jarchow wyraził pełne poparcie dla van Marwajka, po szóstej porażce ligowej z rzędu. Rzecz jasna wkrótce ta fatalna seria powinna zostać przerwana, bo następnym przeciwnikiem HSV będzie ostatni w tabeli Eintracht Brunszwik. Jednak zanim podejmą najsłabszą drużynę Bundesligi, będą musieli się zmierzyć z Bayernem Monachium w ćwierćfinale Pucharu Niemiec. Kibice są już tak rozdrażnieni, że na oficjalnym profilu drużyny na Facebooku przestali się już wyżywać na szkoleniowcu i piłkarzach, a zaczęli obstawiać wynik spotkania z Bayernem Monachium w Pucharze Niemiec. Zastanawiali się, ile bramek straci ich ukochana drużyna w kolejnym spotkaniu. Pięć, a może dziesięć?

 

Trafił kibic, który obstawił pięciobramkową porażkę. Raczej nie jest zadowolony z takiego wyniku...

 


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)