Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Mecz czystych kont, Arsenal ugościł United

Mecz czystych kont, Arsenal ugościł United

Piłka nożna | 12 lutego 2014 22:58 | Michał Kozera

fot. Premier League / twitter.com

Ani jedna, ani druga drużyna nie zdołała dziś zdobyć 3 punktów na Emirates Stadium. Mowa o Arsenalu, który podjął Manchester United i miał szansę powrócić dzięki wygranej na fotel lidera. Do tego nie doszło – mecz nie był porywający, a obie drużyny nie wydawały starać się tak, jakby poza zwycięstwem nie było innej opcji. Do tego genialnie bronili swoich bramek Wojtek Szczęsny oraz David de Gea.

 

Mocna gra rozpoczęła się od pierwszej minuty, kiedy błąd popełniła defensywa Arsenalu i piłkę sam na sam z bramkarzem miał Robin van Persie, Holender niestety uderzył wprost w bramkarza. Po chwili równie dobrą okazję po drugiej stronie boiska miał Wilshere, którego strzał sparował de Gea, a z rzutu rożnego Giroud, nie trafiający w światło bramki. Z biegiem minut tempo gry wyraźnie siadało, chociaż zawodnicy ani myśleli odpuścić. Pomocy medycznej potrzebowali najpierw Gibbs, parę minut później Rafael. Na szczęście obu zawodników mogło wrócić na boisko.

 

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, podobnie nie zanosiło się na więcej sytuacji bramkowych. Blisko było w 62 minucie, kiedy Kościelny uderzył głową w stronę bramki – piłkę niektórzy już mogli widzieć w siatce gdyby nie Valencia, stojący na linii, który sparował strzał. Chwilę później powinien być rzut karny, gdy do piłki ruszył Giroud, jednak dość mocno upaść pomógł mu Vidić. Po raz kolejny blisko był van Persie, gdy dostał kolejny raz piłkę za plecy obrońców, wówczas jednak szybciej dopadł do niej Szczęsny. Pierwszą żółtą kartkę w meczu ujrzał dopiero w 73. minucie Antonio Valencia za atak na Jacka Wilshere’a.

 

Znów blisko był Giroud w 77. minucie, gdy płaska wrzutka Sagna’y minęła się z nogami Francuza, kibicom jednak wystarczało to, by wydać z siebie głośny okrzyk nadziei. Jakby w ramach rewanżu, świetną sytuację wypracował van Persiemu Rooney, kiedy po wrzutce Anglika, uderzenie głową Holendra najpierw obronił Szczęsny, by potem piłka odbiła się od poprzeczki i wróciła na boisko. I znów, 5 minut później bronić musiał tym razem de Gea, wyciągając się jak struna do lewego słupka. W 87. minucie Mark Clattenburg wyjmuje po raz drugi w tym spotkaniu żółtą kartę – tym razem zobaczył ją Bacary Sagna. De Gea kolejny raz podkreśla swoją klasę, kiedy wyłapuje płaski strzał Cazorli – piłka uderzona sprzed pola karnego leciała w kierunku prawego słupka, Hiszpan jednak nie miał problemu z interwencją. Ostatnie minuty nie przyniosły istotnych akcji – kolejna żółta kartka przypadła Ashleyowi Youngowi.

 

Pojedynek kolejki okazał się nie być wydarzeniem ani widowiskowym, ani pełnym bramek. Wydaje się, że Manchester United wyszedł na to spotkanie w dużo lepszej dyspozycji, jednak w przypadku równie dobrej formy Arsenalu niewiele mógł zdziałać. Żadna z drużyn nie wyglądała, jakby chciała za wszelką cenę wygrać, a nawet gdy podejmowała próby swoje trzy grosze wtrącali fantastyczni dziś bramkarze. Efekt? Do momentu rozegrania przełożonego meczu City liderem pozostaje Chelsea, a Manchesterowi coraz bliżej jest… Southampton.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)