Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sobota dla gości! Cracovia grała w piłkę, Zawisza strzelał. Pogoń triumfuje w emocjonującym meczu

Sobota dla gości! Cracovia grała w piłkę, Zawisza strzelał. Pogoń triumfuje w emocjonującym meczu

Piłka nożna | 15 lutego 2014 17:38 | Sebastian Ibron

fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news

Ależ się wycierpieliśmy wczoraj. Wszyscy fani nadwiślańskiej piłki liczyli na dużo lepsze widowiska, aniżeli te piątkowe. „Pasy” podejmowały Zawiszę, a w Gdańsku mieliśmy derby Pomorza. To mogło zapowiadać ciekawe mecze. Co zobaczyliśmy interesującego? Dwa gole Tuszyńskiego, celownik w oku Akahoshiego, ładną podcinkę Vasconcelosa, czy znowuż niemal same gole ze stałych fragmentów. Po kolei.


Pierwszy sobotni mecz pomiędzy Cracovią a Zawiszą zapowiadał się na spotkanie drużyn, które będą zarażacie walczyć, by odebrać sąsiadom w tabeli punkty. Oba kluby na początku rundy wiosennej stawiają sobie jeden cel – znalezienie się w pierwszej ósemce na koniec sezonu By to osiągnąć, trzeba radzić sobie z bezpośrednimi konkurentami.


Na początku mieliśmy dość żwawą grę. Mecz mógł się podobać zwłaszcza, że jeszcze mamy w pamięci padła, które zostały nam zaserwowane wczoraj. Przez długi czas na próżno można było szukać stuprocentowych okazji. Gra nie przekładała się na sytuacje bramkowe pod żadną z bramek. Gospodarze bez większych problemów dostawali się do 30 metra od bramkarza Zawiszy, lecz wtedy zaczynały się schody. Na szczęście do czasu, przyszła też pora na dobre okazje bramkowych. W 35 minucie Cracovia powinna objąć prowadzenia, lecz znakomitą szansę po świetnie rozegranym rzucie wolnym wzorowo spartolił Vladimir Boljević, uderzając piłkę na siłę. Niestety, w jego ślady poszedł skrzydłowy gospodarzy, Sebastian Steblecki, który również zmarnował sytuację sam na sam. Zawiszy szło jak po grudzie. Nie byli w stanie zapanować na boisku, gdyż wiadomo jak gra drużyna ze stadionu przy ulicy Kałuży, a kontrom Zawiszy – notabene dość licznym – brakowało konkretyzacji. Żadnej groźnej okazji sobie goście nie stworzyli, a jedyne co się wyróżniało po stronie przyjezdnych – to dośrodkowania Sebastiana Ziajki. Niestety dla bydgoszczan, na minus. Wszystkie dośrodkowania były niecelne. Mocno niecelne.


W trakcie drugiej połowy mieliśmy dwa okresy. Jeden – trwający blisko pół godziny, pod znakiem dominacji Cracovii i niemocy ofensywnej Zawiszy, który był schowany za podwójnymi zasiekami defensywnymi. Niespodziewanie to bydgoszczanie wyszli na prowadzenie. Rozwiewamy wątpliwości – gol nie padł z jedenastki. Hola, hola! Żeby nie było tak wesoło, również po stałym fragmencie. Dośrodkowanie Masłowskiego z kornera i zgranie któregoś z partnerów wykorzystał Kamil Drygas. Do momentu straty bramki gospodarze wyglądali naprawdę nieźle. No właśnie. Do momentu. Wtedy wszystko się zmieniło jak w kalejdoskopie. Cracovia jakby gdzieś się schowała i nie zamierzała wyjść. W 86 minucie efektowne „padolino” zaprezentował Michał Masłowski. Sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł Vasconcelos i ładną podcinką postawił kropkę nad „i”.


Tradycji stało się zadość. Trzeci mecz, trzeci gol z rzutu karnego. Esencja ekstraklasy na dzień dobry. Co do personaliów, naprawdę dobrze grał Rok Straus, a swoją aktywnością wyróżniał się Luis Carlos. W końcówce z dobrej strony pokazali się Michał Masłowski i Bernardo Vasconcelos, lecz za całokształt – pomimo braku konkretów – piłkarzem meczu uznać można Roka Strausa.


Tym zwycięstwem bydgoszczanie zgłaszają swój akces do pierwszej ósemki. W konsekwencji być może kosztem „Pasów”. Cracovia – Zawisza 0:2.


Ciekawie również zapowiadały się derby pomorza. Obie drużyny zamierzają po cichu gonić czołówkę ligi. Zarówno Pogoń, jak i Lechia się starały. Ostatecznie to goście zwyciężyli, jednak niekoniecznie tak być musiało.


Obie drużyny rozpoczęły mecz z jednym nowym zawodnikiem w składzie. Makuszewski wyszedł w składzie gdańszczan, a w Pogoni jego vis a vis, Patryk Małecki. Sporo działo się w pierwszych minutach. Stuprocentową sytuację w stylu Pawła Buzały zmarnował Wiśniewski. Niemniej, to właśnie popularny „Wiśnia” wyróżniał się najbardziej. Z drugiej strony wyróżniał się Janukiewicz, który wybronił dwie znakomite sytuacje. Było nieco chaosu na boisku, lecz lepiej opanowywali go zawodnicy z Gdańska. Ciekawie było pod obiema bramkami, lecz ciut częściej gościliśmy pod bramką przyjezdnych. Jednak co z tego, jeśli to szczecinianie wyszli na prowadzenie. Po krótkim rozegraniu kornera, Akahoshi na nanometry wrzucił piłkę na głowę Dąbrowskiego. Pogoń z minuty na minutę spisywała się coraz lepiej i gol był tego wymiernym efektem.


Mocnym akcentem drugą część spotkania rozpoczęli gdańszczanie. Boenischowską nieuwagą popisali się defensorzy Pogoni. Tuszyński najbliższego obrońcę miał jakieś sto siedemdziesiąt metrów od siebie. Zdarza się. Po bramce mieliśmy wymianę ciosów. To w jedną, to w drugą stronę. Mecz oglądało się całkiem przyjemnie, ale tradycji stało się zadość. Jak widać, Ekstraklasa stałymi fragmentami stoi. Akahoshi wrzucił piłkę z rzutu rożnego, a zdobywcą bramki jest Marcin Robak. „Cóżby był to za mecz bez rzutu karnego” – pomyślał Frączczak i sfaulował Tuszyńskiego w polu karnym. I tym samym, Adam Frączczak wymeldował się z boiska na PGE Arenie. Nastąpiło to po absurdalnej sytuacji, w której trzech zawodników Pogoni na siebie patrzyło, jak piłka przelatuje za linię defensywną. Wykorzystał to Tuszyński, który podążył na bramkę Janukiewicza. Jedenastkę wykorzystał sam poszkodowany i mieliśmy 2:2. Ostatecznie, na prowadzenie Pogoń wyprowadził Jakub Bąk, który tym samym zdobył pierwszą bramkę z gry wiosną.


Mieliśmy w drugiej połowie kawał meczyska – jakby rzekł Andrzej Twarowski. Nie tylko drużyny grały dobrze. W meczu na PGE Arenie dwoma asystami mógł nas zachwycić Takafumi Akahoshi. Poza nim dobrze grał Robak, czy też Radosław Janukiewicz, pomimo dwóch straconych gol.


Najbardziej jednak wyróżnił się Patryk Tuszyński. Snajper gdańszczan zdobył dwie inauguracyjne bramki w lidze, pomimo tego mecz zakończył się ich porażką. Jego wybieramy piłkarzem meczu. Drugi w kolejności jest japoński magik, ale nam do gustu bardziej przypadł napastnik Lechii. Pogoń jako drużyna pokazała charakter, okazała się lepsza i tym samym zbliżyła się do czołówki.


Cracovia – Zawisza Bydgoszcz 0:2 (0:0)

0:1 Drygas 73’
0:2 Vasconcelos (k.) 87’


Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 2:3 (0:1)
0:1 Dąbrowski 39’
1:1 Tuszyński 52’
1:2 Robak 76’
2:2 Tuszyński (k.) 81’
2:3 Bąk 90+1’

 

SEBASTIAN IBRON
TWITTER:
@sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)