Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna All-Star Weekend, czyli jak NBA gubi się w gąszczu pomysłów

All-Star Weekend, czyli jak NBA gubi się w gąszczu pomysłów

Piłka nożna | 17 lutego 2014 17:30 | Przemysław Drewniak


Za nami kolejny NBA All-Star Weekend, który w tym roku odbył się w Nowym Orleanie. Produkt na pozór świetnie opakowany, docierający do niemal wszystkich krajów świata i cieszący się prawie taką oglądalnością, jak finały ligi. Tym razem jednak nie wszystko zagrało tak, jak trzeba. Czy obecna formuła Weekendu Gwiazd powoli się wyczerpuje?


All-Star Weekend oglądałem po raz jedenasty i z bólem muszę stwierdzić, że była to najgorsza edycja od 2004 roku. Sam Mecz Gwiazd jak zwykle nie zawiódł, ale ten, kto zarwał noc także w sobotę lub w piątek, musiał czuć się co najmniej rozczarowany.


Weekend Gwiazd NBA to produkt nieporównywalnie lepszy od tego samego rodzaju wydarzenia w ligach NFL czy NHL. Przez lata mocno pracowano na jego markę, ale od kilku lat niektóre elementy jego formuły zaczęły się wyczerpywać. NBA z roku na rok wpada na coraz to nowsze pomysły, które jednak zamiast uatrakcyjnić, tylko udziwniają i wprowadzają dezorientację wśród kibiców.


Mecz Gwiazd dla ubogich


Od 1995 roku All-Star Weekend rozpoczyna w piątek mecz młodych gwiazd, czyli tzw. Rookie Challenge. Tu także NBA wprowadza ciągłe zmiany. W ostatnich latach było normą, że w spotkaniu tym mierzyły się drużyny złożone z najlepszych debiutantów i drugoroczniaków. David Stern uznał jednak, że czas coś zmienić – z reguły zespół złożony z troszeczkę bardziej doświadczonych koszykarzy wygrywał zbyt dużą różnicą punktów, przez co w meczu brakowało emocji. Żeby wyrównać potencjał, zdecydowano się na pomieszanie rookies i sophomores. Teraz skład drużyn w specjalnym drafcie wybierają eksperci stacji TNT, która od wielu lat ma monopol na transmitowanie Weekendu Gwiazd. I trzeba przyznać, że robi to rewelacyjnie.


Urozmaicenie to jest dosyć ciekawe, ale niestety nie zwiększa atrakcyjności Rookie Challenge. Co z tego, że w tym roku mecz był wyrównany, skoro i tak można było się w jego trakcie mocno wynudzić? To taka uboga wersja All-Star Game, tyle że z mniejszą ilością efektownych akcji i jeszcze gorszą grą w obronie. Niektórym zawodnikom zupełnie nie zależy na dobrym występie i nie ma się co dziwić, bo granie dla Teamu Webber i Teamu Hill nie ma żadnej rangi czy tradycji. A może warto by było podzielić zespoły według konferencji? Rookie Challenge ma sens, bo kreuje młode gwiazdy, które jeszcze nie cieszą się wielką popularnością. Nie warto więc z niego rezygnować, ale trzeba zwiększyć nieco jego znaczenie. W tym roku i tak było już lepiej, bo do niedawna NBA zapraszała na te mecze... dzieci, które szczelnie zapełniały halę i piszczały przy każdej możliwej okazji.


Konkurs wsiadów umiera


O ile ktoś czuł się rozczarowany brakiem emocji w piątkowym meczu, to co miał powiedzieć w sobotę? Poziom i atrakcyjność rozgrywanych tego dnia konkursów regularnie, ale wydaje się, że tegoroczna edycja była pod tym względem najgorsza od lat. A może nawet w całej historii...


Regularnie śledzących All-Star Saturday mogły zaskoczyć zmiany w Skills Challenge i konkursie rzutów za trzy punkty. W tym pierwszym rywalizowały pary, a w Three Point Contest wprowadzono specjalną stację, w której wszystkie piłki (tzw. moneyballs) miały podwójną wartość punktową. Ale czy naprawdę ktoś uważa, że urozmaicenia te były ciekawsze od poprzednich edycji?


Sobota w Weekendzie Gwiazd to taki dzień, w którym tak naprawdę liczy się tylko konkurs wsadów, a reszta wydarzeń pełni funkcję „zapełniaczy” antenowego czasu. NBA ma jednak duży problem, bo Slum Dunk Contest traci na wartości. Konkurs ten zyskał na świetności w 2000 roku, gdy po markowych wsadach Vince'a Cartera hala w Oakland omal nie eksplodowała. W późniejszych latach brakowało już takich pamiętnych występów, ale kolejni zawodnicy prześcigali się w ciekawych pomysłach i było co oglądać. Od pewnego czasu poziom kreatywności znacznie jednak spadł. Z tego powodu z występów rezygnują gwiazdy (m.in. LeBron James), a mniej znani zawodnicy nie budzą zbyt wielkich emocji. Szczytem kiczu w konkursie wsadów był oczywiście dunk Blake'a Griffina, który w 2011 załadował piłkę do kosza przeskakując nad... samochodem. Wówczas można było mieć wątpliwości, czy oglądamy konkurs na najefektowniejszy wsad czy też na najlepszy product placement. Wschodząca wówczas gwiazda Clippers musiała jednak wygrać, bo już wkrótce ruszała wielka kampania reklamowa koncernu KIA. Z Griffinem w roli głównej oczywiście...


Tym razem na szczęście nie musieliśmy ogądać takiej farsy, ale NBA znów popsuła zabawę, wprowadzając kolejne dziwne zmiany. Indywidualną rywalizację zastąpiono konkursem drużynowym, co moim zdaniem zupełnie zrujnowało ideę całej zabawy. Tym razem zawodnikom nie zależało już na wyróżnieniu się, przez co poziom okazał się jeszcze gorszy, niż w poprzednich latach. Występy Bena McLemora czy Harrisona Barnesa były wręcz kompletnym nieporozumieniem. Tylko Damian Lillard i John Wall wykonali po jednym efektownym wsadzie, a ten drugi sięgnął po nagrodę najlepszego dunkera wieczoru, na którego głosowali widzowie. Oficjalnym zwycięzcą był jednak Team East, złożony z Paula George'a, Terrence'a Rossa i kolegi z zespołu Marcina Gortata. Żaden z ich występów nie zapadnie nam jednak w pamięć, a cały konkurs zapamiętam jako jeden z najgorszych w historii.


NBA ma poważny problem, bo slam dunk contest dogorywa. A jeśli umrze, to nie będzie sensu organizowania pozostałych sobotnich wydarzeń. Ja najchętniej zobaczyłbym konkurs, w którym doszłoby do rywalizacji najlepszych dunkerów NBA z przedstawicielami ulicznej koszykówki. Taka formuła na pewno wzbudziłaby ogromne zainteresowanie, ale pytanie, czy streetballowcy nie zawstydziliby swoimi wsadami zawodników najlepszej ligi świata...


Mecz Gwiazd nie zawiódł


Honor Weekendu Gwiazd jak zwykle został uratowany przez All-Star Game. Oczywiście można narzekać, że duch rywalizacji z czasów Michaela Jordana i Magica Johnsona gdzieś uciekł, że teraz nie ma już w tym meczu ciekawych i zaciętych pojedynków, a przez znaczną większość spotkania obrona właściwie nie istnieje. Tegoroczny Mecz Gwiazd zaoferował nam jednak wiele efektownych zagrań, ciekawą końcówkę i przede wszystkim zaskakującego MVP. Wszyscy spodziewali się, że walkę o ten tytuł rozstrzygną między sobą Kevin Durant i LeBron James, ale pogodził ich Kyrie Irving. 21-letni zawodnik dopiero pracuje na status największej gwiazdy ligi – z trudem, bo jego Cleveland Cavaliers to jedna z najgorszych drużyn NBA, a współpraca z trenerem Mike'iem Brownem nie układa mu się najlepiej. Irving zdobył 31 punktów, rozdał 14 asyst i jak najbardziej zasłużenie sięgnął po nagrodę, którą pierwszy raz od 30 lat wręczał nie David Stern, a nowy komisarz ligi, Adam Silver. Głównie dzięki rozgrywającemu Cavs Wschód zniwelował 18-punktową przewagę Zachodu i zwyciężył 163-155. Warto dodać, że jeszcze w żadnym Meczu Gwiazd nie padła tak ogromna ilość punktów.


All-Star Game się uratuje. Sama możliwość oglądania na jednym parkiecie wszystkich najlepszych zawodników koszykówki to wielka przyjemność. W dodatku NBA pieczołowicie dba o tło tego meczu – w tym roku jedną z muzycznych gwiazd był Pharrell Williams, który dał całkiem niezły występ (na pewno lepszy niż śpiewający z playbacku Red Hot Chilli Peppers podczas Super Bowl).


W szarych barwach rysuje się za to przyszłość pozostałych wydarzeń będących częścią Weekendu Gwiazd. Jeśli NBA nie wpadnie szybko na nowartorskie, intrygujące pomysły, wyniki oglądalności piątkowych i sobotnich konkursów zaczną spadać. A na to dynamicznie rozwijająca się liga pod wodzą nowego komisarza nie może sobie pozwolić.


Następny Weekend Gwiazd odbędzie się w nowojorskiej hali Madison Square Garden, zaś rok później zawita do Kanady. Może to znak, że w 2017 roku pojawi się w Europie? NBA co roku rozgrywa na Starym Kontynencie mecze sezonu regularnego, więc All-Star Weekend w Londynie, Berlinie czy Barcelonie to tylko kwestia czasu. Oby tylko do tego czasu część jego idei nie umarła.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)