Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Jak Niemcy starają się być bardziej hiszpańscy

Jak Niemcy starają się być bardziej hiszpańscy

Piłka nożna | 20 lutego 2014 14:31 | Jakub Kacprzak


Wszyscy grają, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. Pamiętacie to słynne powiedzonko Gary'ego Linekera? Otóż od 1996 roku można uznać (chyba, że jest się Polakiem) ten cytat za mocno nieaktualny. Bowiem od 18 lat reprezentacja Niemiec nie wygrała żadnej dużej imprezy! Po zdobyciu mistrzostwa Europy, nasi zachodni sąsiedzi nie umieli udowodnić swej wyższości. Mundial 98 zakończyli na ćwierćfinale. Euro 2000 zakończyli na fazie grupowej, co wywołało trzęsienie ziemi i ogromne zmiany (m.in. w systemie szkolenia). W 2002 roku było już srebro na Mistrzostwach Świata, 2004 rok to kolejna kompromitacja w starciu z najlepszymi drużynami Starego Kontynentu i ponowny brak wyjścia z grupy. Dwa lata później mieli Mundial u siebie i wielki apetyt na złoto. Skończyło się brązowym medalem, co uznano za porażkę. Potem kolejne Euro to srebrny medal i porażka z Hiszpanią. Na Mundialu w RPA znów mieli brąz, a na ME 2012 przegrali w półfinale z Włochami.


Przypominam o tym nie bez powodu. Ostatnie trzy największe imprezy padły łupem Hiszpanii. Niemcy, którzy jako reprezentacja zawsze byli stawiani wyżej od podopiecznych Vicente del Bosque, czekają na tytuł od 18 lat. Jednak nie myślcie, że mądre głowy z DFB (Deutscher Fussball-Bund) nie kombinują jak zaistniałą sytuację zmienić. Wiadomo bowiem, że należy uczyć się od najlepszych. Dlatego też niemiecki futbol coraz mocniej przypomina ten w wydaniu hiszpańskim. Ostatnie lata to dominacja duetu monachijsko-dortmundzkiego, co przypomina sytuację z La Liga, gdzie Real Madryt i FC Barcelona od dawna są poza zasięgiem innych (wątpię, że Atletico wytrzyma presję i odbierze tytuł w tym roku). Również obydwie kadry narodowe budowane są bardzo podobnie. Obydwie jedenastki składają się praktycznie z zawodników dwóch klubów. W Niemczech z duetu FCB-BVB można stworzyć następującą jedenastkę: Neuer, Lahm, Hummels, Boateng, Schmelzer, Schweinsteiger, Kroos, Goetze, Reus, Grosskreutz, Muller. Sami zawodnicy z Monachium i Dortmundu. W Hiszpanii wyglądać to może tak: Casillas, Ramos, Puyol, Pique, Alba, Xavi, Iniesta, Fabregas, Xabi Alonso, Serio Busquets, Pedro.


Niemcy zrozumieli, że jeden z sekretów sukcesu Hiszpanii tkwi w zgraniu. Gdy inne reprezentacje zwołują na zgrupowanie piłkarzy rozsianych po całym kontynencie i kilkunastu klubach, Vicente del Bosque i Joachim Loew mogą po prostu skorzystać z dwóch miast, by stworzyć piekielnie mocną jedenastkę. Zresztą po rezerwowych nie muszą sięgać w dalekie zakątki. Dziś najlepsi piłkarze z Niemiec i Hiszpanii grają u siebie. Wyjątków jest niewiele. W Anglii grają Oezil, David Silva, Jesus Navas, Juan Mata i Alvaro Negredo. Loew do Hiszpanii musi dzwonić jedynie po Khedirę, a del Bosque do Niemiec po Javiego Martineza i Thiago Alcantarę. Może dla niektórych wydawać się to błahym argumentem, ale niezwykła siła tkwi w tym, iż zawodnicy spędzają ze sobą czas również w klubie. To wyrabia w nich automatyzm w grze i pewność, że będą wiedzieć jak podać do kolegi, by ten jak najlepiej wykorzystał swoje umiejętności. Obydwaj selekcjonerzy nie muszą robić łapanki, bo doskonale wiedzą, że to co najlepsze mają w jednym-dwóch miejscach. Nawet przykłady zagranicznych zawodników pokazują, że wolą oni trzymać się razem. City ma w swoim składzie Silvę, Navasa i Negredo. W Arsenalu razem z Oezilem jest Podolski.


Nawet budowa największych klubów w Niemczech i Hiszpanii wygląda podobnie. Bayern i Barcelona to mix mieszanki z udanymi transferami wielkich gwiazd. Na ostatni mecz z Arsenalem, w podstawowym składzie Dumy Bawarii wyszło pięciu reprezentantów Niemiec, a kończyło go sześciu. Barcelona przeciwko Manchesterowi City wystawiła siedmiu Hiszpanów. Dla porównania podam tylko, że przeciwko Dumie Katalonii w podstawowym składzie wybiegł jeden Anglik (drugi wszedł w drugiej połowie), a na Bayern Arsene Wenger wystawił trzech Anglików (mecz zakończył jeden). Ciekawostką niech będzie to, że dwie angielskie drużyny wystawiły łącznie pięciu swoich krajanów i tylu samo... Hiszpanów. Barcelona i Bayern Monachium na osiem ostatnich finałów Ligi Mistrzów, wystąpiły w sześciu, z czego wygrały cztery. Stawiając na wychowanków i dokupując krajowych zawodników na wysokim poziomie można osiągnąć dużo większy sukces niż poprzez wydawanie milionów na pojedynczych graczy.


Jednak aby Niemcy mogli w pełni dominować i równać się Hiszpanii, potrzebowali czegoś jeszcze. Postanowili więc ściągnąć trenera, który sprawił, że Barcelona stała się najpiękniej grającą drużyna na świecie i zdominowała światowy futbol. Pep Guardiola wydawał się być początkowo dla niektórych ryzykownym ruchem. W końcu zastępował Juppa Heynckesa, który wygrał z Bayernem wszystko co możliwe. Mało kto wierzył w to, że Guardiola może udoskonalić bawarskie dzieło mistrza Heynckesa. Większość spodziewała się raczej popsucia tego co dobre. A jednak. Hiszpan swoim geniuszem znów zaskoczył wszystkich i sprawił, że niemiecki kolos, nie ma glinianych nóg. Co więcej. Działa sprawnie i płynnie jakby był baletnicą, a nie kolosem. W Bayernie mieliśmy wielu wybitnych szkoleniowców. Wspomniany Heynckes, Ottmar Hitzfeld, Luis van Gaal, Felix Magath. Co ciekawe próbowano już wcześniej iść w ślady Barcelony. Gdy rządził nią już Guardiola, władze Bayernu stwierdziły, że też spróbują „Swojego człowieka”. Zatrudnili więc . Niestety okazał się on ogromnym niewypałem. Został zwolniony po zaledwie 302 dniach pracy. W 2Jurgena Klinsmanna9 spotkaniach wygrał 16 razy, 6 zremisował i 7 przegrał. Dla porównania Guardiola w 21 meczach ma bilans 19/2/0.


Kataloński szkoleniowiec nie tylko wprowadził własne zwyczaje, ale i usprawnił w Bayernie to, co wydawało się już perfekcyjne. Mianował defensywnym pomocnikiem Philippa Lahma, co wielu uznało za szaleństwo. Jednak Pep wiedział co robi. W Barcelonie centralnym punktem zespołu był Xavi, którego warunkami fizycznymi Lahm bardzo przypomina. Okazało się, że człowiek, który całe życie spędził na boku obrony, okazuje się być urodzonym rozgrywającym. Bayern zaczął płynnie zmieniać formy ataku, czego za Heynckesa często brakowało. Dziś Bawarczycy mogą zacząć akcję od długiego, krosowego podania Dante na skrzydło, grać atakiem pozycyjnym, grać prostopadłymi podaniami w środku pola, czy liczyć na indywidualny geniusz swoich skrzydłowych Robbena i Ribery'ego. Guardiola sprawił, że Bayern jest jeszcze mocniejszy co wydawało się niemożliwe.


Warto także wspomnieć o Borussi, która opierając się na sprowadzaniu młodych talentów i wstawianiu do skład wychowanków ujarzmiła monachijczyków na dwa lata, a w minionym sezonie zagrała przeciwko nim w Lidze Mistrzów. Był to pokaz dominacji niemieckiego futbolu. W pamiętnym finale zmierzyli się przeciwko sobie dwaj niemieccy trenerzy, a na murawę w podstawowym składzie wybiegło dwunastu Niemców, a dodatkowych dwóch pojawiło się w trakcie spotkania. Łącznie w obydwu składach było 19 Niemców. Dla porównania w angielskim finale Manchester United – Chelsea Londyn z 2008 roku, Anglików w podstawowym składzie wybiegło łącznie dziesięciu, a żadnego nie było na ławce rezerwowych.


Niemcy wyciągnęli wnioski, których brak u Anglików czy Francuzów. Najlepszy reprezentant Trójkolorowych gra dla Bayernu. Nie dla PSG, Monaco, Lyonu czy Marsylii. Nawet Real Madryt lubujący się w zagranicznych piłkarzach w końcu zmienił podejście do ustalania składu. W ostatnim meczu przeciwko Getafe, pięciu Hiszpanów wyszło w podstawowym składzie, w barwach Królewskich. Kolejnych czterech mieliśmy na ławce rezerwowych (dwóch weszło w trakcie spotkania). Klub ze stolicy Hiszpanii zaczyna także pojmować, że skoro mają piłkarzy ze swojego kraju, którzy stanowią o futbolowej sile, to koniecznym jest, by na nich stawiać. Zrozumieli to w Niemczech, gdzie trzy najlepsze drużyny obecnego sezonu, a więc Bayern, Bayer Leverkusen i Borussia, są budowane na niemieckich fundamentach. W ostatniej kolejce ligowej, w barwach tych trzech drużyn wybiegło na murawę od pierwszej minuty łącznie 18 niemieckich piłkarzy. W Hiszpanii w barwach Barcelony, Realu i Atletico 17 (18 jeśli weźmiemy pod uwagę Diego Costę). A w Anglii? Chelsea, Arsenal i Manchester City zaczęły ostatnie ligowe spotkania zaledwie pięcioma Anglikami.


Widać jak na dłoni, że Niemcy szybko pojęli co dziś liczy się w futbolu. Hiszpanie jako przewodnicy brani są za przykład. Nawet pod względem taktyki obydwie kadry są do siebie podobne. Zarówno Loew jak i del Bosque grają jednym napastnikiem, stosując różne warianty ustawienia 1-4-5-1. W oby przypadkach styl gry opiera się na starannym rozgrywaniu piłki, dominacji w środku pola i doskonałym podaniom krosowym, oraz prostopadłym. W środku pola mają zawodników, którzy mogą bezbłędnie wykonywać różne role. Widać jak niemiecka piłka zmienia się, wzorując na tym co prezentują Hiszpanie. Należy sobie zadać pytanie: czy dobrze się dzieje?


Cóż. Dopóki niemieckie auta nie zaczną działać jak hiszpańskie, Hiszpanki nie upodobnią się do Niemek, a hiszpańskie jedzenie nie zamieni się w niemieckie, to jestem absolutnie spokojny o zmiany w futbolu. Bowiem jeśli chce się być najlepszym, trzeba brać z najlepszych przykład. Niemcy mają wiele lat posuchy w zwyciężaniu na arenie reprezentacyjnej. Dlatego też spróbują w tym roku na Mundialu w Brazylii pokazać, że zmienili się i są gotowi powalczyć o złoto. Przeszkodzić im będą chcieli Hiszpanie, którzy bronią tytułu. I szczerze? Jeśli w finale nie zagra Brazylia z Argentyną (wymarzony finał!), to ja poproszę o starcie Niemcy – Hiszpania. Bowiem obejrzeć te dwie drużyny w grze o taką stawkę, będzie czystą rozkoszą!




Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)