Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sobota w Premier League. Terry bohaterem Chelsea, zwycięstwa pierwszej trójki (wideo)

Sobota w Premier League. Terry bohaterem Chelsea, zwycięstwa pierwszej trójki (wideo)

Piłka nożna | 22 lutego 2014 21:04 | Sebastian Ibron
Gol Terry'ego w 93 minucie przesądził o zwycięstwie w hitowym meczu tej kolejki
fot. Premier League / facebook.com
Gol Terry'ego w 93 minucie przesądził o zwycięstwie w hitowym meczu tej kolejki

Sobota w Premier League to natłok często interesujących spotkań. Dzisiaj nie zanotowaliśmy raczej szokujących rezultatów, czy też kanonad, ale za to nie brakowało emocji, comebacków, czy po prostu dobrej piłki. Zapraszamy więc na przegląd dzisiejszych spotkań w lidze angielskiej!


Dzień rozpoczęliśmy od wizyty na Stamford Bridge, gdzie Chelsea gościła Everton. Gospodarze nie zamierzali opuszczać wygodnego fotela lidera, lecz nie zanosiło się, by goście chcieli im to ułatwić. „The Toffies” są bardzo niewygodnym przeciwnikiem, co zresztą w tym meczu pokazali. Pierwsza część spotkania zawierała śladowe elementów szachowych, ostatecznie jednak nie należała do najnudniejszych. Więcej sytuacji stworzyli sobie podopieczni Roberto Martineza, ale ani Pienaar, ani Coleman, czy Osman nie potrafili pokonać Petra Cecha. Druga część była już raczej pod dyktando Chelsea, ale przez bardzo długi czas nic piłka nie mogła znaleźć miejsca w siatce Evertonu. Próbował Hazard, próbował Schurrle, próbował Ivanović, lecz Tim Howard wyczyniał cuda w bramce. W końcu i Amerykanin musiał skapitulować. Już w 93 minucie dośrodkowanie Franka Lamparda z rzutu wolnego wykorzystał kapitan gospodarzy, John Terry i tym samym trzy oczka zostały na Stamford Bridge.


Tak padła jedyna bramka w tym meczu.


Więcej o meczu na naszym portalu.


W innej części Londynu też się zapowiadało ciekawe spotkanie. I rzeczywiście, od początku sporo się działo. Na Emirates od mocnego uderzenia rozpoczął Arsenal. Znakomitą asystą popisał Jack Wilshere, a sytuację sam na sam wykorzystał Oliver Giroud. To nie był koniec. Drugie trafienie w 31 minucie ponownie dołożył snajper Arsenalu, a losy spotkania zostały przesądzone w 42 minucie, kiedy po fantastycznej wymianie piłki (akcja weekendu? Gif poniżej) do bramki Sunderlandu trafił Tomas Rosicky. Wydawało się, że jest pozamiatane. Druga połowa powinna być całkowicie pod kontrolą „Kanonierów” – w końcu na to wskazywałaby logika. Tak jednak do końca nie było. Giaccherini dwoił się i troił i bywało groźnie pod bramką Szczęsnego, ale to jednak Laurent Koscielny umieścił piłkę w siatce po wrzutce z kornera Santiego Cazorli. Nie był to gol ustalający wynik, gdyż przyjezdni zażarcie walczyli o bramkę honorową. W 81 minucie Emanuele Giaccherini uderzył obok bezradnego Wojciecha Szczęsnego. Mecz zakończył się rezultatem 4:1 i Arsenal nie dał uciec rywalom w tabeli, Chelsea oraz Manchesterowi City.

 


W jeszcze innej części stolicy Anglii też się zaczęło dość ciekawie. Pojedynek dwóch drużyn strefy średniej rozpoczął się energicznie. Na Boleyn Ground już w 9 minucie na prowadzenie wyszli przyjezdni z Southampton za sprawą bramki Maya Yoshidy. Najciekawsze jednak dopiero miało przyjść. W 20 minucie ładną zespołową akcję na bramkę zamienił Matthew Jarvis, lecz to nie wszystko. West Ham szedł za ciosem i za sprawą Carltona Cole’a, „Młoty” odwróciły losy spotkania. Druga część meczu była niezwykle dynamiczna. Działo się bardzo dużo, ale przez jakiś czas żadna z drużyn nie była w stanie udokumentować stworzonych sytuacji. To udało się dopiero w 71 minucie za sprawą – co nie jest żadną niespodzianką – Kevina Nolana. Później okazje na zdobycie gola mieli zarówno goście, jak i gospodarze, ale do końca już żadnej bramki nie mieliśmy szansy zobaczyć.


Za to nie najciekawiej zapowiadało się spotkanie West Bromwich z Fulham. Pierwsza połówka nie zamierzała wyprowadzić nas z założenia, że nie będzie to fascynujące spotkanie. Mecz mógłby być swobodnie puszczany jako środek nasenny. I założę się – że byłby bardzo skuteczny. Mieliśmy podręcznikową definicję piłkarskich szachów. W zasadzie – jedyne, co można odnotować, to gol Dejagaha po zagraniu Richardsona z lewej strony. Druga połowa była podobna do pierwszej. Pojedyncze okazje oraz przewaga gospodarzy. Ci sumiennie starali się wypracować bramkę i w końcówce dopięli swego. W 86 minucie – z pomocą szczęścia – Vydra umieścił piłkę w siatce, po wcześniejszym odbiciu się owej od pleców Stekelenburga. Tym samym mamy remis, i co tu dużo mówić. Po mało interesującym spotkaniu Fulham – zdaje się, że niezasłużenie – wywozi punkt z The Hawthorns.


Z kolei na Etihad zapowiadało się dopełnienie wszelkich przewidywań. City nie dopuszczało straty punktów w pojedynku ze Stoke. Obie drużyny stwarzały sobie sytuacje w pierwszej części spotkania, ale bez efektu, gdyż znakomicie spisywali się golkiperzy. Dwie dobre okazje miał Charlie Adam, a gościom zagrażał głównie Dzeko oraz Fernandinho. Bramkarze byli jednak nieugięci i mieliśmy bezbramkowy rezultat po pierwszych 45 minutach. Goście musieli przycisnąć w drugiej połówce, ale szło im to bardzo topornie. Pomimo przeciwności, w 70 minucie po – wreszcie – ładnej akcji, bramkę plasowanym strzałem zdobył Yaya Toure. Ciężko było liczyć na więcej goli, jeśli Edin Dzeko zaliczał takie pudło. „Obywatele” zwyciężają ze Stoke 1:0.

 

Więcej o meczu na naszym portalu.


Dość intrygująco zapowiadało się spotkanie w stolicy Walii. Obejrzeliśmy naprawdę dobrą połówkę w Cardiff. Tam podopieczni Ole Gunnara Solskjaera podejmowali Hull City. Dla gospodarzy każdy mecz jest jak możliwość wzięcia haustu powietrza. Z tej możliwości jednak nie potrafili korzystać. W 18 minucie oko w oko z Marshallem stanął Jelavić, lecz piła po jego uderzeniu nie znalazła miejsca w siatce. Co się odwlecze, to nie uciecze. Minutę później potężnym uderzeniem prowadzenie gościom dał Huddlestone. Wyrównanie mogło wydawać się tylko formalnością, bo gospodarze zdeterminowanie do tego dążyli, ale to Jelavić zdobył bramkę i w 39 minucie Hull prowadziło 2:0. Druga część spotkania miała być pogonią Cardiff, lecz te plany zniweczył po raz kolejny Jelavić w 57 minucie uderzeniem głową. Obrońcy gospodarzy grali bardzo beztrosko – i to zostało kolejny raz wykorzystane. Po raz czwarty. Tym razem skarceni zostali przez Livermore’a, który pięknym uderzeniem przypieczętował zwycięstwo „Tygrysów”.


Ostatni mecz tego dnia zapowiadał się raczej na dość jednostronny. Tak też było. Pierwsza połowa to absolutna dominacja Manchesteru United. Crystal Palace nie miało nic do powiedzenia, a najlepszym tego dowodem jest posiadanie piłki. 28% do 72%. Druzgocąca przewaga. „Czerwone Diabły” nie przekłuły jej jednak na zdobycz bramkową, a kilka okazji ku temu było. Goście wzięli się jednak w garść w drugiej połowie. Od początku zaczęli stwarzać sytuacje i przestało to wyglądać na masochistyczne, bezcelowe walenie głową w mur. Najpierw bramkę zdobył van Persie, w 62 minucie, ale United szli za ciosem i trafienie numer dwa dołożył Wayne Rooney ładnym wolejem. Więcej okazji nie było, a spotkanie zakończyło się wynikiem 2:0.


Więcej o meczu na naszym portalu.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)