Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sobota w T-ME. Nudny remis w Zabrzu, Pawłowsko - Kownacka masakra Piasta

Sobota w T-ME. Nudny remis w Zabrzu, Pawłowsko - Kownacka masakra Piasta

Piłka nożna | 01 marca 2014 20:50 | Sebastian Ibron
Szymon Pawłowski zdobył dwie bramki
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Szymon Pawłowski zdobył dwie bramki

Sobota przyniosła nam dwa odmienne dania. Jedno czerstwe, nieświeże i ciężkie do strawienia, a drugie w połowie z jednej z bardziej obskurnych restauracji w mieście, ale tak 'na szybko' do zjedzenia, i w połowie prosto z najdroższej restauracji w kraju. Innymi słowy. Mecz w Zabrzu był ciężki do żdzierżenia, lecz pojedynek w stolicy Wielkopolski był bardzo przyjemny do obserwowania. Furorę w kilka minut zrobił Kownacki dwoma asystami, a Pawłowski przypomniał sobie, jak należy grać w piłkę. Lecz po kolei.

 

Górnik Zabrze – Korona Kielce 0:0 (0:0)


Ten dzień w lidze rozpoczęliśmy od starcia w Zabrzu. W piłkarskim żargonie taką pierwszą połówkę zwykło nazywać się „meczem walki”, czy też „piłkarskimi szachami”. Przez długi czas mogło zdawać się, że jedyne zagrożenie obie drużyny mogą stwarzać jedynie po stałych fragmentach. W 28 minucie próbowali nas z błędu wyprowadzić kielczanie. Młody Cebula zagrał prostopadle do Kiełba. Ten pomimo jakichś dwóch lat na zastanowienie się, w który róg uderzyć, przymierzył źle i bramki nie ujrzeliśmy. Nie było łatwo, gdyż wszystko wydawało się starać znużyć na tyle, by wyłączyć telewizor, czy też kartę w przeglądarce. Ale nie daliśmy się. Wytrzymaliśmy. I do końca pierwszej części nic ciekawego już nie ujrzeliśmy. Najwidoczniej duch wczorajszego meczu przyjaźni na Pomorzu jeszcze się utrzymywał.


W drugiej części gościom postanowił pomóc Maciej Mańka. W 54 minucie sfaulował on Macieja Korzyma. Za to przewinienie słusznie ujrzał czerwony kartonik. I gra się ruszyła. Było żwawiej, ale brakowało konkretyzacji. Korona zaczęła (co w pełni zrozumiałe) grać więcej atakiem pozycyjnym, a Górnik więcej kontrował. Były próby fajnych akcji, fajnych strzałów, no i można było mieć nadzieję na jakąkolwiek bramkę. Górnik, mimo osłabienia, starał się zakładać wysoki pressing, lecz jak to w tym meczu bywało – na niewiele się to zdało.


Trochę chaosu, trochę walki, trochę kopania się po kostkach i wszelkich innych częściach ciała oraz troszkę gry w piłkę. Tak można podsumować drugą połówkę w Zabrzu. Nasz typ się potwierdził. Twierdziliśmy, iż padnie remis. Tak też się stało. Górnik w trzecim meczu wiosną jest ciągle bez gola, a Korona dalej nie zwyciężyła na wyjeździe. Wynik bezbramkowy, nie będziemy raczej rozpamiętywać tego spotkania.


Lech Poznań – Piast Gliwice 4:0 (1:0)
Pawłowski 39’, 86, Teodorczyk 75’, Linetty 90+2


„Kolejorz” już na początku siadł na przeciwniku. Momentalnie zaczęło być groźnie pod bramką przyjezdnych. Swoje okazje mieli Hamalainen oraz Teodorczyk, jednak za każdym razem brakowało dokładności lub po prostu koncentracji. Z kolei Piast nie potrafił zbliżyć nawet się do pola karnego gospodarzy. Prędko tracili piłkę, często jeszcze na swojej połowie, a gospodarze skrupulatnie to wykorzystywali. No, do momentu, w którym należało uderzyć na bramkę. Ale ileż można pudłować. W 35 minucie Pawłowski zrobił to, czego nie udało się zrobić Teodorczykowi w kilku sytuacjach. Przymierzył po krótkim słupku i wydawało się, że od tego momentu mogło być tylko lepiej. Później jeszcze były jakieś okazje, jednak nie były one na tyle dogodne, by z nich skorzystać. Pierwsza połowa to całkowita dominacja Lecha. Tylko Bogu Piast może zawdzięczać, że nie dokonano na nich egzekucji i było jedynie 0:1.


Druga połówka rozpoczęła się w nieco odmienny sposób. Piast wreszcie zapanował choć chwilę nad futbolówką. Starali się grać nieco szybciej, ale to nie przynosiło oczekiwanych efektów. Po kilku minutach wszystko wróciło jednak do normy i to Lech znów dominował na boisku. Lechici dochodzili do naprawdę niezłych okazji. Teodorczyk miał jedną z najlepszych. Otrzymał wrzutkę od partnera i uderzył tzw. szczupakiem z pięciu metrów. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł jednak Jakub Szumski, efektowną paradą. Sporo sytuacji było potrzebnych, by wreszcie padł drugi gol. Do pierwszego gola, Kownacki dołożył również pierwszą asystę. Niczym stary wyga odebrał piłkę Osyrze, a następnie zagrał idealnie do Teodorczyka. Piłka poszła pomiędzy obrońcę a bramkarza, a Teo zrobił to, co napastnikowi robić wypada. Wydawało się, że ostatni kwadrans już nie powinien przynieść niespodzianki. I nie przyniósł. Lech dorzucił dwa trafienia. Najpierw zza pola karnego strzelił Pawłowski, a później fantastyczną asystę zaliczył Dawid Kownacki, który dograł na nos do Karola Linetty’ego. Bezpośrednio po bramce sędzia zakończył spotkanie.


Lech zwyciężył aż 4:0. Wynik w pełni zasłużony, a naprawdę mógł być wyższy. Lechici zmarnowali wiele okazji, a przodował w tym procederze Łukasz Teodorczyk. Swoje okazje wykorzystał Pawłowski, a fantastycznie wprowadził się młody Kownacki, który zaliczył dwie wspaniałe asysty. Najlepszym zawodnikiem meczu należy uznać jednak Pawłowskiego, który przez cały mecz był bardzo aktywny, a potyczkę zakończył z dorobkiem dwóch goli. Lech gromi „Piastunki” aż 4:0 i rehabilituje się fanom za hańbiącą porażkę w Szczecinie.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)