Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna David Abwo znów bohaterem Zagłębia! Niedzielne granie zakończone skandalem w stolicy

David Abwo znów bohaterem Zagłębia! Niedzielne granie zakończone skandalem w stolicy

Piłka nożna | 02 marca 2014 20:07 | Przemysław Drewniak
Davidowi Abwo wystarczyło 20 minut, by ponownie zostać bohaterem "Miedziowych"
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Davidowi Abwo wystarczyło 20 minut, by ponownie zostać bohaterem "Miedziowych"

Ciężko o pełne zadowolenie po dniu spędzonym z meczami T-Mobile Ekstraklasy. Zazwyczaj na przeszkodzie stoi niski poziom któregoś z rozegranych meczów, ale dziś pod tym względem nie było na co narzekać. W spotkaniach Cracovii ze Śląskiem i Zagłębia z Zawiszą było na co popatrzeć, i choć mierzyły się zespoły z drugiej części tabeli, to dobrego futbolu, a nawet pięknych bramek nie zabrakło. Dobry smak popsuł nam jednak mecz Legii z Jagiellonią, przerwany z powodu zamieszek na trybunach Pepsi Areny.

 

Cracovia 0-1 Śląsk Wrocław
45' Marco Paixao


Śląsk pod wodzą nowego trenera Tadeusza Pawłowskiego trochę odżył i przerwał passę ośmiu meczów bez zwycięstwa w lidze. Wrocławianie zaprezentowali się przy Kałuży z całkiem niezłej strony i po golu swojego nowego kapitana, Marco Paixao, zasłużenie pokonali coraz słabszą Cracovię.


Choć mecz w Krakowie nie przyniósł żadnych fajerwerków, to był toczony w dosyć szybkim tempie i mógł się podobać. W pierwszej połowie lekka inicjatywa należała do gospodarzy, ale kibice "Pasów" mogli przeżywać deja vu. Ich drużyna znów miała przewagę w posiadaniu piłki, grała dosyć ładnie, ale miała z tego niewiele. Gdy już udało się wykreować coś ciekawego pod bramką Mariana Kelemena, to zazwyczaj brakowało dokładnego wykończenia. Szczególnie w przypadku Sebastiana Stebleckiego, który przed przerwą zmarnował dwie bardzo dobre szanse na objęcie prowadzenia.


Cracovia grała, a rywale strzelali. Tak było w poprzednich meczach z udziałem drużyny Wojciecha Stawowego i tak było też przeciwko Śląskowi. W ofensywie goście swoją grą nikogo nie czarowali, ale wystarczyła im jedna dobrze rozegrana akcja, by trafić do siatki i jak się później okazało, rozstrzygnąć o losach meczu. W 45. minucie z lewej strony ładnym dośrodkowaniem popisał się Dudu, a na długim słupku akcję zamknął Sylwester Patejuk, świetnie zagrywając z pierwszej piłki do Marco Paixao. Snajper Śląska nie miał najmniejszych problemów z wykończeniem akcji i strzelił swoją 13. bramkę w tym sezonie.


Po zmianie stron solidnej piłki było trochę mniej, ale Cracovia miała swoje okazje na wyrównanie, szczególnie w końcówce. Doskonale między słupkami spisywał się jednak Marian Kelemen, który obok Paixao i Dalibora Stevanovicia (tak, tak!) był jednym z najlepszych zawodników drużyny z Wrocławia.


Przez kilka dni pracy z drużyną Tadeusz Pawłowski nie miał prawa wprowadzić wielu zmian, ale porównaniu do ostatnich spotkań Śląsk wyglądał znacznie lepiej. Piłkarze dużo biegali, solidnie prezentowali się w środku pola i było widać w nich energię do gry, której tak brakowało im w kilku ostatnich meczach. W wyjściowym składzie wrocławian pojawiło się dwóch debiutantów. Słowacki skrzydłowy Robert Pich pokazał, że opinie o jego wysokich jak na polską ekstraklasę umiejętnościach nie są wyssane z palca. Nie pokazał niczego nadzwyczajnego, ale jak na debiut w nowej drużynie imponował aktywnością, techniką i spokojem w rozgrywaniu piłki. Znacznie gorzej spisał się za to Mateusz Machaj, który zastępował na środku pomocy Sebastiana Milę. Były zawodnik Lechii niczym się nie wyróżnił i przez większość meczu pozostawał niewidoczny.


Przypomnijcie sobie dowolny przegrany mecz Cracovii z tego sezonu i odpowiecie sobie na pytanie, dlaczego "Pasy" po raz kolejny poległy na własnym boisku. Drużynie Wojciecha Stawowego oprócz solidnych obrońców brakuje przede wszystkim napastnika. Występ na tej pozycji Vladimira Boljevicia w derbach Krakowa był nieporozumieniem, dlatego też tym razem na "szpicy" wystąpił Przemysław Kita. 20-latek kilka razy w tym sezonie (także tydzień temu na Wiśle) pokazywał się z niezłej strony, ale wtedy, gdy pojawiał się na murawie jako zmiennik. Przeciwko Śląskowi zagrał w pierwszym składzie i przekonał się, na czym polega różnica. Nie mając przed sobą podmęczonych rywali przegrywał pojedynki z Kokoszką i Grodzickim, a Stawowy ściągnął go już po 45 minutach, zastępując Denissem Rakelsem. Łotewski imprezowicz zaprezentował się jednak chyba jeszcze bardziej mizernie od Polaka.


Cracovia przegrała czwarty mecz z rzędu i posada Stawowego jest coraz bardziej zagrożona, o ile Wojciech Filipiak już nie postawił na nim krzyżyka. Szkoda, bo trener "Pasów" miał swoją wizję, stworzył jesienią najładniej grającą drużynę w Ekstraklasie i zamiast mu pomóc, zaczęto rozbierać skład. Kibice Śląska mogą za to uwierzyć, że ten sezon nie jest jeszcze całkiem stracony. Pawłowski zaliczył udany ponowny debiut w roli szkoleniowca i spróbuje powalczyć o pierwszą ósemkę.


PIŁKARZ MECZU: Marian Kelemen - przez cały mecz był mocnym punktem swojego zespołu, a w końcówce kilka razy ratował Śląskowi zwycięstwo.


Zagłębie Lubin 3-1 Zawisza Bydgoszcz
L'ubomir Guldan 25', David Abwo 79', Arkadiusz Piech 83' - Michał Masłowski 85'


Jeszcze niedawno niektórzy widzieli Cracovię i Zawiszę w walce o czołowe pozycje. Dziś już nikt nie postawiłby na to pieniędzy, a nawet obecność obu tych drużyn w pierwszej ósemce stoi pod znakiem zapytania. Choć z pierwszym meczu wiosny Zawisza wygrał przy Kałuży, to w dwóch następnych kolejkach niczym nie przypominał drużyny z jesieni. Podobnie było w Lubinie, gdzie "Zetka" była gorsza od Zagłębia i przegrała zasłużenie.


W pierwszej połowie "Miedziowi" mieli zdecydowaną przewagę. Stworzyli sobie kilka okazji do zdobycia bramki i tylko brak wykończenia lub dobre interwencje Wojciecha Kaczmarka uratowały gości przed stratą więcej niż jednego gola. Jedyne trafienie padło po stałym fragmencie gry, gdy dośrodkowanie z rzutu wolnego Manuela Curto wykorzystał Lubomir Guldan.


Gospodarze wyglądali solidnie w każdej formacji. W defensywie nieomylny był Elvidin Dżinić, który wyłączał z gry Bernardo Vasconcelosa, aktywnie na bokach obrony poczynali sobie Paweł Widanow i szczególnie Bartosz Rymaniak, a dzięki Łukaszowi Piątkowi, Guldanowi i Curto Zagłębie wygrało walkę o środek pola. Szczególnie imponował Portugalczyk, który ładnie rozrzucał piłki na skrzydła i napędzał ataki swojej drużyny.


Dużo słabiej Curto prezentował się jednak po przerwie, gdy Zawisza w końcu ruszył do ataku. W pierwszej połowie podopieczni Ryszarda Tarasiewicza byli bezzębni, ale po zmianie stron przycisnęli i przez moment bramka dla gości wisiała nawet w powietrzu. Bardzo dobrze spisywał się jednak Silvio Rodić, który notował świetnie interwencje po strzałach Vasco, Ziajki czy Dudka.


Wydawało się, że Zawisza nabiera wiatr w żagle, ale obraz gry zmieniło pojawienie się na boisku Davida Abwo. Bohater ostatnich dwóch meczów Zagłębia tym razem rozpoczął mecz na ławce rezerwowych, bo według Oresta Lenczyka nie jest jeszcze fizycznie przygotowany do gry w pełnym wymiarze czasowym w każdym meczu (z powodu kontuzji opuścił znaczną część zimowych treningów). Nigeryjczyk wszedł na murawę na ostatnie 20 minut i wraz z Arkadiuszem Piechem "zabił" ten mecz. Najpierw po dynamicznej akcji i dokładnym podaniu tego drugiego uprzedził Ziajkę i wpakował piłkę do siatki, a później wcielił się w rolę asystenta. Pamiętacie gol Zlatana Ibrahimovicia z meczu LM z Bayerem Leverkusen? Porównanie na wyrost, ale podobieństwo nasuwa się same. Tak jak Blaise Matuidi, Abwo przytrzymał futbolówkę w polu karnym, wycofał ją do nadbiegającego Piecha, a ten strzałem z piłki trafił w samo okienko bramki Zawiszy. Tym samym w odstępie zaledwie trzech minut Zagłębie przesądziło o swoim zwycięstwie. Podopieczni Oresta Lenczyka zdobyli wiosną już siedem punktów i coraz bardziej oddalają się od strefy spadkowej.


Zawisza miał dobry moment na początku drugiej połowy meczu, ale nie wykorzystał swoich sytuacji i dopuścił się zbyt wielu błędów w obronie. Na słowo "kryzys" za wcześnie, ale wydaje się, że granie takim samym wyjściowym składem w każdym niemal meczu zaczyna odbijać się negatywnie na grze drużyny Tarasiewicza. Dziś szkoleniowec bydgoszczan zaczął przeprowadzać zmiany dopiero w... 88. minucie meczu. Inna sprawa, że na ławce rezerwowych brakowało mu kandydatów do podniesienia jakości gry. Dziś bardzo przeciętnie zaprezentowali się chociażby Luis Carlos czy Jakub Wójcicki, a więc piłkarze, którzy jesienią ciągnęli grę "Zetki". W Lubinie Zawiszę stać było tylko na honorowe trafienie, a jego autorem był Michał Masłowski.


PIŁKARZ MECZU: David Abwo
- w 20 minut pobytu na boisku zrobił więcej, niż Robert Jeż przed dwa lata gry w Zagłębiu. Jego wiosenny dorobek przedstawia się imponująco: 4 gole i 2 asysty w 3 rozegranych meczach. 


Legia Warszawa 0-0 Jagiellonia Białystok (przerwany po 45. minutach z powodu zamieszek na trybunach)


Skandal. I to więcej niż jeden. Pierwszym nieporozumieniem była decyzja o zamknięciu "Żylety". Trzeba mieć umysł na poziomie kiboli włamujących się na sektor gości, żeby decydować się na taki ruch wiedząc, że przecież wszyscy ludzie zasiadający w młynie Legii przejdą na inne sektory,  zajmując tym samym miejsca Bogu ducha winnym "januszom". Gdyby szalikowcy Legii siedzieli na swoim sektorze, mieliby za daleko do znajdującego się po przeciwnej stronie sektora gości i zapewne nic by się nie stało. Drugi skandal dotyczy oczywiście zachowania policji. Nie znamy jeszcze żadnych szczegółów tych zajść, ale to nie do pomyślenia, by na spełniającym wszystkie wymogi bezpieczeństwa nowoczesnym stadionie doszło do podobnych wydarzeń. Zachowanie kiboli pomijamy, bo po prostu szkoda na to słów. Zwyciężył idiotyzm, przegrała piłka. Niestety.


Mecz Legia-Jagiellonia od strony piłkarskiej? Ciężko tu o jakieś konstruktywne wnioski, bo o pierwszej i jedynej połowie tego spotkania możemy powiedzieć jedynie tyle, że się odbyła. Mniej więcej od 25. minuty większość ludzi na stadionie i tak zwracała uwagę na to, co dzieje się na trybunach, a piłkarzom na pewno też udzieliła się nerwowa atmosfera. Od początku spotkania brakowało ciekawych akcji, a gra toczyła się głównie w środku pola. Pod względem czysto piłkarskim było to najgorsze kilkadziesiąt minut spośród niedzielnych meczów Ekstraklasy. Jak to się zakończy? Zapewne walkowerem dla Legii, która znów musi płacić za idiotyzm stadionowych bandytów.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)