Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Czyja to wina, że piłkarz się wypina?
Na Stadionie Śląskim Polacy grali jak z nut
fot. Michał Chmielewski
Na Stadionie Śląskim Polacy grali jak z nut

Czyja to wina, że piłkarz się wypina?

Piłka nożna | 06 marca 2014 11:59 | Michał Chmielewski

 Od czasu eliminacji do Mistrzostw Europy na terenie Austrii i Szwajcarii polscy piłkarze grają źle. To widać wyraźnie jak będący w pełni księżyc w bezchmurną noc. Po zespole, który we wspaniałym stylu wiązał nogi Portugalczykom i Belgom, zostało zaledwie wspomnienie. Od czasu przejęcia selekcji przez Franciszka Smudę, a później Waldemara Fornalika, coś się posypało. Zadanie pozamiatania pyłu na jedną kupę otrzymał Adam Nawałka. Lecz i on zdaje się nie wiedzieć, gdzie pies leży pogrzebany.

 

Bo nie ufam człowiekowi, który po przegranym spotkaniu stoi pewny siebie i recytuje odpowiedzi, jakby wcześniej napisał je na kartce. Wyglądał nie jak zdrowo wkurwiony trener, tylko jak niemający nic konkretnego do przekazania rzecznik prasowy. Nie ufam bossowi, który po fatalnej i leniwej pierwszej odsłonie – zamiast dokonać istotnych zmian – czeka na cudowny zwrot sytuacji. Trzy mecze pod jego wodzą były – zamiast sygnałem pozytywnych przeobrażeń – absolutnym pokazem bezradności. Czyli wszystko w normie.

 

Uszy mnie już bolą, jak po raz setny słyszę o „ogromnym potencjale jednostek, którego z niewyjaśnionych przyczyn nie sposób przełożyć na grę całego organizmu”. Drażni mnie temat „rewelacyjnego trio” z Borussii, „nieokiełznanego Soboty” z Brugge czy Krychowiaka, co to w lidze jest wyróżniającym się talentem. Do cholery, skoro tacy to są wspaniali piłkarze, co sprawia, że gwiazdozbiór (słowo mocno na wyrost) świeci ciemniej od jednostki? Bo im się zwyczajnie poprzewracało w dupach.

 

Kadra narodowa jeszcze dziesięć lat temu była dla Polski i Polaków drużyną najwyższego honoru. Kierował nią charyzmatyczny człowiek z pomysłem, który miał pod sobą grupę ambitnych, walczących o swoje kariery ludzi. Wyjazd na mistrzostwa poprzedzony udanymi eliminacjami był bramą do pieniędzy, większych klubów i okazją do bycia zauważonym. A dziś? Dziś polski futbol jest rewelacyjnym paradoksem. Gracze głównie budują renomę na zagranicznej płaszczyźnie klubowej, dopiero z której trafiają pod skrzydła selekcjonera. Nie ma już sensu wylewać łez za ojczyznę, skoro większe korzyści (w sensie materialnym) odnieść można w zespole komercyjnym. Tam większe są pieniądze, tam więcej przyjeżdża skautów i więcej osób się Tobą interesuje. Poza tym: co, jeśli na meczu repry coś się komuś stanie? W klubie nie zagra, premii nie dostanie i jeszcze dostanie burę, że nie oszczędzał się przed hitem rundy. No to się pan piłkarz oszczędza – i cała ta kadra to jedno wielkie oszczędzanie.

 

Sprawy niestety nie ułatwiają kibice. W studiu na Stadionie Narodowym Jerzy Engel trafił w samo sedno mówiąc, że dzisiejsi fani są diametralnie różni od tych przyjeżdżających na spotkania kilkanaście lat temu. Tam była wiara. W zwycięstwo, w rozprucie przeciwnika, w awans i spektakularny sukces. Trybuny uginały się w rytm podskoków, a czterdzieści tysięcy gardeł na Stadionie Śląskim wymagało pilnej opieki laryngologa. Nie było tak, że po stracie gola rozpoczynały się gwizdy. Nie było tak, że do śpiewów i robienia hałasu ludzi musiał namawiać wyjęty spod ciemnej gwiazdy spiker. Nie. Było się reprezentacją, a nie NA reprezentacji.

 

To wszystko zapętla się nieubłaganie w jedno toksyczne koło. Nie będzie prawdziwych kibiców bez prawdziwej kadry. Nie będzie prawdziwej kadry bez kibiców, którzy pragną i wierzą w jej triumfy. Występ na Stadionie Narodowym musi być najwyższym honorem i czasem, w którym nie liczy się nic innego. Niestety dziś liczy się tylko kasa. Być może czas zrobić selekcję inną, niż ta mierząca jakość poszczególnych zawodników. Niech koszulkę z orłem zakładają ci, którzy naprawdę chcą coś tej drużynie dać.

 

Źródło: chmielewski.blog.pl

TWITTER: @chmielsoft

 

 
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)