Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piątek w T-ME. Senior Dudek pokazał młokosom jak się decyduje o losach meczu

Piątek w T-ME. Senior Dudek pokazał młokosom jak się decyduje o losach meczu

Piłka nożna | 07 marca 2014 22:40 | Sebastian Ibron
Sebastian Dudek zdobył dwa piękne gole w meczu z Górnikiem.
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Sebastian Dudek zdobył dwa piękne gole w meczu z Górnikiem.

Piątek. W naszym słowniku synonim Ekstraklasy. Dzisiaj – na nasze szczęście – narzekać nie mogliśmy. Ozdobą piątkowych meczu były na pewno bramki, które padły w Bydgoszczy, a mecz w Kielcach również był niczego sobie. Więc jak na standardy Ekstraklasy – bardzo fajny dzień za nami.


Korona Kielce – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)

56. Jovanović


Niezła murawa, dobra pora i świetna pogoda do gry. Wydawało się, że lepiej być nie może. No i nie było, bo na boisko weszli zawodnicy Korony Kielce oraz Lechii Gdańsk. A mówiąc serio, starcie na Kolporter Arenie było całkiem strawne.


Przez pierwsze 25 minut to Lechia wyglądała dużo lepiej. Ich organizacja gry była na wyższym poziomie, aniżeli kielczan. Korona była zagubiona, a Lechia bez większych kłopotów przedostawała się pod pole karne gospodarzy. Podopieczni trenera Pachety przez długi czas nie potrafili sobie z tym fantem poradzić. Ani z atakami Lechii, ani nawet z rozegraniem piłki po swojej stronie. Później gra się nieco wyrównała, ale bramek nie ujrzeliśmy, mimo wielu prób Lechistów. Naprawdę wielu – w pierwszej części oddali czternaście strzałów, lecz tylko trzy trafiły w światło bramki. Cóż, pierwsza połówka była typowa dla tego stadionu. Trochę tempa, trochę energii i trochę agresywności. Wszystkiego po trochu – lecz na trochę bramek też byśmy się nie obrazili. Ciężko powiedzieć coś więcej ciekawego o tych 45 minutach, dlatego napiszemy, że najlepiej zapamiętamy przyjęcie piłki Tuszyńskiego po wybiciu jej przez Mateusza Bąka.


W drugiej części spotkania to Korona przejęła inicjatywę. Efektem tego było piękne uderzenie Vlastimira Jovanovicia, które w 54 minucie wyprowadziło żółto – czerwonych na prowadzenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że piłkarze w przerwie spotkania pozamieniali się koszulkami. Czy tak było? Nie wiemy, ale ciężko byłoby tak prędko zapuścić brodę, jaką posiada Sadaev. Cóż, jak to w Ekstraklasie zwykle bywa – największe zagrożenie (jedyne?) pod bramkami miejsce miało po stałych fragmentach gry. Ot, taki ligowy folklor.


Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla gospodarzy, a więc już na dzień dobry nie sprawdził się nasz typ piątkowych spotkań. Biada wam, Koroniarze. Samo spotkanie może nie obfitowało w technikę rodem z La Liga, ale ambicję rodem z wysp brytyjskich już zaobserwować można było – heloł, w końcu Kielce. Nie było to może wielkie spotkanie, jednak mogło się podobać tempo, w jakim było toczone. Poza tempem, to cóż. Wyróżnić można Vlastimira Jovanovicia za niezłą grę i bramkę, brodę Sadaeva, przyjęcie Tuszyńskiego i może jeszcze raz brodę Sadaeva.


Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze 3:1 (0:1)

51. Gevorgyan, 63. Dudek, 68. Dudek – 20. Iwan


Ten mecz miał być tym ciekawszym w dniu dzisiejszym. Sytuacja nieco podobna do pierwszego meczu. Pogoda, murawa, niezłe drużyny. Prawie wszystko tak, jak być powinno. Właśnie – prawie. Pora na miarę rozgrywek Ligi Mistrzów, ale atmosfera jakaś taka nietęga. Szkoda, że trybuny wyglądały jak wyglądały, niemniej piłkarze mieli robić co do nich należy.


Z początku nie za bardzo im się chciało, ale w końcu nastąpiła niespotykana sytuacja w tym roku. Mianowicie, Górnik Zabrze zdobył bramkę. Tak, to prawda. Ciężko w to uwierzyć, ale stało się. Prejuce Nakoulma wreszcie należycie skorzystał z danej mu zdolności szybkiego przebierania nogami, a następnie wrzucił piłkę na wbiegającego Bartosza Iwana. Dzięki tej bramce Górnik mógł spokojnie wyczekiwać na to, co zrobi Zawisza. I skrzętnie z tej możliwości korzystali. Tym niemniej, Zawisza też co jakiś czas zagrażał bramce Kasprzika. Raz – w stylu Fabiana Paweli – setkę zmarnował Vasconcelos, a parę razy niewiele brakowało, by inni zawodnicy z Bydgoszczy wyszli sam na sam z golkiperem Górnika. I tyle, mieliśmy nadzieję, że wzorem meczu z Kielc, druga połówka będzie lepsza niż pierwsza.


I nasze nadzieje się urzeczywistniły. „Ależ bramka, ależ bramka, ależ bramka” – powtarzaliśmy sobie pod nosem, kiedy W 50 minucie totalnie ciała dał Łukasiewicz podzieliwszy się piłką z Vasconcelosem. Podanie Portugalczyka wykorzystał Vahan Gevorgyan pięknym wolejem. Trzeba powiedzieć, że kto jak kto, ale zawodnik urodzony w Armenii na tę bramkę zasłużył. Tym samym Górnik musiał zmienić sposób gry. No i zmienił. Na bardziej defensywny, gdyż tak zepchnął ich Zawisza, który nie próżnował. Jedna ładniejsza od drugiej – rzec można. Bramka Sebastiana Dudka była fantastyczna. Bliżej słupka nie mógł tej piłki zmieścić. A chwilę później, Zawiszy – pomimo prowadzenia – postanowił pomóc Tomasz Wełnicki – zresztą nie po raz pierwszy w tym meczu – i tym samym Górnik znalazł się w fatalnym położeniu. Tym bardziej, że rzut rzut wolny po faulu Wełnickiego wykorzystał Sebastian Dudek, ściągając pajęczynki z bramki Kasprzika. I to już było po meczu. Górnik w końcówce miał tyle pomysłów na konstruowanie akcji, co obecny premier na naprawę gospodarki, a i Zawisza nie potrafił skonkretyzować swoich ataków.


Zabrzanie zgarnęli kolejną trójkę w plecy, a gra defensywna woła o pomstę do nieba, po cichu, konająco, krzycząc „Adaś, wróć!”. Tym meczem Górnik przegrał piąty mecz wyjazdowy z rzędu. Zawisza - pomimo , że przegrywał – pewnie zwycięża w tym spotkaniu. Podobać się mógł Sebastian Dudek, autor dwóch bramek, a poza nim nieźle grali również Vasconcelos oraz Geworgian. Z Górnika ciężko kogokolwiek wyróżnić, więc tym samym piłkarzem meczu ogłaszamy środkowego pomocnika Zawiszy.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)