Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kuchenne rewolucje Adama Nawałki

Kuchenne rewolucje Adama Nawałki

Piłka nożna | 08 marca 2014 11:05 | Jakub Kacprzak


Z piłkarską reprezentacją Polski jest trochę jak z pójściem do wykwintnej restauracji z fatalnym szefem kuchni. Patrzy się człowiek w menu i widzi świetne dania. Lewandowski po bawarsku, Piszczek i Błaszczykowski zapiekani po dortmundzku, Szczęsny w sosie londyńskim, Boruc w southamptońskiej potrawce, czy Glik w zalewie turyńskiej. Brzmi smakowicie i wygląda pięknie. Chce się zamówić to w restauracji „Stadion Narodowy” i napawać się smakiem. Niestety kucharz na razie nawala. Adam Nawałka zamiast stosować się do sprawdzonych składników eksperymentuje. Zamiast pysznego dania głównego dostajemy coś mocno niestrawnego, niesmacznego i na dodatek wyglądającego jakby wcześniej przeżuło to stado wilków i wypluło.


Na ten moment Adam Nawałka okazuje się być kucharzem złym, nie mającym do końca pojęcia co robi. Szuka, kombinuje i wymyśla. Niestety czas mu się kończy, bo w oficjalnym terminie FIFA już nie zagramy. Na spotkania z Niemcami (13 maja) i Litwą (6 czerwca) ciężko będzie zebrać wszystkich najlepszych. Oznacza to, że w najmocniejszym składzie prowadzona przez Nawałkę kadra zagrała 3 spotkania. Jedno zremisowała i dwa przegrała. Bilans bramkowy to 0:3. Co gorsza w każdym z oficjalnych spotkań wychodziła inna jedenastka. W obronie od pierwszej minuty wystąpiło, aż jedenastu obrońców. W pomocy szansę grania od pierwszej minuty dostało także jedenastu graczy. Jeśli chodzi o atak – dwóch. Były szkoleniowiec Górnika Zabrze popełnia więc jeden z najprostszych błędów jakie popełnić można. Nie zgrywa ze sobą kadry. Co ciekawe na pięć spotkań powołał on, aż 56 piłkarzy! Jeśli dodamy, że aż ośmiu nie wybiegło choćby na jedną minutę w żadnym ze spotkań, należy sobie zadać pytanie o sens powołań. Jest to o tyle dziwne, że w kadrze zadebiutowali tak anonimowi piłkarze jak Rafał Leszczyński, Wojciech Golla, Rafał Kosznik, Maciej Wilusz, Igor Lewczuk, czy Mateusz Zachara. O ile się założycie, że w oficjalnych meczach nie zobaczymy ich ani razu? Są to składniki nie tylko bardzo kiepskiej jakości, ale i kompletnie niepotrzebne. To tak jakby do 20-letniej whisky ktoś dodawał wygazowaną colę.


Problem z Adamem Nawałką jest też taki, że gołym okiem widać u niego proste błędy. W spotkaniu ze Szkocją wstawił trzech napastników, by gonić wynik i brawa dla niego. Jednak brawa te ucichną szybko gdy dodamy, iż w tym samym czasie ściągnął z murawy obydwu swoich rozgrywających, a więc Ludo Obraniaka i Mateusza Klicha. To tak jakby chciało się upiec pysznego schabowego zapominając, że trzeba mieć do tego patelnię i działającą kuchenkę. Mieliśmy trzech napastników, którym nie miał kto podać piłki, bo w tym momencie w pomocy grali dwaj defensywni pomocnicy: Eugen Polański i Tomasz Jodłowiec. Graliśmy więc taktyką 1-6-1-3. Mieliśmy sześciu piłkarzy o typowym defensywnym usposobieniu, jednego ofensywnego pomocnika w postaci Michała Masłowskiego i trzech napastników. Dodam tylko, że Masłowski w 23 ligowych spotkaniach tego sezonu zaliczył oszałamiającą liczbę trzech asyst. Więcej ma nawet Tomasz Brzyski, który gra jako lewy obrońca. Problemem są też wybory przy ustalaniu podstawowego składu. Brak Błaszczykowskiego i Lewandowskiego miał być dobrym sprawdzianem na to, czy Nawałka będzie umiał ich zastąpić. Niestety tego nie zrobił. Powołał Sławka Peszko, który nie ma sił biegać przez 45 minut, co dopiero przez cały mecz i strasznie nierówno grającego w tym sezonie Waldka Sobotę na skrzydła, a w ataku ustawił Arka Milika. Ten ostatni zdobył w bieżących rozgrywkach zaledwie dwa gole w 16 spotkaniach. Na ławce natomiast usiadł Marcin Robak, który choć gra w naszej polskiej Ekstraklasie, to ma w 22 spotkaniach bilans 16 strzelonych bramek i 6 zaliczonych asyst. Co ważniejsze znajduje się w znakomitej formie. Porównać warto nawet to jak często obaj mają udział przy bramkach. Robak w 22 meczach nie trafił do siatki, ani nie zaliczył asysty w 11 spotkaniach. Milik trafił do siatki w siódmej i dwudziestej kolejce, i to by było na tyle z jego osiągnięć. Dlaczego więc Robak nie zagrał od początku, a jedynie wszedł na ostatnie 16 minut?


Nie mając w swym popisowym daniu dwóch podstawowych składników, Nawałka stworzył cholernie niestrawne i niesmaczne danie. I nie chodzi o to, że przesolił je. Gdybyśmy grali wybitnie defensywnie i zremisowali 0:0 lub przegrali wciąż atakując, mielibyśmy mniej do zarzucenia. Tymczasem wyszło Nawałce danie bez smaku. Kojarzycie w tanich jadłodajniach te ohydne zupy, których bazą jest woda i mąka, a smaku w nich niewiele? Tak to wygląda z kadrą Adama Nawałki. Z nazwy wszystko się zgadza, ale smaku w tym za grosz. Oczywiście selekcjoner broni się tym, że musiał wypróbować piłkarzy, sprawdzić na kim może polegać. Trudno jednak takowe tłumaczenie przyjąć. Jak robisz pomidorówkę, to nie używasz do niej ogórków. Proste i logiczne. Tymczasem trener Nawałka ewidentnie zapomniał na czym jego rola polega. Do tego razi w oczy brak reagowania na boiskowe wydarzenia. Gdy pomiędzy poszczególnymi formacjami robiły się za duże przerwy, nie reagował i nie próbował przekazać zawodnikom, że muszą zawęzić pole gry i być bliżej siebie. Widać było ewidentnie, że kadrowicze nie są ze sobą zgrani. Ale czy może to dziwić?


Patrząc na podstawową jedenastkę z meczu ze Szkocją rzuca się w oczy to, że każdy zawodnik był z innego klubu. Przedstawiało się to tak: Arsenal Londyn – Borussia Dortmund, Steaua Bukareszt, Torino, Legia Warszawa – Zwolle, Reims, Koeln, Werder Brema, Clube Brugge – Augsburg. Czterech graczy z Niemiec i po jednym z Polski, Anglii, Holandii, Belgii, Francji, Włoch, Rumunii. Jak ta kadra ma być zgrana? Pisałem w jednym z artykułów, że najmocniejsze reprezentacje mają to do siebie, że tworzą je gracze grający ze sobą na co dzień. W Warszawie zobaczyliśmy grupę ludzi, którzy nie wiedzieli jak ze sobą grać. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że nie mamy takiego komfortu jak Niemcy, Hiszpanie czy Anglicy. Jednak skoro Adam Nawałka dobrze o tym wie, to czemu od samego początku nie zgrywa kadry, a miesza w niej jakby próbował mieszać bigos? Skoro wiadomo, że nie ma się luksusu tego, że większość graczy gra razem w klubie, a na dodatek dwóch najlepszych piłkarzy wypada ze składu, co przecież może zdarzyć się również w meczach o punkty, to logicznym jest to, by od razu zgrywać ze sobą kadrę, by wyuczyć pewnych schematów. Nie mówię tutaj nawet o całej książce zagrań. Niech to będzie maksymalnie 10 akcji, które będą wyuczone do perfekcji.


Adam Nawałka nie zagrał ani razu optymalnym składem. I do pierwszego meczu o punkty nie zagra z wiadomych przyczyn. Reprezentacja jest niezgrana, brakuje w niej schematów, które pozwalałyby na zagrożenie bramce rywala. Niestety widać gołym okiem, że selekcjoner liczy na indywidualne akcje najlepszych graczy. Na to, że Obraniak celnie uderzy z rzutu wolnego lub dystansu, że Błaszczykowski przebije się przez rywali, lub Lewandowski znajdzie się w polu karnym i wypracuje sobie okazję do strzelenia bramki. Niestety mecz ze Szkocją pokazał, że liczenie na to, że wśród wody i mąki pojedyncze składniki zrobią cały smak jest tragiczne w skutkach. Aż strach pomyśleć co będzie, gdy wrócą Robert Lewandowski i Kuba Błaszczykowski. Wtedy już Adam Nawałka może stwierdzić, że skoro ma trzy dorodne grzyby w postaci dwóch wyżej wymienionych i Łukasza Piszczka, to może zrobić dobrą zupę grzybową.


Najgorsze jest to, że już w tym roku możemy sobie całkowicie pogrzebać szansę na awans do Euro 2016. Na dziesięć spotkań, cztery będą rozegrane pomiędzy wrześniem i listopadem. Dwaj najgroźniejsi rywale, a więc Szkocja i Niemcy przyjadą do nas. Oznacza to, że jeśli nie zdobędziemy w tych spotkaniach chociaż 3 punktów, to będzie cholernie ciężko. A przygotować zespół będzie ciężko. Przed eliminacjami zagramy dwa spotkania poza terminem FIFA. Potem czeka nas przerwa, bo trwać będzie Mundial w Brazylii, który potrwa do 13 lipca. Pod koniec lipca wystartuje liga, a 7 września czeka nas pierwszy mecz z Gibraltarem, który rozegramy w Portugalii. Będzie to jednak tylko jedno spotkanie w trakcie zgrupowania. Patrzę na kalendarz FIFA i niestety nie będzie raczej szans, by zagrać więcej spotkań, poza tymi o punkty. Znaleźliśmy się w martwym punkcie.


Oczywiście może być tak, że powtórzy się historia z Jerzym Engelem, któremu też liczono mecze bez zdobytej bramki, porażki i wypominano brak stylu. Czy jednak Adama Nawałkę stać na to, by tak diametralnie odmienić obliczę kadry, jak zrobił to Engel? Obawiam się, że niestety nie. I to z kilku powodów. Po Engelu było widać, że szuka rozwiązań, wdraża schematy w ofensywie i defensywie, oraz przede wszystkim ma zmienników. Nawałka w tym momencie bazuje na trzonie Boruc/Szczęsny, Piszczek, Glik, Błaszczykowski, Krychowiak i Lewandowski. Niby liczba spora, ale brak dwóch z nich od razu oznacza problemy. Tym bardziej, że nie rozwiązano choćby problemu z tym jak w pełni wykorzystać potencjał Lewego. Brakuje nam kogoś, kto mógłby powalczyć z Obraniakiem, o miejsce w składzie. Wracając do żargonu kulinarnego – nie mamy po prostu zbyt wielu składników i jeśli zabraknie jakiegoś to może się okazać, że nie będziemy w stanie dać kibicom pokazowego dania.


Okazuje się, że wybór Adama Nawałki może być wielką porażką Zbigniewa Bońka, który swemu koledze z boiska zaufał w pełni. Jednak trudno nie mieć wrażenia deja vu. W końcu podobnie było z Waldemarem Fornalikiem. Dobre wyniki z Ruchem Chorzów, ale brak sukcesów, potem kadra i kompletna katastrofa. A należy pamiętać, że do ME we Francji awansują bezpośrednio dwie najlepsze reprezentacje z danej grupy, a także jeden, który osiągnie najlepszy wynik z ekip zajmujących trzecie miejsce. Pozostałe kraje, które zajmą trzecią lokatę, zmierzą się w barażach. Trudno więc będzie do Euro 2016... nie awansować. Jednak takie złudzenie może być dla nas zgubne. Nie zdziwię się jeśli na koniec eliminacji okaże się, że w naszej grupie podium zajmą Niemcy, Irlandia, oraz Szkocja. Najgorsze co możemy zrobić to już teraz przypisywać sobie awans.


Podsumowując. Kuchnię i składniki mamy naprawdę dobre. Problemem jest kucharz, który na razie, nie mając presji wyniku nie sprawdza się. Być może dopiero presja sprawi, że pokaże swoje możliwości. Inaczej... będziemy mieć największy zakalec w historii polskiego futbolu!



Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)