Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piątek w T-ME. Możdżeń ratuje Rumaka, remisowo w Kielcach
Piękny gol Możdżenia przesądził o zwycięstwie Lecha
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Piękny gol Możdżenia przesądził o zwycięstwie Lecha

Piątek w T-ME. Możdżeń ratuje Rumaka, remisowo w Kielcach

Piłka nożna | 14 marca 2014 23:00 | Sebastian Ibron

Piątek dostarczył nam naprawdę fajne spotkania. Najpierw w Kielcach obejrzeliśmy mecz na naprawdę niezłym tempie, a następnie emocje do ostatniej sekundy (dosłownie!) i dwie piękne bramki w Poznaniu.


Korona Kielce – Zawisza Bydgoszcz 1:1 (1:0)
14. Dejmek – 81. Ziajka

Dzisiejsze wygibasy rozpoczęliśmy od starcia w Kielcach. Mecz zapowiadał się ciekawie i można było sobie sporo obiecywać po pojedynku kieleckich „Scyzorów” z rycerzami spod bandery Zawiszy.


I dość prędko okazało się, iż nasze nadzieje nie musiały być bezpodstawne. Już w 13 minucie, po zamieszaniu jak w sobotę na straganie, Radek Dejmek wepchnął piłkę do siatki tuż obok Wojciecha Kaczmarka. Była to druga dobitka, więc może nie była to w stu procentach wypracowana akcja, niemniej bramka jak najbardziej zasłużona. Skoro zdarza nam się ganić, to warto też pochwalić. Ta część spotkania naprawdę była dobra. Jak na Ekstraklasę, znając tendencję do ślimaczego tempa gry, mecz był bardzo dynamiczny. Często pojedyncze sekundy wystarczyły, by znaleźć się w drugim polu karnym. Korona po prowadzeniu nieco się cofnęła i często groźnie kontrowała przyjezdnych. Ci nie pozostawali dłużni, lecz pomimo tego to Korona prowadziła 1:0.


Aha, panie Golański. Nie dajemy ogrywać się na raz.


W trakcie przerwy należało modlić się, by nie nastąpił „Ekstraklasowy syndrom pierwszej połowy”, który polega na całkowitym obniżeniu poziomu gry, jeśli pierwsza połowa była zbyt dobra. Syndrom ten dotyczy głównie jakości gry, a ten mecz raczej nie ucierpiał, mimo ciut mniejszej dynamiki gry. Zawisza wszedł lepiej w drugie 45 minut i dość często gościł pod bramką Zbigniewa Małkowskiego. W 75 minucie Sergij Pilipczuk mógł zrobić krzywdę Nawotczyńskiemu. To był głupi faul w środku boiska, więc skrzydłowy słusznie wyleciał z boiska. Zawisza potrafił wykorzystać grę w przewadze. Pożytek z wybitej piłki za szesnastkę zrobił Sebastian Ziajka, który huknął na bramkę niczym bomba atomowa w Hiroszimę. W końcówce, już przy remisowej sytuacji, Korona stanęła przed własnym polem karnym i starała się nie dopuszczać bydgoszczan do bramki. I nie dopuścili.


Jak to już bywa w Ekstraklasie, piłkarze w przerwie meczu zamienili się koszulkami. W drugiej części spotkania to Zawisza grał lepiej i w pełni zasłużył sobie na remis. Remis w Kielcach stał się faktem. Obie drużyny solidarnie podzieliły się punktami po niezłym meczu. Ciężko wskazać piłkarza, który zapadł nam w pamięci. Internauci plusem meczu wybrali Zbigniewa Małkowskiego i chyba ciężko się nie zgodzić z tym wyborem. Nieco z braku laku, ale bramkarz Korony rozgrywał dobre spotkanie.


Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 (1:0)
32. Wołąkiewicz, 90+6. Możdżeń – 63. Pietruszka

Dla Mariusza Rumaka była to kolejna okazja, by poprawić swoje notowania wśród kibiców i zarządu, a Lech bezwzględnie musiał zwyciężyć na własnym terenie z przedostatnią drużyną ligi, zwłaszcza po remisie z Widzewem.


Spodziewaliśmy się ataków pozycyjnych, huraganowego naporu na bramkę Richarda Zajaca w wykonaniu Lecha i obrony Częstochowy po stronie gości. „Kolejorz” rzeczywiście atakował, ale nie ze spodziewaną intensywnością. Gospodarze mieli kilka niezłych okazji, ale żadna nie zakończyła się bramką. Dopiero w 30 minucie Dawid Kownacki, który notabene rozgrywał naprawdę dobre spotkanie, został sfaulowany w polu karnym, a jedenastkę na bramkę zamienił Hubert Wołąkiewicz. I w zasadzie, to po wyjściu Lecha na prowadzenie nie nastąpiło nic, o czym byłoby warto napisać.


W pierwszych 20 minutach drugiej połowy wyróżnić mogliśmy jedynie indolencję Lecha przy ostatnich, decydujących podaniach. I to wykorzystali przyjezdni. W 62 minucie konkurs na bramkę kolejki zwyciężył Przemysław Pietruszka uderzając kapitalnie z okolicy 30 metra. Było 1:1 i logicznym następstwem tej sytuacji były nawałnice ataków pod bramką Richarda Zajaca. Lechici nawarzyli piwa i musieli je wypić. Siedli na przeciwniku i nie wypuszczali z własnej połowy. Dominowali całkowicie w końcówce. I stało się. W ogromnych bólach, z pewną dozą farta, Lech zwycięża z Podbeskidziem. W szóstej minucie doliczonego czasu Mateusz Możdzeń wykorzystał rzut wolny po faulu na Formelli (przynajmniej do czegoś się przydał, beznadziejna zmiana w jego wykonaniu) tuż przed polem karnym i umieścił piłkę w siatce.


Najprawdopodobniej więc posada Mariusza Rumaka, mimo rozgrzania do czerwoności, jest spokojna przynajmniej do następnej kolejki. Szkoleniowiec „Kolejorza” jest winien Możdżeniowi duże, zimne piwo. Podbeskidzie pokazało ambitną walkę, pazur, jednak to nie wystarczyło. Piłkarze z INEA Stadionu powinni – mimo zwycięstwa – wziąć się w garść i zacząć grać tak, jak wypada drużynie z europejskimi ambicjami. Wyróżnić można Kownackiego za dobrą grę w pierwszej połowie, ewentualnie Możdżenia za solidną grę i piękną bramkę, a po stronie Podbeskidzia Macieja Iwańskiego, który grał naprawdę dobrze.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)