Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Hubert Wołąkiewicz dla SPORT4FANS: Jestem zdziwiony naszą postawą

Hubert Wołąkiewicz dla SPORT4FANS: Jestem zdziwiony naszą postawą

Piłka nożna | 15 marca 2014 17:12 | Przemysław Drewniak
Mateusz Możdżeń (z lewej) cieszy się ze zdobycia zwycięskiego gola. Za nim Hubert Wołąkiewicz
fot. T-ME/x-news
Mateusz Możdżeń (z lewej) cieszy się ze zdobycia zwycięskiego gola. Za nim Hubert Wołąkiewicz

- To spotkanie się nam nie układało. Na początku drugiej połowy niepotrzebnie się cofnęliśmy i zapłaciliśmy za to utratą bramki. Na szczęście Mateuszowi wyszedł rewelacyjny strzał i chwała mu za to - mówił w rozmowie z naszym serwisem Hubert Wołąkiewicz tuż po piątkowym meczu Lecha z Podbeskidziem, w którym poznaniacy w dramatycznych okolicznościach zapewnili sobie zwycięstwo w ostatniej akcji spotkania.


Chyba z dużą ulgą przyjmujecie ten rezultat. Po zwycięstwie wszyscy szybko zapomną, że Wasza gra z Podbeskidziem pozostawiła wiele do życzenia...
Świeżo po zejściu z murawy miałem wywiad dla telewizji i reporter spytał mnie, co czuję. Odpowiedziałem: "uff", bo po takim meczu nie potrafię tego inaczej skwitować. To spotkanie się nam nie układało. Co prawda prowadziliśmy, ale chyba mieliśmy w głowie to co stało się w poprzedniej kolejce na boisku Widzewa i dzisiaj było to samo. Na początku drugiej połowy niepotrzebnie się cofnęliśmy i zapłaciliśmy za to utratą bramki, wyjątkowo pięknej zresztą. Na szczęście wierzyliśmy do końca, że jesteśmy w stanie wygrać. Mateuszowi wyszedł rewelacyjny strzał i chwała mu za to.


Znów zagrałeś w parze z Marcinem Kamińskim, ale z gry w obronie także nie możecie być w pełni zadowoleni. Szczególne w drugiej połowie Podbeskidzie miało swoje szanse na objęcie prowadzenia.
W końcówce zaryzykowaliśmy, w tyłach pozostawiliśmy dużo miejsca i Podbeskidzie miało okazje na kontrataki. Momentami było gorąco, ale ostatecznie nie dopuściliśmy do utraty drugiej bramki i z tego należy się cieszyć.


Miałem wrażenie, że na początku drugiej połowy byliście zupełnie zdekoncentrowani. Zlekceważyliście trochę Podbeskidzie?
Ciężko coś na gorąco o tym powiedzieć. Sam jestem zdziwiony naszą postawą, bo przed wyjściem na drugą połowę przypominaliśmy sobie o tym, co się stało w Łodzi. Każdy kiwnął głową, ale wyszliśmy na murawę no i wyglądało to tak, jak wyglądało. Było ciężko, bo Podbeskidzie przyjechało tutaj po punkt, którego do końca pilnowało. Dobrze, że na ostatnie kilkanaście minut obudziliśmy się i przycisnęliśmy, mieliśmy sporo sytuacji, choć to stałe fragmenty gry zadecydowały dziś o ostatecznym wyniku.


Graliście z Widzewem, teraz z Podbeskidziem... Która z drużyn ze strefy spadkowej ma Twoim zdaniem większe szanse na utrzymanie?
Ciężko powiedzieć... Podbeskidzie grało na wyjeździe, więc było w nieco trudniejszym położeniu. Widzew grał u siebie i tak naprawdę nie miał nic do powiedzenia, bo te bramki w Łodzi sami sobie strzeliliśmy. Walka o utrzymanie rozstrzygnie się pewnie dopiero w ostatnich kolejkach, tak jak poprzednim sezonie.


Paradoksalnie w następnym meczu z Lechią powinno Wam być łatwiej, bo gdańszczanie pewnie zagrają nieco bardziej ofensywie.
Myślę, że tak. Chociaż patrząc na wszystkie drużyny, które przyjeżdżają do Poznania, to żadna się nie odkrywa i nie gra tutaj otwartej piłki. No może z wyjątkiem Piasta Gliwice, który chciał zagrać bardziej ofensywnie i stracił cztery bramki. Musimy się teraz zregenerować i przygotować do tego spotkania, bo po meczu z Podbeskidziem z pewnością jest wiele do poprawy.


Przed najbliższym spotkaniem serce zabije mocniej?
Pewnie, że tak. Nadal mam w Gdańsku sporo przyjaciół. Dostanę mnóstwo telefonów, trochę się będziemy przekomarzać, ale po wyjściu na boisko o sentymentach nie będzie żadnej mowy.


Rozmawiał w Poznaniu Przemysław Drewniak
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)