Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Super Sunday w... Ekstraklasie! Wisła i Piast zszokowały rywali, wielkie emocje w Lubinie

Super Sunday w... Ekstraklasie! Wisła i Piast zszokowały rywali, wielkie emocje w Lubinie

Piłka nożna | 16 marca 2014 21:46 | Przemysław Drewniak
Mimo osłabienia, Wisła w efektowny sposób wywalczyła punkt w Warszawie
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Mimo osłabienia, Wisła w efektowny sposób wywalczyła punkt w Warszawie

Jeśli wśród Was znalazł się jakiś szaleniec, który Super Sunday z Premier League zamienił na oglądanie Ekstraklasy... gratulujemy! Na pewno nie ma czego żałować. W trzech meczach na naszym podwórku padło aż 10 goli, nie zabrakło też emocji i niespodziewanych zwrotów akcji. Bohaterami dnia zostali piłkarze Wisły Kraków, którzy grając w osłabieniu przeciwko Legii odrobili dwie bramki straty i wywieźli ze stadionu przy Łazienkowskiej cenny remis.

 

Legia Warszawa 2-2 Wisła Kraków
Piłkarz meczu: Semir Stilić

Jak to jest z tą Legią Henninga Berga? Czy w porównaniu do ery pod wodzą Jana Urbana zrobiła jakiś postęp? Mecz z Wisłą, jednym z głównych rywali w walce o tytuł, miał po części odpowiedzieć na te pytania, ale tego nie zrobił. Mistrzowie Polski pokazali swoje dwa, zgoła odmienne oblicza i zremisowali w spotkaniu, w którym nie mieli prawa nie zwyciężyć.


Po pierwszej połowie wydawało się, losy meczu są już rozstrzygnięte. Legia już w drugiej minucie zdobyła bramkę i w pełni kontrolowała to, co dzieje się na boisku. Patrząc na jej grę widzieliśmy w końcu zespół, a nie zbieraninę indywidualności. Gospodarze atakowali szybko, dokładnie i bardzo różnorodnie. W zespole Berga nie było właściwie żadnego słabego punktu, a swój bezprzecznie najlepszy mecz w barwach Legii rozgrywał Łukasz Broź. Prawy obrońca Legii zaliczył świetną asystę przy golu Ondreja Dudy i wziął kluczowy udział w akcji bramkowej na 1:0. Wówczas ładnie zagrał na prawym skrzydle do Żyry, który przedarł się w pole karne i wystawił piłkę Radoviciowi. Wisła atakowała sporadycznie, dosyć nieudolnie, a gdy z boiska za faul od tyłu na Żyrze wyleciał Arkadiusz Głowacki, wydawało się, że przy Łazienkowskiej może nawet dojść do nokautu.


Nie wiem, jak wyglądała odprawa w szatni Legii w przerwie. Można tylko domniemywać, że Berg przedstawiał już plan treningów na następny tydzień, a piłkarze zastanawiali się, gdzie w stolicy odbywa się w niedzielę wieczór dobra impreza. Na drugą połowę Legioniści wyszli bowiem zrelaksowani i za spokojni o końcowy wynik. Nie wzięli pod uwagę, że w ekipie Wisły jest zbyt wielu klasowych piłkarzy, by móc odpuścić i czekać już na końcowy gwizdek.


Sprawy w swoje ręce wziął Stilić, który najpierw zwiódł w narożniku pola karnego Tomasza Jodłowca i idealnym podaniem obsłużył Wilde'a Donalda-Guerriera. Haitańczyk zdobył bramkę kontaktową, a pozbawiona już odpowiedniego rytmu gry Legia nie potrafiła na nią odpowiedzieć. Później Bośniak postanowił rozstrzygnąć rywalizację o bramkę kolejki, ładując piłkę od poprzeczki z rzutu wolnego. Konkurencje miał dużą, bo piątkowe gole Przemysława Pietruszki i Mateusza Możdżenia robią wrażenie, ale Stilić uderzył piłkę tak perfekcyjnie, że kilku Legionistów aż chwyciło się za głowę.


Legia zagrała w drugiej połowie na tyle słabo, że zupełnie nie było widać różnicy między mistrzami Polski a grającą w osłabieniu Wisłą. Comeback krakowian mógł zniweczyć Wladimer Dwaliszwili, ale w końcówce trafił on z dwóch metrów w Michała Miśkiewicza. Zwalanie winy na Gruzina byłoby jednak po tym meczu nie na miejscu, bo postawa całego zespołu była po zmianie stron nie do przyjęcia. Nie dość, że Legia straciła pewną wygraną, to jeszcze pozwoliła Wiśle zamarzyć o pozytywnym rozstrzygnięciu w walce o mistrzostwo Polski.


Na koniec jeszcze słowa uznania dla piłkarzy obu drużyn za to, że wzięli sobie oni do serca przedmeczowy apel sędziego Szymona Marciniaka. Sędzia poprosił kapitanów Legii i Wisły, by przy pustych trybunach nieco "uciszyć mięso", czyli ograniczyć używanie niecenzuralnych słów podczas gry. Nie wytrzymał tylko Gordan Bunoza, który w pewny momencie głośno zaklnął tuż przy jednym z telewizyjnych głośników, ale zrobił to w swoim ojczystym języku.


Zagłębie Lubin 2-2 Śląsk Wrocław
Piłkarz meczu: Arkadiusz Piech


Po derbach Polski przyszedł czas na derby Dolnego Śląska. I znów nie było na co narzekać, jeśli chodzi o piłkarski poziom i ilość emocji.


Orest Lenczyk obrał na ten mecz dosyć defensywną taktykę, bo Zagłębie oddało Śląskowi inicjatywę i próbowało kontrować. Jeśli ma się w przodzie takich zawodników jak David Abwo i Arkadiusz Piech, taka strategia ma dużą szansę powodzenia. Dziś błyszczał przede wszystkim ten drugi. W pierwszej połowie napastnik "Miedziowych" wykorzystał świetne podanie Aleksandra Kwieka i efektownym wolejem w długi róg bramki nie dał szans Kelemenowi.


Śląsk momentami przeważał i stwarzał sobie sytuacje, ale gościom albo brakowało szczęścia, albo ich ataki powstrzymywali obrońcy i bramkarz Zagłębia. Pomocną dłoń wyciągnął jednak wrocławianom Jiri Bilek. Stoper gospodarzy notuje udany start rundy, ale po bardzo dobrym dośrodkowaniu Mateusza Machaja zachował się pod swoją bramką jak rasowy snajper, głową pakując piłkę do siatki. Radość podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego nie trwała jednak długo, bo już kilkadziesiąt sekund później za ostry faul wyleciał z boiska Dudu Paraiba.


Wydawało się, że przeciwko grającym w osłabieniu rywalom Zagłębie się otworzy i za wszelką cenę będzie dążyć do zdobycia gola, ale tak się nie stało. Wprawdzie Piech zdobył kolejną ładną bramkę po zagraniu Bartosza Rymaniaka, ale gospodarze nie poszli za ciosem. Nadal grali asekuracyjnie i nie ustrzegli się błędów w obronie, co skrzętnie wykorzystał Rafał Grodzicki. Po dograniu z rzutu wolnego Machaja stoper Śląska strzałem głową uratował swojej drużynie punkt, dzięki czemu naprawił błąd w kryciu Piecha przy drugim trafieniu Zagłębia.


Remis nic nie daje żadnej ze stron. Zagłębie oddaliło się od strefy spadkowej tylko na dwa punkty, a Śląsk już niemal pogrzebał swoje szanse na walkę o awans do pierwszej ósemki. To oznacza, że w tym sezonie derby Dolnego Śląska obejrzymy jeszcze raz. I dobrze, bo w niedzielę obie drużyny pokazały naprawdę dobrą piłkę.


Ruch Chorzów 0-2 Piast Gliwice

Piłkarz meczu: Wojciech Kędziora


Tak jak wydawał się nieprawdopodobny zwrot akcji w meczu Legia-Wisła, tak niewielu spodziewało się, że coś nieoczekiwanego stanie się w spotkaniu Ruchu z Piastem. Podopieczni Jana Kociana walczyli o swoją siódmą wygraną z rzędu, zaś goście o pierwsze zwycięstwo od... początku grudnia. Pewniak do wytypowania? Nie w Ekstraklasie.


Największym wygranym meczu przy Cichej jest bez wątpienia trener gliwiczan, Marcin Brosz. Od wielu kolejek jego drużyna spisywała się bardzo słabo lub co najwyżej przeciętnie, przez co jego posada była coraz bardziej zagrożona. W Chorzowie jednak Piast zaprezentował się solidnie przede wszystkim pod względem taktycznym. Szczególnie w pierwszej połowie goście imponowali grą w defensywie, dzięki której Ruch nie miał zbyt wiele do powiedzenia.


Z przodu błysnął zaś Wojciech Kędziora. Napastnik Piasta od listopada 2012 roku nie strzelił bramki w Ekstraklasie, ale już w meczu z Podbeskidziem kilka razy był bliski przełamania. W Chorzowie w końcu dopiął swego. Najpierw popisał się ładną asystą przy trafieniu Łukasza Hanzela, a na początku drugiej połowy w efektowny sposób wykorzystał sytuację sam na sam z Michałem Buchalikiem. Kędziora dał tym samym nadzieję, że posucha po Marcinie Robaku ma się w Gliwicach ku końcowi.


Ruch zagrał z kolei jedno z najsłabszych spotkań pod wodzą Jana Kociana. Szyndrowski, Stawarczyk i Malinowski nie byli już tak pewni w defensywie, przez co Piast momentami z łatwością dochodził do okazji strzeleckich. W ofensywie Niebieskim brakowało pomysłu i polotu, a przede wszystkim aktywności Filipa Starzyńskiego. Piłkarz, od którego w ataku Ruchu zależy najwięcej, grał zbyt pasywnie i nie dał drużynie takiej jakości, jak w poprzednich spotkaniach. W końcówce gospodarze mieli kilka okazji, ale nie zdobyli nawet kontaktowego gola, który mógłby tchnąć w nich nowe siły i odmienić losy meczu.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)