Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Widzew Łódź - czyli mam deja vu

Widzew Łódź - czyli mam deja vu

Piłka nożna | 19 marca 2014 10:49 | Jakub Kacprzak


Choć fani Widzewa i ŁKS-u w większości przypadków nie życzą sobie najlepiej (lekko powiedziawszy) to obecnie mogą sobie śmiało podać ręce, poklepać po plecach i usiąść przy piwie, wspominając dawne czasy. Otóż ironia losu polega na tym, że nikt tak dobrze nie zrozumie tego co dzieje się w Widzewie jak... ludzie związani z ŁKS-em. Historia zatoczyła koło i po tym, jak ponad stuletni klub znajdujący się przy Al. Unii 2 ogłosił upadłość, teraz nerwowo można spoglądać w stronę zespołu grającego przy Al. Piłsudskiego. Czy możemy mówić o istnym deja vu?


Przypomnijmy fakty. W sezonie 2011/2012 Łódzki Klub Sportowy spadł z Ekstraklasy. Oznaczało to brak wpływów finansowych z transmisji telewizyjnych, utratę wszystkich znaczących piłkarzy i wiadomy kierunek ku upadkowi. U biało-czerwono-białych wymieniano co chwilę trenerów. Na rundę wiosenną wzięto kompletnego laika w zawodzie – Piotra Świerczewskiego. Sprowadzono piłkarski szrot, bo inaczej nie da się określić ludzi pokroju Bonina, Iwańskiego, Łobodzińskiego, Marka Gancarczyka, czy Pawła Sasina. Co z tego, że wzięto graczy ze znanymi nazwiskami, skoro nie potrafili oni dać choćby częściowo czegoś dobrego drużynie? Efektem był spadek do 1. Ligi i szybka podróż ku ogłoszeniu upadłości. A jak wygląda obecnie Widzew? Drużyna zajmuje ostatnie miejsce w lidze. W 26 meczach zdobyła 17 punktów. Dla porównania ŁKS w pamiętnym sezonie 11/12 po tylu kolejkach był w tabeli przedostatni i miał o pięć oczek więcej. Oczywiście należy pamiętać, że w obecnych rozgrywkach czeka nas podział na grupę mistrzowską i spadkową. Że punkty dzielone są na pół i zaokrąglane do góry. Ale to wcale nie oznacza, że Widzew ma dzięki temu większe szanse.


Zespół od tego roku prowadzi Artur Skowronek. Obiecywał poprawę i walkę. Tymczasem jego bilans jest przerażający. W pięciu spotkaniach pod jego wodzą, Widzew 2 razy zremisował i 3 razy przegrał. Bilans bramkowy? 4:8. Zostały jeszcze cztery spotkania do zakończenia rundy zasadniczej. Łodzianie, którzy nie potrafią w tym sezonie wygrać na wyjeździe (bilans to 0 zwycięstw, 0 remisów i 13 porażek, a bramkowy 7:31), dwa mecze zagrają u siebie i dwa na terenie rywala. Na własnym boisku podejmą Zagłębie Lubin i Wisłę Kraków, a na wyjazd wybiorą się do Krakowa na mecz z Cracovią i do Szczecina, gdzie mierzyć się będą z tamtejszą Pogonią. Zakładając nawet, że Widzew wywalczy dwa punkty w tych czterech meczach, to zakończy rundę zasadniczą z 19 punktami. Dzieląc to na dwa i zaokrąglając wyjdzie nam 10 punktów. I tu pojawia się kolejny problem. Widzewiacy zagrają u siebie trzy spotkania, a cztery będą musieli grać na wyjeździe. To sprawia, że będzie im cholernie ciężko. Jeśli drużyna, która przegrywa wszystkie wyjazdowe spotkania, ma sytuację, w której walcząc o przetrwanie dostaje gorszy terminarz, to nie jest to sprawa, którą można nazwać komfortową.


Na dodatek widać ewidentnie, że Skowronek, podobnie jak Świerczewski, nie potrafił zrobić z zespołem nic dobrego. Popsuł natomiast znacznie więcej. Opaskę kapitana dał Mateuszowi Cetnarskiemu, który przyszedł w zimowej przerwie, co pokazało nam jedną rzecz. Trener Widzewa nie zrozumiał, że należy budować morale zespołu. Zniszczył je i pokazał, że opaska kapitana nie należy się nikomu, kto w łódzkim klubie ma staż. Dodatkowo wybrał piłkarza, który nigdy nie słynął z wojowniczego charakteru i posłuchu wśród kolegów. Miesza wciąż składem Skowronek. Wystawiani przez niego piłkarze zawodzą. W dotychczasowych pięciu spotkaniach dał szansę gry pięciu różnym ustawieniom linii obrony. Powiedzieć, że Widzewiacy nie mają stylu to powiedzieć rzecz tak oczywistą, że aż głupio to powtarzać. Do tego widać gołym okiem, że piłkarze są przygotowani fatalnie kondycyjnie. I nie można tutaj usprawiedliwiać tego tym, że łodzianie nie wyjechali na żadne zagraniczne zgrupowanie. W Polsce pogoda dopisywała w tym roku niemal cały czas. Wygląda to tak źle, jak wyglądało w przypadku ŁKS-u, który pod wodzą Świerczewskiego zanotował bilans: 1 zwycięstwo, 6 remisów i 6 porażek. Skowronkowi brakuje więc jeszcze 7 punktów, by wyrównać „rekord” byłego trenera Ełksy.


Wspominałem już o tym, że najwięksi rywale Widzewa ściągali piłkarski szron? Otóż klub przy Al. Piłsudskiego także postanowił iść tą drogą. Cetnarski, Kikut, Wasiluk, Mikita, Urdinov – ludzie, którzy nie mają do zaoferowania nic, poza nazwiskiem (nie licząc Urdinova). Ci piłkarze to typowi najemnicy. Ludzie, którzy przyszli do Łodzi, bo nikt inny ich nie chciał. I to, że nie zamierają umierać za klub nie dziwi. Tak samo było w przypadku graczy ŁKS-u. Co gorsza sytuacja jaka dzieje się ostatnimi czasy pokazuje, że piłkarzom Widzewa kompletnie nie zależy. Po fatalnym meczu na własnym stadionie z Piastem Gliwice (uratowany w ostatnich minutach remis 1:1) trzech zawodników poszło po spotkaniu na miasto. Cetnarski i bracia Visnakovs mieli na tyle dużo sił, że zdążyli jeszcze tego samego dnia iść się pobawić i porządnie wypić. Wczoraj Patryk Mikita wrzucił na swojego Facebooka film z imprezy, który potem bardzo szybko zablokował, by nie mogli go oglądać ludzie, którzy go na liście znajomych nie mają. Pokazuje to tylko i wyłącznie, że piłkarzom nie zależy. Jeśli dawaliby z siebie wszystko podczas meczu, to nie chodziłoby im po głowie to, by iść do klubu się napić,a by porządnie odpocząć, bo nie mieliby po spotkaniu sił. Trudno jest więc wierzyć w to, że chce im się grać i robić wszystko, by Widzew utrzymać.


Czy zatem coś Widzew może uratować? Władze klubu wciąż wierzą, że swoistym św. Graalem będzie nowy stadion. Wierzą, choć logicznie myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że to nic nie da. Raz, że miasto chce przeznaczyć zaledwie 180 mln na budowę (co oznacza, że z pewnością trudno będzie znaleźć firmę, która za tak mały koszt wybuduje obiekt mający pomieścić ok. 20 tysięcy osób. Do tego należy sobie zadać pytanie czy klub zdoła wrócić do Ekstraklasy, by mieć szansę na zapełnienie stadionu? Trudno oczekiwać, by na pierwszoligowe boiska przychodziło kilkanaście tysięcy osób. Poza tym pamiętajmy, że Widzew wciąż ma ogromne zaległości finansowe nie tylko względem piłkarzy. A bez pieniędzy od telewizji, będzie im niezwykle ciężko związać koniec z końcem. Trzeba będzie wziąć pod uwagę, że granie w 1. Lidze spowoduje, że na meczach będzie mniejsza frekwencja. A to oznacza dużo mniejsze korzyści finansowe ze sprzedaży biletów. A tego, czego Widzewowi trzeba to pieniędzy. Brak gry w Ekstraklasie równa się brakowi zainteresowania sponsorów (i tak już teraz ich jest niewiele), mniejszą frekwencję na stadionie, brak pieniędzy z Canal Plus. To wszystko spowoduje, że spłacić długi i na dodatek budować drużynę walczącą o awans będzie piekielnie trudno. Niemal, niemożliwie do zrealizowania.

Szkoda, że nie wyciągnięto wniosków z błędów jakie popełniono w ŁKS-ie. Teraz Widzew znajduje się w tak samo fatalnej sytuacji. Łódź niebawem może na długie lata stracić kolejną drużynę piłkarską, która gra w Ekstraklasie. Bo nikt nie może zapewnić, że Widzewiacy nie skończą jak rywal z drugiej strony miasta. Miasto Tuwima może być miastem upadku. Dwa ponad stuletnie kluby nagle okażą się ikoną przeszłości. Bo przyszłość maluje się w bardzo czarnych barwach...





Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)