Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piątek w T-ME. Dwa zestawy mizerii i Kadu
Drygas grał całkiem przyzwoite zawody
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Drygas grał całkiem przyzwoite zawody

Piątek w T-ME. Dwa zestawy mizerii i Kadu

Piłka nożna | 21 marca 2014 22:40 | Sebastian Ibron

Uwielbiamy piątki i uwielbiamy naszą, często beznadziejną, ligę. Nawet takie padła jak dziś nie są w stanie nas odstraszyć. Najpierw swoimi umiejętnościami (?) uraczyli nas Widzewiacy, którzy starli się z Zagłębiem, a później obejrzeliśmy słabą i tylko minimalnie lepszą połówkę w Krakowie.


Początek meczu w Łodzi wyglądał dokładnie tak, jak można było to sobie wyobrażać. Trochę – heh, ciut więcej niż trochę – kopania się po kostkach, czasem łodzianie pod bramką gości, lecz częściej to lubinianie byli pod bramką Wolańskiego. Co jednak należy oddać Skowronkowi, Widzew nie wyglądał tak beznadziejnie, jak to ma w zwyczaju, widać więc progres w stosunku do poprzednich spotkań. Mieli nawet dogodną okazję w postaci strzału Urdinova, ale piłka po jego uderzeniu wylądowała w sąsiednim mieście. Zagłębie oddało pierwszy celny strzał dopiero w 34 minucie, kiedy po zamieszaniu w szesnastce Widzewa został obroniony strzał Bilka. To wiele mówi o obrazie spotkania w pierwszej połowie. Zagłębie rzeczywiście elegancko grało piłką, tylko co z tego? Absolutnie nic i dlatego też do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.


Co można stwierdzić z całą pewnością – druga połówka zaczęła się dużo ciekawiej i działo się więcej. Było dynamiczniej, lecz niestety niekoniecznie celniej. Niemniej, to ciągle była uczta wyłącznie dla konesera futbolu, ewentualnie masochisty. Z utęsknionym okiem wypatrywaliśmy jakichkolwiek sytuacji, jakichkolwiek emocji. Czegokolwiek. I cóż. W 84 minucie Widzew oddał pierwszy cel strzał. Warte odnotowania? Niekoniecznie. Nie kopmy jednak leżącego. Niewiele brakowało, by w 89 minucie Piech umieścił piłkę w siatce i zakończyłby tę katorgę pozytywnym akcentem. Tak się jednak nie stało, więc Zagłębie wywozi jedynie oczko z Łodzi.


My przewidywaliśmy, iż nestor polskich trenerów nie pozwoli na stratę punktów w Łodzi. Nie spisał się też David Abwo. Liczyliśmy, iż on rozjaśni nam tę mizerię po łódzku. Był to Abwo jeszcze z zeszłej rundy, kiedy biegał, czasem nawet bardzo szybko, ale zwykle nieefektywnie. Nie odmawiamy mu ambicji, bo starał się jak tylko mógł, lecz niestety nic z tego nie wynikało. Należy zaznaczyć, że Widzew zremisował czwarty mecz z rzędu na własnym terenie, co – biorąc pod uwagę personalia – jest nie lada wyczynem.


Przed drugim starciem pocieszaliśmy się jednym faktem – nic gorszego nas już nie może spotkać, a przecież ani Wisła, ani Zawisza nie grają najbardziej topornej piłki w Ekstraklasie. Piłkarze obu drużyn raczej nas niestety nie rozpieszczali. Gdyby tak było, to byłby to nieprawdopodobny kontrast w stosunku do poprzedniego meczu. Jak ogień i woda. Jak światło i mrok, jak szybkość i powolność. Cóż, w pierwszej połowie mieliśmy wodę i wodę, mrok i mrok oraz powolność i powolność. Piłkarze zdawali się krzyczeć: „sory, taką mamy ligę”. Gdzieś w tej krainie przeciętności, znanej szerzej jako Ekstraklasa, zagubili się i Stilić, i Masłowski. Zniknęli też gdzieś „mąciwiatry”, jak Sarki, Guerrier czy Wójcicki. Swoją drogą – wspaniała jest ta solidarność piłkarzy. Krakowianie i bydgoszczanie łączą się w bólu z Widzewiakami i „Miedziowymi”, grając tym samym całkowity piach.


I przyszedł czas na drugą połówkę meczu, czyli ostatnie dziś 45 minut nadziei na…Cokolwiek, cokolwiek lepszego od dotychczasowej słabizny. Już pierwsze 10 minut było lepsze, niż wszelkie wcześniejsze piątkowe wygibasy. Później mały przestój, a następnie podanie Masłowskiego. „Masło” wreszcie nie trącał margaryną i zagrał piękną piłkę do Kadu, który wszedł dziesięć minut wcześniej. Zawodnik, który przyszedł z III ligi portugalskiej strzela bramkę wiceliderowi Ekstraklasy. Na ich stadionie. Po dziesięciu minutach na boisku. Kochamy tę ligę. Prosimy tego oczywiście nie traktować poważnie, żartujemy oczywiście. Jeśli ktoś potrafi wykorzystać pierwszą okazję w meczu, nie może być zawodnikiem z kompletnego przypadku. Mniejsza, strzelił to strzelił.


I to był jedyny gol dzisiaj. Zawisza znów wywozi trzy punkty z grodu Kraka. Wcześniej bydgoszczanie zwyciężyli na Kałuży 2:0. Dziś, również bez straty gola, wygrywają jedną bramką i tym samym odskakują Lechii na pięć oczek. Ciężko specjalnie wyróżnić jakiegokolwiek zawodnika za to spotkanie. Na pewno pokazał się Jorde Kadu, który zdobył pierwszego gola w Ekstraklasie oraz dograł piękną piłkę do Geworgiana, z której ten jednak nie skorzystał. Piątek w naszej lidze tłumów nie porwał, a skautów raczej spłoszył, lecz cóż. Żyć trzeba dalej.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)