Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legia szczęśliwie ogrywa Piasta. Podział punktów przekleństwem obu drużyn

Legia szczęśliwie ogrywa Piasta. Podział punktów przekleństwem obu drużyn

Piłka nożna | 24 marca 2014 21:48 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Piasta robili co mogli, ale ostatecznie nie zatrzymali Legii
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Piłkarze Piasta robili co mogli, ale ostatecznie nie zatrzymali Legii

W ostatnim meczu 27. kolejki Ekstraklasy Legia Warszawa rzutem na taśmę wywiozła trzy punkty ze stadionu Piasta Gliwice. Zespół Henninga Berga uratował trafieniem w doliczonym czasie gry Wladimer Dwaliszwili, który w ciągu kilku dni przeszedł tym samym drogę od nieudacznika do bohatera.


Mecz w Gliwicach był dla Legii już szóstym pod wodzą Henninga Berga. Niby mało, ale można by się spodziewać, że mając do dyspozycji cały zimowy okres przygotowawczy Norweg zdąży już wprowadzić do gry stołecznej drużyny jakieś zmiany, nowe schematy, warianty rozgrywania... Tymczasem przy Okrzei Legia właściwie niczym nie różniła się od zespołu prowadzonego przez Jana Urbana. Przeważała, przewyższała rywali pod każdym względem, ale tak naprawdę nic z tego nie wynikało, bo przeciwko defensywnie ustawionemu rywalowi nie potrafiła wykreować czegoś sensownego.


Piast nie zaprezentował w swojej grze niczego ponad to, co widzieliśmy już we wcześniejszych wiosennych meczach. Tak jak przeciwko Ruchowi gliwiczanie prezentowali się nieźle pod względem taktycznym w defensywie, ale tym razem ograniczyli zapuszczanie się na połowę rywala do minimum. Nic dziwnego, skoro szczęśliwie, bo już w 10. minucie gola dla gospodarzy strzelił Kamil Wilczek. Lepiej ten mecz dla Piasta ułożyć się nie mógł, potem mógł spokojnie się cofnąć, a wiadomo, że w ataku pozycyjnym Legia potrafi się niemiłosiernie męczyć.


Na dziś zdecydowanie największym pozytywem w grze Legii jest postać Ondreja Dudy. Niektórzy pukali się po głowach, gdy Berg wstawiał go do pierwszego składu już zaledwie kilka dni po tym, jak Słowak dołączył do drużyny, ale napastnik z Koszyc pokazuje, że ma papiery na granie. W momencie, gdy w Gliwicach zszedł z boiska, kreatywność Legii przed polem karnym Piasta była już znikoma. Elementem zaskoczenia było dopiero wprowadzenie Jakuba Koseckiego i Wladimera Dwaliszwilego, którzy jedną akcją przesądzili o losach spotkania.


Zarówno Legia jak i Piast należą do drużyn, które zapewne wolałyby, żeby sezon skończył się już po 30. kolejkach. Wówczas ci pierwsi już po następnej kolejce mogliby obronić tytuł, zaś gliwiczanie nie musieliby obawiać się o ligowy byt. Dla postronnych obserwatorów to dobrze, bo oba zespoły tak naprawdę jeszcze w tym roku nie udowodniły, że należą im się kolejno mistrzostwo i utrzymanie. Legia tylko w pierwszej połowie meczu z Wisłą wyglądała jak zespół, który rzeczywiście aspiruje do tytułu i gry w europejskich pucharach. Zwycięstwo w Chorzowie to też za mało, by Piast mógł poczuć się pewien pozostania w lidze. Przeciwko Legii gliwiczanie cofnęli się z myślą "a może się uda", i byli bliscy wywalczenia punktu, ale ciężko o uniknięcie błędów w obronie, gdy w ogóle nie przenosi się ciężaru gry na połowę rywala.


W próbie generalnej przed hitowym meczem Legia-Lech lepiej zaprezentowali się ci drudzy, ale "Kolejorz" przecież dopiero co wygrał z Podbeskidziem niemal w indentycznym stylu jak Legia z Piastem. Jedno jest pewne - dla poznaniaków pojedynek przy Łazienkowskiej będzie meczem sezonu. Jeśli obrońcy tytułu uciekną im na dziesięć punktów, to nawet po ich podziale zniwelowanie tego dystansu może być niewykonalne.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)