Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niemiec Diabłowi nie straszny! Manchester nie dał się Bayernowi!

Niemiec Diabłowi nie straszny! Manchester nie dał się Bayernowi!

Piłka nożna | 02 kwietnia 2014 01:40 | Michał Kozera

fot. Manchester United / facebook.com

To spotkanie skończyło się bardzo niespodziewanym rezultatem. Na Old Trafford zmierzyły się Manchester United oraz Bayern Moanchium i co najważniejsze – stanęły twarzą w twarz, jak równy z równym. Przeważali Bawarczycy, ale mecz zakończył się remisem, a dobre wrażenie pozostawili głównie gospodarze.


Dlaczego właśnie tak? To przecież drużyna Davida Moyesa była skazywana na: pożarcie, gwałt, demolkę, pogrom. Takich określeń od momentu losowania poznaliśmy wiele i wszystkie media były zgodne – Bayern jest tutaj niekwestionowanym faworytem. Tym gorzej na korzyść gospodarzy poświadczył ich występ w derbach Manchesteru, gdy zostali brutalnie sprowadzeni nie tyle na ziemię, co pod nią przez lokalnych rywali.

 

 

Mecz rozpoczął się pod dyktando gospodarzy. Wielką szanse miał Danny Welbeck, który wywalczył piłkę na początku pola karnego i trafił do bramki. Niestety, chwilę wcześniej sędzia odgwizdał za wysoko podniesioną nogę napastnika, efektem czego kibicom pozostała tylko nadzieja. Bayern później zaatakował i zrobił to w swoim stylu – długo przetrzymując piłkę, wymieniając ogrom podań i próbując przełamać obronę rywali szybkimi rajdami czy serią podań. Spokój ducha zapewniał defensywie United David de Gea, potwierdzając to świetną interwencją po strzale Robbena. Z drugiej strony znów blisko był Welbeck, który pokonał obrońcę w walce o długie podanie i wystartował w stronę wybiegającego Neuera. Młody zawodnik Diabłów popełnił wtedy wielki błąd – zwolnił i słabo podciął piłkę, pozwalając bramkarzowi sparować uderzenie. A mogło być już wtedy 1:0.

 

 

W tym meczu David Moyes, wiedziony doświadczeniem z 1/8 finału, postawił na Ryana Giggsa. Walijczyk sprawdził się w o wiele bardziej otwartym spotkaniu z Olympiakosem, jednak w momencie, gdy konieczny był szybki rajd z jedną kontrą na 10 minut, jego możliwości były niewystarczające. W przerwie meczu do startu przygotował się Kagawa, jednak i on nie zrobił wielkiej różnicy. Groźny natomiast okazał się Phil Jones i Nemanja Vidić. Pierwszy z nich grał najpierw na prawej, potem na lewej obronie i stanowił o sile defensywy gospodarzy. Drugi nieznacznie z tyłu ustępował, jednak to on zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu – wyskakując do dośrodkowania z rzutu rożnego wpakował piłkę obok bezradnego Neuera, dając dość zaskakujące prowadzenie Czerwonym Diabłom.

 

 

Tak naprawdę Bayern wiele w swojej grze nie zmienił, mimo to udało się znaleźć drogę do bramki już 10 minut później nieco innym sposobem niż dotychczasowe próby. Dośrodkowanie w środek pola karnego dostał Mandżukić i głową cofnął piłkę do Schweinsteigera. Ten uderzył z pierwszej piłki, a ta poleciała nie do obrony w lewe okno bramki de Gei, dając Bawarczykom remis i zaliczkę bramkową w tym spotkaniu.

 

Pod koniec spotkania miała miejsce jeszcze warta wyróżnienia sytuacja – Bayern, jak niemal przez cały mecz, atakował i napierał na bramkę rywali, tym jednak udało się odebrać piłkę. Gdy Wayne Rooney startował spod swojego pola karnego z kontrą, wślizgiem piłkę próbował odebrać Schweinsteiger. Zdobywcy gola atak się nie udał i zobaczył drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę. W ten sposób, ominie go spotkanie rewanżowe na własnym stadionie, podobnie jak Javi Martnieza.

 

Czerwone Diabły pokazały w tym meczu charakter i umiejętności. Fantastycznie spisał się Danny Welbeck, walcząc zacięcie o każdą piłkę w ataku. Świetnie spisał się także Phil Jones, czyszcząc większość akcji i piłek gospodarzy. Na plus również cała defensywa Manchesteru, która przetrwała 90 minut pod batutą Bayernu. Bawarczycy zaś… sprawiali wrażenie, jakby zagrali może nie na pół gwizdka, ale na pewno nie na 100% swoich możliwości. Kto wie, może w Monachium zobaczymy zupełnie inne spotkanie, zgodne z zapowiedziami i przewidywaniami? A może jednak wówczas goście znów pokażą charakter i sprawią jeszcze większą niespodziankę? Tego dowiemy się już w środę.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)