Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piątek w T-ME. Premier League w Bielsku-Białej, Górnika pikowanie w dół tabeli
Czy Leszek Ojrzyński odmienił Podbeskidzie?
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Czy Leszek Ojrzyński odmienił Podbeskidzie?

Piątek w T-ME. Premier League w Bielsku-Białej, Górnika pikowanie w dół tabeli

Piłka nożna | 04 kwietnia 2014 22:40 | Sebastian Ibron

Jedno jest pewne – dziś nie mieliśmy podstaw do narzekania. Najpierw oglądaliśmy show na stadionie Podbeskidzia zakończone remisem 3:3, a później przenieśliśmy się do Krakowa, gdzie Cracovia dość pewnie ograła Górnika 2:0.


Powiedzmy jedno – po meczach w Bielsku-Białej nie spodziewamy się obfitujących w goleady meczów. Średnia bramek na stadionie Podbeskidzia nie z przypadku wynosi 1.00. My o tym wiemy, wy o tym wiecie, fani bielszczan o tym wiedzą, eksperci również.


Wie to też, w końcu na to bezpośrednio wpływa, Leszek Ojrzyński. Dziś jednak, od samego początku obie drużyny istotnie starały się udowadniać, że interesują je jedynie trzy punkty. Również bielszczanie. W końcu samo niewystawienie w ataku Fabiana Paweli czy Mateusza Stąporskiego pokazuje, że nie interesuje ich zero z przodu. Pierwszy efekt tej – wyjątkowo jak na to miejsce Polski – miał miejsce w 22 minucie. Zagranie wyjęte z kontekstu Ekstraklasy zaprezentował Marco Paixao. Nawet Patejuk nie był w stanie nie dograć dokładnie do Stevanovicia po tej wrzutce. Ulubieniec widzów Canal+ Sport dopełnił formalności, wyprowadzając gości na prowadzenie. Chwilę później gospodarze wyrównali, a swój strzelecki bilans podreperował Marek Sokołowski, pewnie wykorzystując jedenastkę. I uwaga – to nie był koniec! Nawet nam było ciężko w to uwierzyć, lecz stało się. W meczu Podbeskidzia padła trzecia bramka. Dalibor Stevanović zapewnił sobie tym samym plus meczu – nie było już innej opcji.


W pewnej chwili zaczęliśmy się zastanawiać, co się stało z Podbeskidziem? Była 60 minuta, a oni ciągle grali efektownie i dynamicznie jak natchnieni. Nagłe olśnienie? Ba. W 63 minucie Jan Blażek zdobył bramkę wyrównującą. Po tym golu jeszcze nad jednym się zastanowiliśmy: Kto to jest Juanito? Poważnie, skąd on się urwał? Elektryczny jak cholera. A cudów nie było końca. Nawet Pawela potrafił prosto kopnąć piłkę. Cudów ciąg dalszy – Bielsko wyszło na prowadzenie. Podbeskidzie grało jak nie Podbeskidzie. I obu drużynom było mało, a Śląsk to udokumentował. W 83 minucie Dalibor Stevanović zamknął usta krytykom i skompletował hat-tricka. Kto by coś takiego przewidział? Wierzcie nam, Hitchcock nie wymyśliłby lepszego scenariusza!


Zgrabnie ten mecz określił Remigiusz Jezierski – Premier League w wykonaniu polskich drużyn. Ależ niedosyt muszą czuć gospodarze. Zdobyli trzy gole i nie wygrali. Współczujemy. A my liczymy, że ten fantastyczny mecz nie będzie najlepszym w tej kolejce, co – znając realia naszej ligi – jest mało realne.


I od samego początku drugiego meczu okazało się, że Cracovia nie chce być gorsza od Podbeskidzia czy Śląska. W drugiej minucie świetną asystą popisał się Szeliga, a pewnie akcję wykończył, uprzednio fantastycznie pokazawszy się do podania, Saidi Ntibazonkiza. Później było mniej ciekawie. Spodobało nam się za to określenie „król tuneli”, którym ochrzczony został Prejuce Nakoulma. Czekamy jednak na wymierne efekty takowej działalności. Burkińczyk nie spoczywał na laurach. Po jego zagraniu o centymetry od zdobycia gola był Papadopoulos. Górnik przegrywał, a w walce o wynik na pewno nie pomogła im czerwona kartka Przemysława Oziębały. Natężenie ataków ciut wzrosło po stronie „Pasów”, co zresztą w pełni zrozumiałe, ale bez efektu bramkowego. Co mniej zrozumiałe – niemal sam na sam z bramkarzem gospodarzy znalazł się Prejuce Nakoulma. Na szczęście dla Cracovii – Pilarz pewnie jego strzał wybronił.


Cracovia miała pole do popisu. Swobodnie mogła grać swoją grę. Ci jednak nie byli tak ofensywnie nastawieni, jak mogliśmy oczekiwać. Straus był schowany, Steblecki mało pożyteczny. Po drugiej stronie barykady było podobnie. Dlatego też chyba Witkowski pomógł „Pasom”. Zresztą nie tylko on. To była cała seria wielbłądów, Pawełków i innych Michałków. Totalnie absurdalne wyjście z bramki golkipera, Pandża nie trafił w piłkę, a Łukasiewicz wybił piłkę wślizgiem tak, że Edgar Bernhardt podciął piłkę nad bramkarzem i zdobył trzecią bramkę w sezonie. To był gwóźdź do trumny przyjezdnych.


Ależ Deja vu w przypadku Górnika. Niemalże kopiuj – wklej poprzedniej wiosny. Górnik wiosną… Ciągle bez zwycięstwa. Porażające, a przecież po jesieni byli wiceliderami. A Cracovia cóż, nie zachwyciła, ale pewnie wygrała 2:0, a to może ich przybliżyć do grupy mistrzowskiej.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)