Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wisła i Jaga na kolanach! Moniz znów zwycięski!

Wisła i Jaga na kolanach! Moniz znów zwycięski!

Piłka nożna | 05 kwietnia 2014 22:21 | Mateusz Decyk

fot. x-news.pl


 Lechia pokazała, że zmiana szkoleniowca wyszła jej na dobre, a pierwsza ósemka jest w jej zasięgu. Widzew to drużyna, której nie można lekceważyć o czym boleśnie dowiedzieli się piłkarze Białej Gwiazdy. Na to co działo się w Poznaniu ciężko znaleźć lepsze określenie niż deklasacja. Zapraszamy na podsumowanie sobotnich spotkań w Ekstraklasie!


Ricardo Moniz nie sprawił jeszcze żadnego cudu w Gdańsku, ale przynajmniej nie zniszczył niczego co udało się stworzyć Probierzowi. Poszczególni zawodnicy zaczęli się nawet bardziej starać w obliczu kończących się kontraktów i walki o uznanie u nowego przełożonego. Świetny początek zaliczyli gospodarze, bo po ich akcji silny strzał na bramkę oddał Grzelczak. W ten właśnie sposób Lechia uwierzyła w zwycięstwo i chciała pójść za ciosem. Jednak to nie okazało się tak łatwą sztuką. Paweł Dawidowicz z Lechii po raz kolejny udowodnił, że zainteresowanie jego osobą ze strony klubów zachodnich jest uzasadnione. Z około 30 metra podał piłkę do swojego bramkarza w sposób tak niefortunny, że pozwolił Aleksandrowi Kwiekowi na wyrównanie. Po raz kolejny świetnie grał Stojan Vranjes, który w drugiej części sezonu zaczyna wyrastać na lidera zespołu. Goście otrzeźwieli nieco po przerwie, ale tempo akcji nieco nam ostygło i dopiero w końcówce po ładnym strzale Macieja Makuszewskiego, kibice na PGE Arenie mogli oszaleć z radości, bowiem to zwycięstwo oznacza utorowanie sobie prostej drogi do zakwalifikowania się do grupy mistrzowskiej. Orestowi Lenczykowi pozostaje już tylko układanie planu utrzymania się w lidze.


Lechia – Zagłębie 2:1

 

***


Franek Smuda czyni cuda. Okazało się, że jednak można przegrać z Widzewem. Mało tego nie w jakiś pechowy sposób, a w wyrównanej walce. Rybicki najszybciej w tym spotkaniu odnalazł drogę do bramki i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Oba zespoły próbowały stworzyć sobie sytuacje bramkowe, ale żaden z nich nie potrafił poradzić sobie. Dopiero w drugiej połowie Wiślakom udało się odpowiedzieć na bramkę gospodarzy, ale do tego, by Garguła mógł się wpisać na listę strzelców potrzebne było zaproszenie do gry ofensywnej Burligi. No cóż, cel uświęca środki, jednak trzeba jasno powiedzieć, że ofensywa Białej Gwiazdy nie funkcjonowała dzisiaj tak jak powinna. Od tej pory stroną przeważającą w meczu stali się łodzianie i w końcu dopięli swego, bo strzał z główki na gola zamienił Cetnarski. Kibice z Krakowa i tak powinni się cieszyć z końcowego rezultatu, bo to był dla nich minimalny wymiar kary.


Widzew – Wisła 2:1

 

*** 


Kibice Jagiellonii mogli spodziewać się porażki, ale z pewnością nie tak dotkliwej. W zasadzie trudno cokolwiek napisać o tym spotkaniu. Piłkarze Lecha zagrali dzisiaj wzorowo, Jagiellonia została przez Mariusza Rumaka totalnie rozpracowana, w dodatku goście wyglądali jakby przed meczem zażyli spore ilości środków odurzających, bo to co pokazywali na boisku w niczym nie przypominało gry w futbol. Sześć bramek straconych w beznadziejny sposób w dodatku honorowa bramka, którą strzelił Dani Quintana po tym jak sędzia podyktował wątpliwy rzut karny, nie wystarczyła na to, by udowodnić, że przyjezdni do profesjonalna drużyna piłkarska. Kompletnie nie rozumiem kadrowych o taktycznych decyzji Piotra Stokowca. Dzisiaj nie istniała ofensywa białostoczan. Nie wiem w czym miał pomóc ofensywnie nastawiony Adam Dźwigała, ale był kompletnie niewidoczny, podobnie jak Balaj, Gajos i Quintana. Źle funkcjonował również pressing oraz odbiór piłki, którego praktycznie rzecz biorąc nie było. Piłkarze Lecha wchodzili w pole karne gości jak nóź w masło. Cóż tego, że defensorzy Jagi biegali skoro robili to nieporadnie i bezmyślnie. Jako największą piętę achillesową zespołu Stokowca wyróżniłbym boki obrony, gdzie gra dwójka zawodników nie potrafiących grać na tej pozycji. W pełni rozumiem to, że kontuzjowany jest Jonatan Straus, ale dlaczego zamiast Adam Waszkiewicza zagrał Tosik? Dlaczego od pierwszej minuty nie zagrał Dawid Plizga, który ostatnio jest jednym z jaśniejszych zawodników na boisku? Co na placu gry robi Rajalakso? Zarabia pieniądze, ale czy coś poza tym? W Białymstoku musi się coś zmienić i to szybko, bo mecz z Piastem i ten pucharowy z Zawiszą mogą się okazać przeszkodami nie do przejścia. Trudno znaleźć jakieś negatywy w grze Kolejorza. Wyróżnić po raz kolejny należy Dawida Kownackiego, który znaczeni przewyższa swoimi umiejętnościami, liczby które widnieją w jego metryce. Miejmy nadzieję, że w dalszym ciągu będzie się tak rozwijał i będzie pociechą naszej reprezentacji narodowej.


Lech – Jagiellonia 6:1

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)