Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legia pewnie kroczy po mistrzostwo, wyścig po trzecie miejsce w żółwim tempie

Legia pewnie kroczy po mistrzostwo, wyścig po trzecie miejsce w żółwim tempie

Piłka nożna | 06 kwietnia 2014 21:27 | Przemysław Drewniak
W meczu z Zawiszą Miroslav Radović potwierdził, że jest najważniejszym graczem swojej drużyny
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
W meczu z Zawiszą Miroslav Radović potwierdził, że jest najważniejszym graczem swojej drużyny

Przebieg niedzielnych meczów 29. kolejki Ekstraklasy nie był zaskoczeniem. Legia Warszawa zdominowała u siebie Zawiszę Bydgoszcz i łatwo wygrała po dwóch golach Miroslava Radovicia i jednym Michała Żyry. W Gliwicach lepszym zespołem była Pogoń, która była bardzo bliska zwycięstwa, ale za sprawą Kamila Wilczka Piast niespodziewanie doprowadził do wyrównania w doliczonym czasie gry.


Piast Gliwice 2-2 Pogoń Szczecin
Bramki: Kamil Wilczek 41', 90 + 3' - Marcin Robak 40', Sebastian Rudol 55'


Po szybkich, stojących na dobrym poziomie sobotnich meczach Ekstraklasy spotkanie Piasta z Pogonią przeniosło nas z powrotem na ziemię. Co prawda na brak goli znów nie mogliśmy narzekać, ale oba zespoły swoją grą nas nie zachwyciły.


Nie mogło być inaczej - głównym bohaterem w ekipie "Portowców" po raz kolejny był Marcin Robak. Snajper Pogoni powiększył swój dorobek strzelecki do dziewiętnastu trafień i, co zaskakujące, zaliczył dopiero pierwszą asystę w tym sezonie. Był zdecydowanie najlepszym piłkarzem swojego zespołu, bo z kolei bardzo przeciętny występ zaliczył duet Japończyków. Zresztą gdyby w Gliwicach z zespołu Dariusza Wdowczyka zabrać Robaka i Sebastiana Rudola, o którym piszemy poniżej, to zobaczylibyśmy bardzo przeciętną ekipę, zupełnie nie zasługującą na wysokie miejsce w ligowej tabeli.


W Gliwicach po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazał się właśnie wspomniany Rudol. Prawy obrońca Pogoni wygląda w tej rundzie tak, jakby miał za sobą już kilka lat gry w Ekstraklasie. Nie ma problemów w defensywie, dobrze czuje się z piłką przy nodze i doskonale wie, jak ma poruszać się po boisku. Przy golu Robaka Rudol zaliczył asystę, zgrywając piłkę głową po zamieszaniu w polu karnym. Napastnik Pogoni odwdzięczył mu się przy golu na 2:1. Wtedy obrona Piasta pozostawiła Rudola kompletnie bez krycia, a ten bardzo ładnym strzałem prawą nogą przymierzył w krótki róg bramki gospodarzy. Poza defensywą gliwiczan w tej sytuacji nie popisał się również powracający między słupki Dariusz Trela, który przepuścił piłkę lecącą dość blisko niego.


Jeśli Pogoń ma walczyć o puchary, nie może tracić punktów z takimi rywalami jak Piast. Dziś gliwiczanie nie pokazali w swojej grze ani trochę więcej jakości, niż w poprzednich wiosennych meczach. Przez większość spotkania stać ich było wyłącznie na przeszkadzanie w grze Pogoni, która w końcówce miała świetną okazję do "zabicia" meczu, gdy z kilku metrów głową do bramki nie wcelował Jakub Bąk. Mimo bardzo mizernej gry Piast zdołał jednak wykorzystać niefrasobliwość rywali, bo ci pozostawiali im zbyt dużo miejsca we własnym polu karnym. Różnicę zrobił Kamil Wilczek, który swoimi parametrami odbiega od typowej "dziewiątki", ale potrafi znaleźć się w polu karnym i wykorzystać nadarzające się okazje. Pod koniec pierwszej połowy napastnik Piasta błyskawicznie odpowiedział na gola Robaka, a w doliczonym czasie gry świetnie odnalazł się w tłoku pod bramką Pogoni i ładnym wolejem dał swojej drużynie remis.


Dzięki Wilczkowi Piast utrzymuje się na powierzchni, ale w walce o utrzymanie ich największym atutem wciąż nie jest gra, a pięciopunktowa przewaga nad strefą spadkową. Pogoń nie skorzystała zaś z szansy wskoczenia na najniższy stopień podium, na którym wciąż znajduje się beznadziejna w tej rundzie Wisła. Zanosi się na to, że walka o ostatnie miejsce w europejskich pucharach znów będzie przebiegać w żółwim tempie.


Legia Warszawa 3-0 Zawisza Bydgoszcz
Bramki: Miroslav Radović 48', 84', Michał Żyro 50'


Pierwsza połowa w wykonaniu Legii na pewno nie była najlepsza. Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, trzymali rywala daleko od swojej bramki, jednak sami również nie stwarzali sobie dogodnych sytuacji bramkowych. W grze podopiecznych Henninga Berga brakowało konsekwencji, często również dokładniejszego ostatniego podania, czy lepszego uderzenia na bramkę Wojciecha Kaczmarka. Zawisza z kolei nastawił się wyraźnie na grę z kontrataku i w ten sposób starał się kąsać mistrzów Polski, jednak dogodne sytuacje dla jednych czy dla drugich przed przerwą można by policzyć na palach jednej ręki. Swoją setkę zmarnował Michał Żyro, a po jakimś czasie również i Dossa Junior, którego strzał po dośrodkowaniu Brzyskiego kapitalnie wybronił bramkarz. Dla gości tuż przed zejściem do szatni kapitalną okazję zmarnował Wojciechowski.


Od początku drugiej połowy mecz wyglądał już zupełnie inaczej. Legia od razu ruszyła do ataku chcąc wreszcie zaznaczyć swoją przewagę jakimś trafieniem. I tak legioniści w krótkim odstępie czasu dwa, bliźniaczo podobne do siebie gole. Najpierw Żyro zagrał prostopadłą piłkę, którą na gola zamienił Radović, a następnie taką samą piłkę do Żyro zagrał Duda i zawodnik Legii do asysty dołożył również gola. Warszawianie grali zdecydowanie lepiej, bo do długiego klepania futbolówki dołożyli również kreowanie lepszych okazji bramkowych. Znów bardzo ciekawie wyglądał duet Radović – Duda, dobrze prezentował się również wspomniany już Żyro. Gorzej natomiast z Helio Pinto, który zupełnie nie wykorzystał szansy jaką dostał pod nieobecność Tomasza Jodłowca.


Legia dołożyła jeszcze jednego gola, ale to nie jest chyba dla niej najważniejsze po tym meczu. Zdecydowanie bardziej istotne jest to, że jej przewaga nad drugim Lechem w dalszym ciągu wynosi dziesięć punktów i choć po podziale po 30 kolejce będzie ich o połowę mniej, to i tak ten komfort przed dodatkowymi ośmioma spotkaniami będzie dość spory.


WSPÓŁPRACA: Damian Wiśniewski

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)