Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ruch bezkarnie wraca na podium, Korona za słaba na grupę mistrzowską

Ruch bezkarnie wraca na podium, Korona za słaba na grupę mistrzowską

Piłka nożna | 07 kwietnia 2014 20:29 | Przemysław Drewniak
Michał Janota tym razem nie błyszczał. Podobnie jak cały zespół Korony
fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Michał Janota tym razem nie błyszczał. Podobnie jak cały zespół Korony

Piłkarze Ruchu potrzebowali całego miesiąca, by przypomnieć sobie jak smakuje zwycięstwo. W poniedziałek z łatwością wrócili na zwycięski szlak, bo do Chorzowa przyjechała wyjątkowo słaba Korona Kielce. Po golach Piotra Stawarczyka i Jakuba Kowalskiego podopieczni Jana Kociana wrócili na ligowe podium, a goście ostatecznie zaprzepaścili szanse na awans do grupy mistrzowskiej.


Ruch Chorzów 2-0 Korona Kielce
Bramki: Piotr Stawarczyk 44', Jakub Kowalski 61'


Przed meczem piłkarze Korony buńczucznie wypowiadali się na temat swoich szans. Jose Rojo Martin był pewien zwycięstwa przy Cichej, a wszyscy piłkarze nadal wierzyli w awans do czołowej ósemki. Rzeczywistość zweryfikowała ich oczekiwania, bo z przebiegu rundy wiosennej kielczanie zrobili zbyt mało, by zasłużyć sobie na grupę mistrzowską. W dodatku w Chorzowie rozegrali najsłabsze spotkanie w tym roku, przez co od dziś muszą spoglądać w dół tabeli.


Od początku spotkania Ruch osiągnął zdecydowaną przewagę w środku pola. Co prawda chorzowianie nie forsowali tempa gry, w słabszej formie był niedoleczony po kontuzji Grzegorz Kuświk, ale dzięki dużemu zaangażowaniu potrafili zdominować rywali. Niemal przez całą pierwszą połowę bramka dla "Niebieskich" wisiała w powietrzu, ale w dogodnych sytuacjach w bramkę nie trafiali Marek Zieńczuk i Filip Starzyński. Do siatki udało się trafić tuż przed zejściem do szatni Piotrowi Stawarczykowi. Stoper Ruchu już kilka minut wcześniej miał swoją okazję po rzucie rożnym, ale jego główkę zdołał wybronić Zbigniew Małkowski. Obrońcy Korony nie wyciągnęli jednak wniosków, bo za drugim razem Stawarczyk znów jako pierwszy doszedł do piłki i dopiął swego. Duży błąd popełnił w tej sytuacji Małkowski, który wyszedł z bramki i znacznie ułatwił zadanie przeciwnikowi.


Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, bo Korona nadal prezentowała się mizernie. Ciężko wyróżnić za ten mecz któregokolwiek z piłkarzy gości - każdy z nich miał gorszy dzień. Niemiłe wspomnienia z Chorzowa przywiezie w szczególności Kamil Sylwestrzak. Boczny obrońca kielczan popełniał dużo błędów, a przy golu na 2:0 Jakuba Kowalskiego kompletnie nie kontrolował pozycji strzelca. Asystą popisał się w tej sytuacji Daniel Dziwniel, który obok pewnego w defensywie Stawarczyka i widocznego w środku pola Filipa Starzyńskiego był najczęściej wyróżniającą się postacią w szeregach Ruchu.


Mało jest takich rozgrywek ligowych, w których zespół z czołówki tabeli może w fatalnym stylu przegrać trzy mecze z rzędu, a i tak nic na tym nie stracić. Ruchowi po takiej serii wystarczyło tylko ograć słabą Koronę, by bezkarnie znów wskoczyć na podium, i to z dwupunktową przewagą nad czwartą Wisłą.


Kielczanie wygrali w tym roku tylko jedno ligowe spotkanie - to zdecydowanie za mało, by móc myśleć o grze w grupie mistrzowskiej. Na tę chwilę ich przewaga nad strefą spadkową wynosi sześć oczek, czyli bardzo niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę, że po podziale punktów ta liczba jeszcze się zmniejszy. Po jednym bardzo słabym spotkaniu nie można od razu zaliczyć Korony do ścisłego grona kandydatów do spadku, ale w rundzie finałowej podopieczni Jose Rojo Martina muszą się wziąć w garść. Przestać tracić przewagi, gole w końcówkach i nie pozwalać sobie na takie występy jak ten w Chorzowie. Jeśli tego nie zrobią, w maju Ściegiennego może być niespodziewanie gorąco.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)